Polscy piraci pod lupą

Małgorzata Birnbaum
06-05-2003, 00:00

Polska znalazła się na opublikowanej przez amerykański departament handlu czarnej liście krajów, które nie chronią własności intelektualnej. Powody? Stadion Dziesięciolecia i brak ochrony producentów leków.

Amerykański departament handlu, kierowany przez Roberta Zoellicka, opublikował listę 50 krajów, które łamią ochronę własności intelektualnej. Najgorszym wrogiem amerykańskich spółek jest Ukraina, na którą w ubiegłym roku rząd USA nałożył warte 75 mln USD (283,5 mln zł) sankcje importowe. Zaraz za Ukrainą znajduje się 11 krajów na liście „bacznie obserwowanych”. Trafiła tu — z listy krajów tylko „obserwowanych” — również Polska.

,,Mimo intensywnej współpracy rządów USA i Polski, ochrona praw intelektualnych nie poprawiła się od 2002 r. Główny problem to brak politycznej woli polskiego rządu, by zamknąć rynek na Stadionie Dziesięciolecia, który jest zalany pirackimi towarami. Chociaż zdarzają się naloty policyjne, kary — jeśli w ogóle są nakładane — są lekkie i nie odstraszają od nielegalnego handlu” — czytamy w raporcie.

Co gorsza, departament handlu USA podejrzewa, że dziewięciu polskich producentów nośników kompaktowych wytwarza również pirackie kopie. Nielegalne kompakty trafiają do Polski przez nieszczelne granice i są stąd eksportowane do krajów Europy Wschodniej i Zachodniej.

Departamentowi handlu USA nie podoba się również polskie prawo farmaceutyczne. Amerykanie zarzucają niedociągnięcia związane z ochroną wyłączności danych, jednej z trzech form ochrony własności intelektualnej w prawie farmaceutycznym.

— W Polsce okres ochrony wyłączności danych, czyli danych zgromadzonych w procesie rejestracji leku, od momentu przystąpienia naszego kraju do UE wyniesie 6 lat, chyba że ochrona patentowa wygasła wcześniej. W krajach UE jest to od 6 do 10 lat. To nie jest naruszenie prawa patentowego UE ani prawa międzynarodowego. USA jako największy producent leków oryginalnych mają prawo do ochrony swoich firm, ale w tym przypadku błędnie interpretują przepisy — uważa Małgorzata Wychowaniec, ekspert w dziedzinie prawa farmaceutycznego.

Raport departamentu handlu wskazuje też, że okres ochrony w Polsce liczony jest od momentu zarejestrowania leku na świecie. Ponieważ do Polski leki trafiają nieco później, rzeczywisty okres ochrony w naszym kraju jest skrócony.

O ile w przypadku własności intelektualnej na rynku farmaceutycznym można mówić o nadgorliwości Amerykanów, to w przypadku pirackich kopii płyt trudno nie bić się w piersi.

— Można tylko krytykować rząd, że mimo trwających od lat nalegań nie wprowadził żadnych zmian — mówi anonimowo przedstawiciel amerykańskich spółek.

— Relacje handlowe między Polską a USA i tak nie są dobre, więc umieszczenie nas na liście krajów bacznie obserwowanych nie pogorszy tych stosunków. Rozdźwięk między wspaniałymi kontaktami politycznymi a fatalnymi gospodarczymi jest tak ogromny, że tu nie ma się co pogorszyć — uważa Maciej Raczkiewicz, prezes Amerykańskiej Izby Handlowej.

Niestety, nie udało się uzyskać komentarza ani z ambasady USA, ani z ministerstwa gospodarki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Birnbaum

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Polscy piraci pod lupą