Nie ma takiego towaru, którego nie zdołaliby sprowadzić polscy importerzy. Nie ma takiego miejsca na świecie, do którego by nie dotarli w poszukiwaniu produktów, jakie w Polsce znajdą nabywców.
Wiadomość dobra jest taka: ujemne saldo w polskim bilansie handlowym spada. Wiadomość zła: licząc zmiany w złotych eksport rośnie, a import maleje, co jest efektem umacniania się naszej waluty wobec euro. Co by jednak nie mówić — spadek deficytu w obrotach handlowych cieszy.
Od stycznia do końca sierpnia bieżącego roku krajowe firmy sprzedały za granicę towary warte 44,6 mld EUR. Import w tym samym czasie wyniósł 50,6 mld EUR, co było wynikiem o 10,6 proc. lepszym niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Udało się więc zatkać sporą część deficytu handlowego. Pod koniec sierpnia 2004 r. wynosił on 8,3 mld EUR, dwa miesiące temu — już tylko 5,9 mld EUR.
Będzie jeszcze lepiej
Na ten wynik pracowano od początku roku. Kolejne informacje podawane przez Główny Urząd Statystyczny poprawiały nastrój ekspertów i polityków, nie mówiąc o najbardziej zainteresowanych — przedsiębiorcach. Handel nabierał rozpędu aż miło: między styczniem i końcem kwietnia wartość eksportu wzrosła, w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku, o 20,4 proc. (22 mld EUR), a importu o 6,9 proc. (24,1 mld EUR). Już wtedy zauważano spadek deficytu handlowego. Łukasz Tarnawa, główny ekonomista banku PKO BP, prorokował, że jest dobrze, ale będzie jeszcze lepiej.
— Wygląda na to, że także w II kwartale handel zagraniczny będzie się pozytywnie przykładał do wzrostu gospodarczego — mówił Tarnawa.
Od burzy po wiaterek
Okazało się, że miał rację. Kolejne dane GUS, dotyczące okresu styczeń-lipiec, potwierdziły optymistyczne prognozy. Inna sprawa, że spadła nieco dynamika importu. Trudno się temu jednak dziwić. Przecież porównywano go z czasem, gdy Polska wchodziła do Unii Europejskiej, a na rynku nastąpił prawdziwy boom zaopatrzeniowy. Trudno było go powtórzyć po roku, a wyniki i tak dawały powody do radości.
— Ekonomiści nie martwili się więc niską dynamiką importu. Przestrzegali przed wysnuwaniem tez, że oto mamy pierwsze sygnały spadku inwestycji zasilanych przez importowane technologie. Przypominali, że dobra inwestycyjne nie dominują w imporcie.
Bilans handlowy to barometr pokazujący jednak często zaledwie ślady burzy, która gdzieś po drodze zamieniła się jedynie w nieco mocniejszy wiaterek. Wystarczy, że przyhamuje eksport, to i import jest wolniejszy. Ale zdarza się też, że jeden z tych dwóch elementów jakby samoistnie przejściowo zmienia tempo, a po jakimś czasie wraca na właściwy kurs, o ile oczywiście nie występują po drodze jakieś nowe okoliczności. Nie wystąpiły. Ale na koniec roku prognozy eksportowo-importowe dotyczące porównań z rokiem ubiegłym, nie są już tak hurraoptymistyczne. Deficyt nadal będzie malał, ale wolniej. Wszystko dlatego, że wyniki porównywać będziemy do danych z analogicznego okresu w 2004 roku, a przecież wtedy nastąpiło handlowe przyspieszenie — tłumaczy zjawisko Piotr Wiechowski, analityk rynkowy.
Stała struktura
Eksport cały czas pozostaje ważnym motorem napędowym naszej gospodarki.
Struktura importu od dłuższego czasu nie ulega specjalnym zmianom. W okresie od stycznia do końca sierpnia bieżącego roku najwięcej handlowaliśmy z krajami wysoko rozwiniętymi. Wartość sprowadzonych od nich towarów wyniosła ponad 37,6 mld EUR, z czego na samą tylko Unię Europejską przypadało 33,4 mld EUR. I nie ma tu znaczenia, że handel z krajami UE od chwili naszej akcesji liczony jest nieco inaczej niż wcześniej.
— Liczby są bezlitosne i prawdziwe, niezależnie od komentarzy, jakie im towarzyszą. W tym wypadku handel jest handlem, a problemem może być wyłącznie sposób liczenia obrotów — mówi Witold Gauc, prezes Kolvian Stark.
Ważne jest, żeby dostarczać odbiorcom to, czego potrzebują — zarówno do prowadzenia inwestycji, jak i do konsumpcji. Właśnie dobra zaopatrzeniowe są głównym elementem napędzającym import. I to zarówno te kupowane w wielkich ilościach (chociażby żywność czy wyroby przemysłowe), jak i te będące przedmiotem tak zwanego „małego handlu” — sprowadzane przez niewielkie firmy handlowe.