Pralnie płacą za producentów

Marta Biernacka
opublikowano: 2004-11-09 00:00

Przedsiębiorcy, którzy zajmują się usługami pralniczymi, muszą zwrócić uwagę na odpowiedzialność.

Taka historia może zdarzyć się każdemu. Plama z tortu czekoladowego na sukni Magdaleny Matusik, dziennikarki „PB”, oddanej do pralni sieci 5 a Sec, nie została wywabiona. Za to koraliki z masy perłowej ozdabiające gorset wtopiły się w materiał. Telefoniczne — incognito — pertraktacje z Markiem Szumlańskim, dyrektorem sieci 5 a Sec nie przyniosły rezultatów. Sukienka, rodem z Paryża, kosztowała ponad 4 tys. zł.

Kilka dni później dziennikarka „PB” odwiedziła Marka Szumlańskiego, tym razem w sprawie artykułu na temat praw pralni i klientów.

— Jeśli pracownik naszego zakładu podejrzewa, że plamy na odzieży są trudne do usunięcia, odbiera oświadczenie na piśmie. Klient zgadza się w nim na oddanie ubrania na własną odpowiedzialność. W innym przypadku, jeśli nie usuniemy plam, oddajemy pieniądze lub proponujemy ponowne pranie — tłumaczył Marek Szumlański.

Gdy dziennikarka przedstawiła się jako poszkodowana, właściciel 5 a Sec zwrócił opłatę za usługę. Podkreślił, że dziennikarka na własną odpowiedzialność oddała suknię do prania i nie należy się jej odszkodowanie.

Kto odpowiada

Małgorzata Rotherd, miejski rzecznik konsumentów w Warszawie, na hasło „pralnie” ma w zanadrzu wiele historii. Co roku trafia do niej w tej sprawie kilkaset skarg. Kto powinien ponieść odpowiedzialność: producent, bo na metce podał niewłaściwą instrukcję prania czy pralnia, która nie dochowała należytej staranności działania? Małgorzata Rotherd stanowczo twierdzi, że pralnia. Prawnicy wtórują jej zgodnym chórem.

Odpowiedzialność pralni wynika z kodeksu cywilnego.

— Oddanie rzeczy do pralni skutkuje zawarciem umowy między zakładem a klientem. Jest to umowa rezultatu. Ubranie musi wrócić do właściciela czyste i w nienaruszonym stanie — mówi Andrzej Rogoyski, adwokat.

Niektóre pralnie zasłaniają się instrukcją podaną przez producenta na metce. Andrzej Rogoyski to nazywa „przeniesieniem odpowiedzialności”, co jest niezgodne z prawem. Małgorzata Rotherd przestrzega firmy świadczące usługi pralnicze przed takim postępowaniem. Może ono skończyć się sporem, odszkodowaniem, a nawet sprawą w sądzie. Jedno jest pewne: za szkody płaci pralnia.

— Zrzucanie winy na producenta nie jest żadną linią obrony. Profesjonalista powinien wiedzieć, co robi i znać przepisy — podkreśla miejska rzeczniczka.

— Na metce często podana jest mylna instrukcja. Dlatego przed wrzuceniem rzeczy do pralki, badam materiał. Zastanawiam się, jakiego użyć środka i jaki zastosować rodzaj prania. Wiem, że w przypadku szkody ja ponoszę odpowiedzialność — komentuje jeden z właścicieli pralni.

Rzecznik pomaga

Nasza dziennikarka postanowiła bronić swoich praw. Małgorzata Rotherd wskazuje, że takie działanie jest jak najbardziej uzasadnione. Pokrzywdzony konsument, np. przedsiębiorca ze zniszczonym garniturem, powinien skierować się do niej i otrzyma wsparcie.

— Zakłady pralnicze mogą sporną sprawę rozwiązać z klientem polubownie. Mediatorem może być rzecznik konsumentów lub sąd polubowny. Oczywiście łączy się to z finansowym zadośćuczynieniem na rzecz poszkodowanego — mówi Małgorzata Rotherd.