Podobne gospodarki, różne giełdy

Wspólne zagraniczne road-show oraz ETF adresowane do inwestorów z Azji — oto pomysły szefów regionalnych giełd na przyciągnięcie kapitału

Percepcja ryzyka związanego z inwestowaniem na poszczególnych giełdach Europy Środkowej i Wschodniej jest podobna.

RÓŻNE
GIEŁDOWE DROGI:
Zobacz więcej

RÓŻNE GIEŁDOWE DROGI:

Podczas debaty „Jak przyciągnąć inwestorów do Europy Środkowej i Wschodniej” podkreślano, jak różne są giełdy w naszym regionie. Jan Mládek, czeski ekonomista i były minister przemysłu, przytoczył przykład rynków w Pradze i Warszawie: na pierwszy rzucono w ramach prywatyzacji ponad 2200 spółek, na drugi wchodziły tylko te, które chciały, na początek pięć. Dziś w Pradze notowanych jest nieco ponad 20 firm, w Polsce — prawie 900. Fot. Marek Wiśniewski

— Może to stanowić bazę do wspólnych przedsięwzięć mających na celu przyciągnięcie kapitału na nasze parkiety — stwierdził na początku debaty „Jak przyciągnąć inwestorów do Europy Środkowej i Wschodniej” Jacek Fotek, wiceprezes GPW.

Szefowie giełd z Budapesztu, Lublany i Sofii, chociaż wskazali wiele różnic między poszczególnymi regionalnymi parkietami, chętnie zgłosili akces do takiego projektu i podali nawet gotowe pomysły działań marketingowych.

— Jest wiele podobieństw między gospodarkami naszych państw, ekonomicznie stanowimy bardzo homogeniczny region, jednak tych podobieństw dotyczących rynków kapitałowych aż tylu nie ma — uznał Aleš Ipave, prezes lublańskiej giełdy. Poszczególne giełdy są na różnych etapach rozwoju: jedne należą wciąż do rynków wschodzących, drugie są rynkami granicznymi, a jeszcze inne można już zaliczyć do rozwiniętych, bardzo różna jest też kapitalizacja.

— Wszyscy zmagamy się jednak z podobnymi problemami i właśnie to powinno nas skłaniać do wspólnych działań — dodał szef słoweńskiego parkietu.

Według niego, pierwszym krokiem do takiej kooperacji powinno być organizowanie zagranicznych road-show, podczas których giełdy mogłyby prezentować się na zewnątrz jako jeden region.

— Słowenia to kraj liczący zaledwie 2 mln mieszkańców. Cóż możemy sami zdziałać? Chętnie weźmiemy udział w takich road-show — zapewnił Aleš Ipave.

Również Ivan Takev, prezes giełdy sofijskiej, jest przekonany, że należy wykonać taki ruch i ma nawet pomysł, o czym konkretnie mówić podczas spotkań.

— Powinniśmy udowodnić zagranicznym inwestorom, że oferujemy bardzo dobry produkt. Główny akcent postawiłbym na to, że spółki notowane na naszych parkietach funkcjonują w taki sposób, by ich mniejszościowi inwestorzy nie byli w jakikolwiek sposób poszkodowani — przekonywał Bułgar.

Wspomniał przy tym o skandalach, do których dochodziło w przeszłości choćby ze spółkami chorwackimi. Poważnym błędem był wtedy brak odpowiedniejreakcji krajowych władz. Według niego, takie sytuacje nie mają prawa się powtórzyć. Richard Vegh, szef rynku w Budapeszcie, przypomniał, że udział inwestorów zagranicznych w kapitalizacji jego giełdy jest jednym z najwyższym na kontynencie i sięga aż 65 proc. Niewiele mniejszy jest zresztą ten udział także na innych parkietach w regionie: w Polsce wynosi ok. 53 proc. Nie oznacza to jednak, że osiągnęliśmy tu szczyt możliwości.

— Są regiony, które wciąż nie są zbyt mocno reprezentowane na środkowoeuropejskich parkietach. Mam na myśli głównie kraje azjatyckie i skupiłbym się na tym, by właśnie tam, np. w Chinach, zaprezentować nasz region — zaproponował Richard Vegh.

Według niego, road-show byłoby celowe także dlatego, że Chińczycy i tak postrzegają nasze kraje jako jeden region. Prezes budapeszteńskiej giełdy zaoferowałby Azjatom ETF-y (Exchange Traded Funds), bo takie instrumenty inwestycyjne byłyby najbardziej atrakcyjne dla tamtejszych inwestorów. Ten pomysł bardzo przypadł do gustu Ivanowi Takevowi. Według niego, są wprawdzie także inne instrumenty ciekawe dla inwestorów, którzy chcieliby być obecni w danym regionie. Należą do nich choćby certyfikaty, które odzwierciedlają indeksy. Jednak lepszym wyborem w przypadku inwestycji długoterminowych wydają się mniej podatne na spekulacje ETF-y.

— Dodatkowym plusem tych instrumentów jest to, że świetnie nadają się do arbitrażu, a ponadto zwiększają płynność rynku — uzasadnił prezes giełdy w Sofii.

Swoistą przestrogą dla amatorów przyciągania zagranicznego kapitału mogły być słowa Jana Mládka, byłego czeskiego ministra przemysłu i handlu, a obecnie dyrektora w Czeskim Instytucie Ekonomii Stosowanej.

— Gospodarka oczywiście potrzebuje kapitału, a jego źródła mogą być bardzo różne. Nasz były premier Václav Klaus mówił, że nieważne, skąd jest kapitał, ważne, by trafił do kraju. To szybko okazało się jednak nieprawdą. Kiedyś do Czech napływał ogromny kapitał spekulacyjny, który niestety znikał równie szybko, jak się pojawiał. Bardzo często skutki tego były bardzo szkodliwe dla gospodarki — powiedział Jan Mládek. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Mayer

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Podobne gospodarki, różne giełdy