Polska jest fajna

opublikowano: 11-11-2022, 06:30
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Aby zneutralizować nasz narodowy negatywizm, musimy opowiadać sobie o pozytywnych rzeczach, które nam się zdarzają, o sukcesach, o tym, co robimy dobrze — mówi Danuta Nierada, dyrektor kreatywna State of Poland.

Wzór:
Wzór:
Promowania marki narodowej powinniśmy uczyć się od Amerykanów, ale też od Francuzów, Duńczyków i Japończyków, którzy starają się przefiltrować każdą informację, zanim opuści ich kraj — twierdzi Danuta Nierada z fundacji State of Poland.
MAREK WISNIEWSKI

PB: Jaki owoc najlepiej oddaje charakter Polski i Polaków?

Danuta Nierada: Francuzi mają beaujolais nouveau, Japończycy kwitnącą wiśnię. Szukaliśmy więc symbolu Polski — ikony, którą moglibyśmy chwalić się na świecie. Znaleźliśmy jabłko. Jesteśmy właśnie tacy jak jabłko — szczodrzy, słodcy i dobrzy.

Pytając o owoc, nawiązałem do państwa kampanii „Jabłonki”, promującej polskie jabłka i polski styl życia.

Pomysł jabłka jako międzynarodowej marki promujemy i w kraju, i za granicą. Kampania wszędzie wywołuje pozytywny oddźwięk. W jej ramach zorganizowaliśmy festiwal „Jabłonki”, podczas którego można było spróbować jabłkowych pyszności w naszych zaprzyjaźnionych restauracjach.

Podobno w jabłku widzi pani skuteczne lekarstwo na groźną chorobę, którą są podziały w naszym społeczeństwie.

Jeśli chodzi o kulinaria, stół, rzeczy, które nam wychodzą jak jabłka, ludzie w magiczny sposób się jednoczą. Znikają wtedy wszelkie abstrakcyjne spory.

Flagowym przedsięwzięciem fundacji State of Poland jest film krótkometrażowy „Niepospolita”, prezentujący ducha polskiej przedsiębiorczości w dwudziestoleciu międzywojennym.

Podoba się panu?

Aż serce rośnie, gdy się patrzy na przykłady entuzjazmu i wielkości Polaków tamtych czasów...

To rodzaj terapii. Potrzebujemy usłyszeć parę dobrych słów na swój temat.

Film gloryfikuje patriotyzm, ale bez nachalności, delikatny, w pięknym stylu.

Może w tej produkcji jest trochę samouwielbienia, ale z drugiej strony dobrej samooceny mamy za mało. Nie umiemy być z siebie dumni. Zawsze stawiam Polakom za wzór Amerykanów i ich sposób opowiadania o sobie, swoim kraju, osiągnięciach, dumie narodowej. To jest naród, który przewodzi innym. Nie dość, że nie mamy umiejętności, to dodatkowo widzę w nas dużą dozę samokrytycyzmu.

Pani fundacja próbuje przełamać ten polski negatywizm...

Fundacja powstała w odpowiedzi na potrzebę opowiadania o Polsce w sposób ciekawy, innowacyjny i nowoczesny. Nie ma idealnych państw. Kraje, które uważane są za fajne i wolne od problemów, bardzo konsekwentnie prowadzą swoje akcje marketingowe.

Wasz pozytywny przekaz ma trafiać przede wszystkim na Zachód?

Adresowany jest zarówno na rynek krajowy, jak też zagraniczny. Dlaczego na rynek krajowy? Wiele osób powie, że nie musimy reklamować Polski sobie. Okazuje się jednak, że musimy. Przez długi czas pracowałam w reklamie. Wiele firm starało się wprowadzać swoje produkty jako polskie, dlatego zlecały badania dotyczące tego, co Polacy myślą o sobie, jak się oceniają. Obraz wyłaniający się z ankiet nie był zbyt korzystny. Po upadku PRL, w okresie gonienia Zachodu dostaliśmy wiele negatywnych informacji na swój temat. Dlatego mamy kompleksy. Dopóki ktoś nie poklepie nas po plecach, nie zapewni, że jesteśmy w porządku, dopóty sami tego o sobie nie powiemy.

Komuna odebrała Polakom pewność siebie…

To oczywiście już się zmieniło, ale przez długi czas opinia Zachodu była dla nas istotna. Gdy obcokrajowiec wypowiedział się na nasz temat — nieważne, pozytywnie czy negatywnie — braliśmy to sobie głęboko do serca.

Z jednej strony brak wiary w siebie, z drugiej celebrowanie narodowej martyrologii...

Nawet gdy mówimy lub piszemy o sukcesie, to i tak kończymy porażką. W naszej opowieści muszą znaleźć się zwroty typu: umarł w Auschwitz albo został zabity w Palmirach. Przez długi czas zastanawiałam się, dlaczego nie umiemy mówić o sobie bez wspominania o porażce. Doszłam do wniosku, że to wynika ze sposobu, w jaki uczono nas historii w okresie PRL. Koncentrowano się na klęskach, pomijając zwycięstwa i inne powody do dumy.

Jakiś argument za tym, by myśleć o sobie dobrze?

Bardzo ciekawym zjawiskiem społecznym była sprawa Ukrainy. Kiedy Polacy ruszyli tłumnie, by pomóc Ukraińcom, przyjmując ich w swoich domach, nastało duże zdziwienie. A przecież nie powinno go być. Cała nasza historia dowodzi, że solidarność mamy we krwi. Gdy potrzeba, organizujemy się oddolnie w najlepszy możliwy sposób.

Zdziwienie było także tu, w Polsce…

U nas również. Kto by się spodziewał — pytano. To było dla nas euforyczne odkrycie, że umiemy to zrobić, ale jednak odkrycie. A przecież historia Solidarności, II wojna światowa, konspiracja, odbudowanie kraju po prawie 150 latach zaborów — wszystko świadczyło o tym, że umiemy się zebrać, by pomóc sobie czy innym, i budować społeczeństwo.

Nie powinniśmy nigdy przedstawiać siebie w złym świetle?

Opowiem historię ze swojego życia. W latach 90. pojechałam pierwszy raz na Zachód, do Francji. Byłam tam kimś w rodzaju niani. Chciałam nauczyć się języka w zamian za dach nad głową. Jako kraj podnosiliśmy się z wielkiego kryzysu, było ciężko. Swoimi spostrzeżeniami na temat polskiej rzeczywistości dzieliłam się dość swobodnie z gospodarzami. Po pewnym czasie w ich ustach Polska stała się biednym krajem. Wtedy pomyślałam sobie: no nie, tak nie można opowiadać o Polsce, bo to nie jest prawda. Oczywiście mamy problemy, ale musimy prezentować te aspekty polskości, które są dobre i z których możemy być dumni. Nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni, a trzeba to robić. Mamy bardzo niską świadomość mechanizmów komunikacyjnych, które stosuje się na świecie.

Jak to zmienić?

W fundacji zajmujemy się gromadzeniem zdarzeń, sytuacji, faktów, które pokazują Polskę w pozytywnym świetle. Jest ich bardzo dużo. Mamy czym się chwalić, trzeba tylko znaleźć pozytywne zjawiska i ludzi, którzy za nimi stoją.

Co psuje nam wizerunek na świecie?

Może zabrzmi to jak teoria spiskowa, ale jest nam przyprawiana gęba. To nie przypadek, że pojawiają się o nas negatywne informacje. Są nadawane przez nieprzychylne nam siły. Można wskazać Rosję, ale być może także inne państwa.

Chyba sami za mało dbamy o swój wizerunek.

Kraje, o których dobrze myślimy, wydają miliardy dolarów lub euro na marketing i PR. Czy my w tej dziedzinie nie robimy za mało? Na pewno. Na pusty komunikacyjnie teren łatwiej wejść z dezinformacją. To rola wszystkich ośrodków kształtowania opinii publicznej, aby do tego nie dopuścić.

dziś: „Polska bez kompleksów”

goście: Aga Szóstek — autorka książki „Strategia umami”, Elżbieta Wagner — dyrektor instytutu Educare, Danuta Nierada — dyrektor kreatywna State of Poland

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane