Proces Interbroka wpadł w poślizg

Dawid Tokarz
opublikowano: 2010-02-01 07:03

Z wpłaconych 230 mln zł inwestorzy nie odzyskali ani grosza. Nadal nie wiadomo, kiedy wystartuje proces szefów Interbroka, a do jego klientów trafią jakieś pieniądze.

Od spektakularnego zatrzymania właścicieli Interbroka miną niedługo trzy lata, a od skierowania przeciwko nim aktu oskarżenia już ponad 1,5 roku. Mimo to nadal nie wiadomo, kiedy Emil D., Andrzej K., wiceminister łączności w rządzie SLD, i Maciej S. staną przed sądem.

— Kolejni sędziowie wyłączają się ze względu na powiązania ze sprawą. Najprawdopodobniej będziemy musieli wystąpić do sądu apelacyjnego o przeniesienie jej do innego wydziału lub sądu — mówi Wojciech Małek, rzecznik Sądu Okręgowego w Warszawie.

Sędziowie wyłączają się, bo mają związki z poszkodowanymi klientami foreksowej spółki, których było — bagatela — prawie dziewięciuset. Trzej wspólnicy spółki mieli wyrządzić im szkodę, którą w przypadku Emila D. i Andrzeja K. prokuratura oszacowała na 237,2 mln zł, a w przypadku Macieja S. (wystąpił ze spółki we wrześniu 2006 r.) — na 188 mln zł.

Śledczy wycofali natomiast zarzuty dotyczące milionowych wypłat z nienależnego wspólnikom Interbroka zysku. Umorzyli też wszystkie pozostałe dotyczące ich wątki śledztwa, m.in. w sprawie prania pieniędzy, naruszenia ustawy o rachunkowości czy ukrywania majątku.

Zdaniem prokuratury, przestępstwa nie popełnili też urzędnicy KNF, którzy przez kilka lat nie zauważyli, że Interbrok działa bez wymaganej licencji maklerskiej (pracownicy nadzoru tłumaczyli, że kontrolują tylko podmioty licencjonowane, a kiedy informacja o działalności Interbroka do nich dotarła, od razu zawiadomili prokuraturę).

Podobnie z pracownikami i władzami BRE Banku. Choć bank nie tylko obsługiwał rachunki nielegalnie działającego Interbroka i udzielał mu gwarancji bankowych, ale też nie zawiadomił prokuratury i KNF o jego kłopotach finansowych (wiedział o nich co najmniej pięć miesięcy przed bankructwem spółki), to — zdaniem śledczych — nie może być mowy o jakimkolwiek przestępstwie. Powód? Prawo nie nakazuje bankom sprawdzania, czy dany podmiot ma licencję maklerską, a informacje o kłopotach finansowych Interbroka nie musiały oznaczać, że jego właściciele dopuścili się przestępstw.

Więcej w poniedziałkowym Pulsie Biznesu

Możesz zainteresować się również: