Naliczając absurdalne kary, kolejowa spółka doprowadziła nas do bankructwa — skarży się biuro. Ta nie czuje się winna.
Jesień 2009 r. Kolprojekt, spółka z sześćdziesięcioletnią tradycją, zajmująca się projektowaniem infrastruktury kolejowej, walczy o przetrwanie. Szuka inwestora i trafia do firmy doradczej Cornerstone Partners. Ta dostrzega potencjał. W lutym 2010 r. za 1 mln zł skupuje 85 proc. akcji. Dziewięć miesięcy później spółka traci płynność i składa do sądu wniosek o upadłość z możliwością zawarcia układu. Obwinia za to głównego klienta: PKP Polskie Linie Kolejowe (PKP PLK), które naliczyły spółce 5 mln zł kar za opóźnienia w realizacji kontraktu. Spółka je kwestionuje.
— PKP PLK nie przekazały nam niezbędnych dokumentów do terminowego zrealizowania pracy, po czym naliczyły kary za opóźnienie. Należności z tytułu kontraktów z PKP PLK są wyższe niż zobowiązania, które wynoszą 6 mln zł, ale sporne kary wysokości 5 mln zł doprowadziły spółkę do utraty płynności i upadku. Naliczone kary sięgają w sumie już nawet 80 proc. wartości wystawionych faktur. PKP PLK naruszają symetryczność umów, występuje z pozycji siły monopolisty, bowiem wiechą, jak istotnym klientem są dla takich firm jak nasza. Nadużywają pozycji kosztem prywatnych przedsiębiorców — mówi Dariusz Korecki, prezes Kolprojektu.
O co spierają się strony?
— Prace nad projektami zakończyliśmy już dawno. Jedyne, co pozostało nieuregulowane, to kwestie formalnoprawne, m.in. pozwolenia na budowę. Do ich uzyskania niezbędne są decyzje lokalizacyjne. Zgodnie z umową PKP PLK miały je dostarczyć w 2005 r., w dniu podpisania umowy, a ostatnie dostaliśmy w październiku tego roku — mówi Dariusz Korecki.
— Zgodnie z umową podpisaną w 2005 r. PLK miały dostarczyć decyzję
lokalizacyjną dotyczącą obszaru kolejowego tzw. zamkniętego i dostarczyły ją w
grudniu 2005 r. Kolprojekt miał przygotować i uzyskać decyzje lokalizacyjne
dotyczące obiektów wykraczających poza ten obszar — odpowiada Krzysztof
Łańcucki, rzecznik PKP PLK.
Złamana praktyka
Kary i długi to w relacjach między spółkami nic nowego. Niemal przy każdym projekcie występowały kary za opóźnienia, ale też dodatkowe wynagrodzenie za zwiększony zakres prac. Przez lata zawsze kończyło się porozumieniem rozliczającym wzajemne roszczenia — ostatnie podpisano w grudniu 2007 r.
— Od marca próbujemy rozmawiać z PKP PLK, ale przez długi czas nie było odzewu. Mimo to, kierując się dobrem kolei, kontynuowaliśmy pracę. Pod koniec października dostaliśmy propozycję porozumienia, która była rażąco niekorzystna. Zakładała, że otrzymamy 30 proc. należnego wynagrodzenia, dla nas akceptowalny był poziom 85 proc. Brak porozumienia przekreśla możliwość dalszego funkcjonowania firmy — mówi Dariusz Korecki.
— W interesie PKP PLK nie jest upadłość Kolprojektu, lecz terminowe otrzymywanie dokumentacji. Wyrażamy gotowość do prowadzenia rozmów mających na celu opracowanie sposobu działania w zaistniałej sytuacji i jej rozwiązania. W toku jest procedura audytu projektu i przygotowanie porozumienia oraz ewentualnej ugody sądowej — mówi Krzysztof Łańcucki.
Fundusz, który zainwestował w Kolprojekt, czuje się oszukany.
— Wiedzieliśmy o ryzyku, ale uznaliśmy, że warto zainwestować. Przed decyzją rozmawialiśmy z PKP PLK. Zachęcały nas do inwestycji, zapewniając, że kwestia kar zostanie rozwiązana polubownie, tak jak to było dotychczas przez lata współpracy — mówi Marcin Halicki, partner zarządzający Cornerstone Partners.
— Takiej rekomendacji zarząd PKP PLK nie wydawał — ripostuje Krzysztof Łańcucki.
W momencie utraty płynności los spółki ponownie znalazł się w rękach funduszu.
— Liczyliśmy na porozumienie i możliwość restrukturyzacji spółki. Chcieliśmy inwestować w firmę, rozwijać ją i konsolidować rynek. Ale w takiej sytuacji dalsze inwestowanie w spółkę byłoby dofinansowywaniem PKP PLK. Sposób współpracy z PKP PLK to sankcjonowany rozbój odbywający się pod nadzorem Ministerstwa Infrastruktury — mówi Marcin Halicki.
Zabraknie projektów
Upadek Kolprojektu, członka konsorcjum, które wygrało kontrakt na 14,25 mln EUR, może mieć poważne konsekwencje.
— Z naszych informacji wynika, że z powodu kar sytuacja finansowa pozostałych firm z konsorcjum jest niewiele lepsza. Realizacja wielkich inwestycji kolejowych, która już jest opóźniona, może przez to zostać jeszcze bardziej opóźniona — mówi Dariusz Korecki.
Firmy zaczynają ostro walczyć o swoje. Biuro Projektów Komunikacyjnych w Poznaniu też nie mogło dojść do porozumienia i pozwało PKP PLK.
— Niestety, zanim sąd rozstrzygnie, kto ma rację, nasza spółka upadnie.
Projekty, które realizowała, zostaną opóźnione, a ich wartość szacujemy na 3,5-4
mld zł. To nieodpowiedzialne i krótkowzroczne z punktu widzenia interesów kraju.
Sposób działania PKP PLK sprawia, że Polsce trudno będzie wykorzystać w pełni
miliardy dofinansowania z UE — mówi Marcin Halicki.