Polityczne łowy

Adam Sofuł
opublikowano: 2007-09-13 00:00

Sporządzanie list wyborczych przez partie polityczne przypomina nieco znane z futbolu okienko transferowe. Partyjni liderzy jak trenerzy rozglądają się po politycznym rynku i szukają wzmocnień dla swojej drużyny. Przede wszystkim wśród tych, którzy w drużynie politycznych rywali od dawna siedzieli na ławce rezerwowych.

Najgorętszym politycznym transferem ostatnich dni jest były minister rządu Jarosława Kaczyńskiego, który postanowił zasilić ekipę Platformy Obywatelskiej. Platforma ma już na koncie udany transfer Antoniego Mężydły i spore nadzieje na pozyskanie doświadczonego zawodnika z Gdańska — Bogdana Borusewicza. PiS ma nadzieje zrekompensować sobie ubytek w środku pola namówieniem do przejścia na swoje listy jednego z założycieli Platformy Macieja Płażyńskiego. Znane nazwiska przyciągają — i kibiców, i wyborców, ale jak uczy przypadek Realu lub Chelsea, a z politycznego podwórka Unii Wolności — sukcesu nie gwarantują. Nie jest sztuką pozyskać dobrego zawodnika, trudniej go wykorzystać i stworzyć zgrany, skuteczny zespół. Sikorski, Mężydło, Borusewicz lub Płażyński mogą być wzmocnieniem dla swoich drużyn, o ile pozwoli im się grać. Jeżeli mają pozostać tylko ozdobą list wyborczych, to niech lepiej rozglądają się za możliwością następnego transferu.

Znane nazwiska na listach wyborczych mają przyciągać wyborców, ale mogą stanowić wskazówkę, w którą stronę pójdzie polityka danej partii po wyborach. Ostatnie polityczne transfery wskazują, że PO umacnia pozycję w środku pola, a Prawo i Sprawiedliwość zdaje się skazane na ataki prawym skrzydłem. Zanim odgwiżdżemy w tym meczu zwycięstwo którejkolwiek drużyny, pamiętajmy, że polityka, podobnie jak piłka nożna, to gra zespołowa. O tym przez ostatnie dwa lata politycy, jak się wydaje, zapomnieli.

Adam Sofuł

Możesz zainteresować się również: