Na rynku walutowym kolejne interwencje banków centralnych wydają się obecnie
być tylko kwestią czasu. Kurs pary dolar/jen spadł w czwartek do najniższych
poziomów od kilkunastu lat. Za dolara płacono po południu 82,3 jena, czyli o
ponad jednego jena mniej niż podczas ostatniej interwencji, na którą w połowie
września Bank Japonii wydał ok. 25 mld USD. Jednocześnie dolar jest najsłabszy w
stosunku do euro od początku lutego. Kurs pary euro/dolar podczas czwartkowej
sesji zdołał siłą rozpędu przebić na chwilę okrągłą barierę 1,40 USD, ale szybko
zaktywizowało to spekulantów realizujących krótkoterminowe zyski.
Na rynku
surowców ropa naftowa osiągnęła cenę powyżej 84 USD za baryłkę, co znaczy, że
najwyższe poziomy od dwóch lat znajdują się w zasięgu ręki. O ile dla części
inwestorów posiadających długie pozycje jest to powód do zadowolenia, to trudno
to samo powiedzieć o milionach konsumentów na całym świecie, którzy wkrótce będą
musieli ograniczyć nie tylko wydatki na żywność, ale również na paliwo.
Krótkoterminowa analiza techniczna sugeruje przegrzanie rynków metali
szlachetnych, o których w ciągu ostatnich tygodni można było przeczytać na
pierwszej stronie niemal każdego większego dziennika, co z reguły zwiastuje
rychłe odwrócenie trendu.
Zgodne z oczekiwaniami, decyzje banków centralnych
w Europie były raczej pretekstem do gry z trendem, niż do jego odwrócenia. ECB i
Bank Anglii, w przeciwieństwie do Banku Japonii, nie zaskoczyły inwestorów
obniżkami stóp. Pierwsza część sesji na europejskich rynkach przyniosła więc
dalsze wzrosty cen papierów wartościowych. Zimnym prysznicem dla optymistów z
rynków akcji okazały się jednak dane o sprzedaży detalicznej w USA (spadek
miesięcznej dynamiki z 3,2 do 2,6 proc.), a kropką nad i mogą być jutrzejsze
informacje o zmianie bezrobocia w USA. Jeśli wypadną one gorzej od oczekiwań,
które mówią o wzroście stopy bezrobocia z 9,6 do 9,7 proc., wówczas inwestorzy,
którzy dzisiaj pozbywali się akcji, niewątpliwie będą mieli powody do
zadowolenia, bo reszta uczestników rynku otrzyma trudne do podważenia argumenty
przemawiające za korektą cen po trwających od początku września zwyżkach.
Łukasz Wróbel, Open Finance