Polska gospodarka potrzebuje kompleksowej reformy, w którą doskonale wpisuje się idea podatku liniowego. I mimo że do zrobienia jest sporo, przy odrobinie dobrej woli polityków zmiany mogą zacząć obowiązywać już od 2004 r. — twierdzą eksperci.
Ekonomiści i przedstawiciele świata biznesu, uczestniczący w debacie w redakcji „Pulsu Biznesu”, zgadzają się, że podatek liniowy w wersji zaproponowanej przez przedsiębiorców byłby rozwiązaniem słusznym, pod warunkiem, że byłby elementem całego pakietu refom. Zmian wymaga przede wszystkim system finansów publicznych. Eksperci twierdzą także, że — wbrew sugestiom polityków — reformę można zaplanować już w tym roku, tak, by mogła zacząć obowiązywać od roku przyszłego.
Eksperci zgodnie twierdzą, że priorytetem rządu powinna być reforma systemu finansów publicznych, która dopiero da podstawy do zmian w systemie podatkowym.
— Zrobiłem zestawienie wszystkich możliwych oszczędności w wydatkach państwa i wyliczyłem, że budżet może zaoszczędzić bez większych problemów 15-22 mld zł rocznie. Z tego wynika, że nie ma konieczności obniżenia wydatków socjalnych w związku ze składką do UE czy teoretyczną dziurą powstałą po wprowadzeniu nowego systemu podatkowego — podkreśla Hubert Janiszewski z Polskiej Rady Biznesu.
Mirosław Gronicki z Banku Millennium dodaje, że spore oszczędności może też przynieść wprowadzenie systemu zarządzania środkami budżetowymi.
— W Słowacji koszt stworzenia takiego systemu wyniósł 25 mln EUR. Pieniądze dała Unia. Powinniśmy zrobić to samo, bo nawet jeśli będzie to kosztować 100 mln EUR, korzyści będą wyższe — twierdzi ekonomista.
Zaś Witold Orłowski, doradca prezydenta, podkreśla, że reforma ma spowodować wzrost dochodów społeczeństwa oraz ukrócenie marnotrawstwa.
— Pieniądze, które zostaną zaoszczędzone w budżecie, muszą trafić do kieszeni podatnika — uważa Witold Orłowski.
Henryka Bochniarz z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych przypomina, że reform wymaga nie tylko budżet.
— Struktura naszej gospodarki to w 90 proc. małe i średnie firmy, które w wyniku przepisów ostrożnościowych banków komercyjnych mają ograniczony dostęp do kredytu i są zmuszone finansować się ze środków własnych. Jednocześnie są głównym motorem napędowym gospodarki, więc należy im maksymalnie ułatwiać prowadzenie działalności i inwestowanie — uważa Henryka Bochniarz.
Stanisław Nieckarz, doradca premiera i ekspert w RCSS, tradycyjnie podkreśla, że przedsiębiorcom przeszkadzają też nasze realne stopy procentowe — najwyższe w Europie.
— Poziom stóp ogranicza możliwości inwestycyjne firm. Banki wolą inwestować w wysoko oprocentowane instrumenty dłużne, zamiast udzielać kredytów. Konieczna jest więc współpraca NBP w reformowaniu finansów państwa — podkreśla doradca premiera.
— Małe i średnie firmy rzeczywiście nie biorą kredytów, ale nie jest to tylko wina stóp. Zbyt wysoki jest także poziom rezerwy obowiązkowej banków komercyjnych — dodaje Mirosław Gronicki.
Stanisław Nieckarz podkreśla też, że istotną rzeczą dla przedsiębiorców jest kwestia amortyzacji środków trwałych.
— Od kilku lat nie było przeszacowania ich wartości. To znacząco zmniejsza wartość amortyzacji i wysokość odpisów od podatków. A przy niskiej rentowności to jest ważniejsze niż wysokość podatków — uważa ekspert RCSS.
— Zgadzam się, i to znajduje się w naszym projekcie przekazanym rządowi. Podobnie jak kwestia prywatyzacji, która zwiększa konkurencyjność rynku. Niezbędne jest stworzenie programu prywatyzacji, który będzie realizowany. Nieważne, jakie będą decyzje resortu skarbu, istotne, aby nie były odkładane — dodaje szefowa PKPP.
Eksperci zgodzili się, że realizacja tych wszystkich postulatów — możliwa, ich zdaniem, już w tym roku — da podstawy do zmiany systemu podatkowego. Przeważały głosy, że najlepszym rozwiązaniem byłoby wówczas wprowadzenie podatku liniowego dla osób fizycznych. Bo tylko podatek liniowy miałby wpływ na szybkie zwiększenie zasobności portfeli. A większa ilość gotówki stworzyłaby pozytywną aurę dla konsumpcji i inwestycji.
— Większość małych przedsiębiorców rozlicza się na podstawie PIT. Trzeba zrobić wszystko, aby jak najwięcej środków zostało u nich, bo na pewno wydadzą je racjonalniej niż budżet. Pozytywne skutki ich inwestycji będą szybsze — uważa Henryka Bochniarz.
Dodaje, że Polska staje się wyspą w naszym rejonie Europy, sąsiedzi bowiem już wprowadzają podatek liniowy. Nasze firmy i polski kapitał mogą w efekcie uciekać z kraju, nie będą też napływać inwestycje z Zachodu.
Wszyscy zgodzili się także, że niski podatek liniowy nie musi oznaczać ubytku w dochodach budżetu, zwłaszcza gdyby przeprowadzić racjonalizację wydatków państwa. Są też inne sposoby.
— Przy obniżce podatków dochodowych można uzupełnić ubytki w budżecie podatkami pośrednimi. Obecnie realna stawka podatku VAT wynosi 9 proc. Ustalenie jednej, np. 18-proc., stawki tego podatku na wszystkie towary i usługi, daje zwiększenie efektywności poprzez poszerzenie bazy podatkowej — uważa Mirosław Gronicki.