Zbliża się punkt kulminacyjny kryzysu strefy euro. W niedzielę w Brukseli odbędzie się najpierw szczyt Unii Europejskiej, a następnie Eurolandu. Prawdopodobnie wreszcie zapadnie ostateczne rozwiązanie dla Grecji. Wszystko wskazuje na to, że Unia zdecyduje się zrestrukturyzować dług rządu w Atenach (czyli w jakiejś formie umorzyć część zobowiązań). Najpewniej dowiemy się też, jak dużą część redukcji zadłużenia Grecji będzie musiał wziąć na siebie sektor bankowy. Wiadomo już, że będzie to więcej niż uzgodnione w lipcu 21 proc. Nieoficjalnie mówi się nawet o 50 proc. Oznaczałoby to, że europejskie banki będą musiały zaksięgować stratę sięgającą setek miliardów euro.
Nowa twarz kryzysu
Niezależnie od tego, jakie będą ostateczne rozstrzygnięcia w sprawie zaangażowania sektora prywatnego w umarzanie greckiego długu, europejskie banki już robią, co mogą, żeby ten szok przetrwać. Tym bardziej że do poprawy wskaźników kapitałowych zmuszają ich też zaostrzające się regulacje międzynarodowe.
— Metody poprawiania bilansów są dwie. Banki mogą zdobyć dodatkowy kapitał od właściciela lub rządów albo zmniejszyć aktywa. Ponieważ pierwsza droga jest trudna, banki w dużej części będą wybierać drugą — tłumaczy Michał Dybuła, główny ekonomista BNP Paribas.
Dlatego wkrótce może nastąpić masowa wyprzedaż aktywów przez europejskie banki. Jak policzył Bloomberg, banki tylko z pięciu krajów UE (Francji, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Niemiec i Hiszpanii) zapowiedziały już, że w ciągu najbliższych dwóch lat wystawią na sprzedaż aktywa warte 775 mld EUR. Gdyby wziąć pod uwagę wszystkie kraje oraz banki, które nie ujawniły jeszcze swoich planów, łącznie na rynek mogą trafić aktywa liczone w bilionach EUR.
— Banki będą w trudnej sytuacji. Wszystkie będą chciały sprzedać aktywa, a żaden nie będzie chciał ich kupić — mówi Simon Maughan, ekonomista MF Global. Wyścig banków na jak najszybsze wyzbywanie się aktywów może być kolejną odsłoną kryzysu finansowego w Europie.
OKIEM EKSPERTA
Samoleczenie banków będzie bolało
JAKUB BOROWSKI
główny ekonomista Kredyt Banku
Europejskie banki muszą podnosić współczynniki wypłacalności. Jak to
zrobią? Duże banki deklarują, że nie zamierzają podnosić kapitałów.
Musiałyby emitować nowe akcje i sprzedawać je po niskich cenach. Banki
będą więc wyprzedawać ryzykowne aktywa i udzielać mniej kredytów.
Słabszy dostęp do kapitału będzie miał silne przełożenie na sytuację w
realnej gospodarce — mniej kredytów to mniej inwestycji, a więc niższy
wzrost gospodarczy. To jest scenariusz dla Europy na kilka kwartałów.
Ten balast będzie ciążył też polskiej gospodarce, zwłaszcza firmom
eksportowym. Nie sądzę jednak, by czekała nas paniczna wyprzedaż
polskich obligacji. Zgodnie z europejskimi regulacjami papiery skarbowe
krajów UE mają zerowy wskaźnik ryzyka. Nawet jeśli bank je sprzeda i
zaksięguje gotówkę, formalnie nie podniesie to jego wskaźnika
wypłacalności. Gorzej, jeśli motywacją do sprzedaży aktywów będą nie
kwestie formalne, ale kolejna panika na rynkach — wówczas wyprzedaż
polskich aktywów jest możliwa. Ale nie spodziewam się tego scenariusza.