Protest pod resortem

Mira Wszelaka
opublikowano: 2004-08-09 00:00

Lekarze weterynarii będą walczyć z nieuczciwą urawniłowką, ministerstwo rolnictwa — z patologią. Co to oznacza? Kłopoty dla mięsnych firm.

Dziś w Warszawie ma pojawić się kilkuset lekarzy weterynarii z całej Polski, by protestować pod ministerstwem rolnictwa. Na poniedziałek zapowiedziano także ogólnopolski strajk, który ma polegać na odstąpieniu przez lekarzy od wykonywania przez nich badań zwierząt rzeźnych i mięsa. Powód? Lekarze bojkotują m.in. rozporządzenie ministerstwa rolnictwa o opłatach weterynaryjnych, które wprowadza nową zasadę wynagrodzeń nie od sztuki, ale za godzinę pracy, określając jej wysokość na 41 zł.

Wprowadzenie stawki godzinowej Główny Inspektorat Weterynarii tłumaczy rozwiązaniami unijnymi i potrzebą dostosowań.

— Pan Piotr Kołodziej chyba zapomniał, że stawka godzinowa w Unii obowiązuje tylko wtedy, kiedy jest to korzystne dla lekarza — podkreśla Piotr Skrzypczak, sekretarz komitetu protestacyjnego.

Zdaniem Jacka Leonkiewicza, radcy głównego lekarza weterynarii, regulacje mają zapobiec patologii wysokich zarobków, sięgających kilkudziesięciu tysięcy złotych.

— Możliwe, że mamy do czynienia z praktyką polegającą na nieprawidłowym rozdysponowaniu pracy przez lekarza powiatowego. Pojedynczy specjalista jest w stanie wykonać ściśle określoną ilość pracy, nawet pracując nocami. Jeżeli pracował 24 godziny przez 30 dni w miesiącu, to oznacza, że nie została ona wykonana, a odpowiedzialność za to ponosi nie tylko lekarz, ale też uprawiający administracyjną fikcję powiatowy odpowiednik — wyjaśnia Włodzimierz Szczerbiak, lekarz weterynarii.

— Czy to grzech zarabiać pieniądze w czasach kapitalizmu? Tymczasem rząd pod płaszczykiem walki z patologiami chce nam zaserwować urawniłowkę. Patologie trzeba jednak wyeliminować — dodaje weterynarz Krzysztof Brożek.

Zdaniem strajkujących, „pojedyncze przypadki tzw. kominów płacowych wynikają ze złej pracy państwowej inspekcji weterynaryjnej oraz braku właściwego nadzoru i czerpania z tego lewych zysków”.

Jeśli strajk się zacznie, to będzie to problem dla ponad 3 tys. zakładów mięsnych.