Założona w 2012 r. w Seulu spółka pochwaliła się właśnie, że dostała zastrzyk gotówki od amerykańskich inwestorów — 29 mln USD. W jej pomysł na sprzedaż kosmetyków uwierzyli m.in. Jerry Yang, współzałożyciel Yahoo, i fundusze venture capital, m.in. Formation 8, Goodwater Capital & Pejman Mar Ventures. Dotychczas aż 80 proc. produktów spółki trafiało na rynek koreański, zastrzyk finansowy wzmocni jej obecność w Chinach i USA.

— Chcemy zamienić Memebox w globalny brand. Dbałość o piękno w Korei to zjawisko masowe, a my chcemy przenieść trend na cały świat — twierdzi „Dino” Ha Hyungseok, założyciel i prezes Memeboksu.
Pierwszym tego typu start-upem na świecie był założony w 2010 r. przez dwie Amerykanki serwis Birchbox, który postanowił zarobić na damskiej miłości do kosmetyków i niespodzianek. One pierwsze wymyśliły, że ktoś może polubić zamawianie „kota w worku”. Pomysł polega na tym, że subskrybentki określają, jakie kosmetyki lubią, jaki mają typ urody i rodzaj cery, płacą stałą kwotę (20-40 USD za najpopularniejsze zestawy), a potem co miesiąc otrzymują eleganckie pudełko-niespodziankę z odmierzonymi na 30 dni kosmetykami różnych marek. Pomysł szybko chwycił, wykorzystało go wiele firm, oferując klientom paczki-niespodzianki z dobrami różnego typu, np. z tzw. męskim niezbędnikiem (krem do golenia, szampon, prezerwatywy) albo zestawami słodyczy.
„To świetny sposób na poznanie produktów różnych marek, także nowinek, z którymi podczas normalnych zakupów w drogerii nigdy byśmy się nie spotkali” — twierdzi jeden z amerykańskich blogerów, opisując sposób działania serwisów typu Memebox czy Birchbox.
Dostęp do nowinek zapewniają im umowy z producentami kosmetyków. W przypadku Memeboksu na sukces nałożyły się także uwarunkowania lokalne. Korea Płd. słynie bowiem z dbałości o urodę i wielkich pieniędzy, jakie wydają na ten cel obywatele obu płci. „W Seulu jest tyle salonów piękności, ile kawiarni w Seattle” — napisał „Forbes”. © Ⓟ
