Wybierając najlepszy rachunek maklerski dla aktywnego inwestora indywidualnego na rok 2013, sklasyfikowaliśmy 20 ofert domów maklerskich. W tym roku uwzględniliśmy o dwa rachunki mniej.

To efekt zamknięcia części detalicznej KBC Securities i likwidacji Domu Maklerskiego Amerbrokers. Ten ostatni zajął drugie miejsce w naszym ubiegłorocznym zestawieniu. Nie mając części instytucjonalnej i wsparcia w postaci banku, generował jednak zbyt małe obroty, by utrzymać się na rynku. Zwycięzca z 2013 r., db Makler, miał takie zaplecze. To wspólna oferta DB Securities i Deutsche Bank Polska.
Zwycięzcę sprzed roku uznaliśmy również za najlepszy rachunek dla aktywnego inwestora indywidualnego na 2014 r. Zdecydowała o tym głównie wysokość prowizji za handel akcjami. Wynosi 0,19 proc., podczas gdy w przypadku 10 innych sklasyfikowanych przez nas rachunków opłaty są dwa razy wyższe — wynoszą 0,38 lub 0,39 proc. Szukaliśmy rachunku dla inwestora aktywnego i tabele opłat domów maklerskich zestawialiśmy z jego obrotami, nie zawsze więc uwzględnialiśmy stawkę podstawową.
Db Makler, już wcześniej tani, jeszcze potaniał od czasu publikacji naszego rankingu za 2013 r. Na skutek niesnasekz klientami, wynikających z różnic między tabelą opłat i prowizji a przekazem reklamowym, podmioty oferujące rachunek db Makler zrezygnowały z prowizji minimalnej określanej kwotowo. To absolutny ewenement na rynku, ale na nasze zestawienie ma wpływ minimalny.
Koszt handlu decyduje
Założyliśmy, że nasz inwestor dysponuje ponadprzeciętnym portfelem i obraca co miesiąc równowartością 150 tys. zł. Większość trafia na rynek kasowy, ale z wyłączeniem obligacji, które w 2013 r. stanowiły równowartość ledwie 0,7 proc. handlu sesyjnego akcjami na warszawskiej giełdzie. Dziesięć procent obrotów postanowiliśmy przypisać kontraktom indeksowym, według typowego dla brokerów przelicznika 1 kontrakt = 1 tys. zł obrotu akcjami. Założyliśmy przy tym, że nasz inwestor nie czeka do wygaśnięcia serii. Woli sprzedać kontrakty i otworzyć pozycję już z nową serią. Jako że szukaliśmy propozycji dla inwestora, a nie spekulanta, odrzuciliśmy day trading — zarówno na rynku kasowym, jak i terminowym.
Ponieważ jednak nasz inwestor jest aktywny, potrzebuje dostępu do pięciu linii w arkuszu zleceń i obraca w ciągu miesiąca znaczną częścią swojego kapitału, nieprzekraczającego 0,5 mln zł. Na potrzeby brokerów, którzy już na tym poziomie pobierają osobną opłatę za przechowywanie walorów, przyjęliśmy, że w dniu jej pobrania mają one wartość 135 tys. zł (równowartość obrotów generowanych co miesiąc na rynku kasowym. Z dorocznych badań Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych (SII) wynika, że osoby z takim portfelem zaczynają już bywać na walnych zgromadzeniach, przyjęliśmy więc, że nasz inwestor zdecyduje się na to raz w roku.
Trzy razy wypłaci też przez internet pieniądze z rachunku maklerskiego na zwykłe konto bankowe. Braliśmy pod uwagę standardowe tabele opłat. Ignorowaliśmy promocje, które przecież kiedyś się kończą. Nikt nie zyskał więc w naszym zestawieniu w konsekwencji zaoferowania lepszych stawek w pierwszym roku po podpisaniu umowy członkom SII lub studentom.
Wzięliśmy pod uwagę nie tylko same opłaty taryfowe, ale również inne czynniki. Wszystko przeliczyliśmy na pieniądze, a każdego złotego wypadającego z kieszeni inwestora — na punkt karny. Na koniec zsumowaliśmy, przykładając 70-procentową wagę do opłat związanych bezpośrednio z prowadzeniem rachunku. Dla punktów zebranych za komfort pozostało 30 proc. Kto zebrał najmniej punktów, ten wygrał.
Elementy mniejszej wagi
Na drugim miejscu naszego zestawienia znalazł się Dom Maklerski BZ WBK, który niewielką stratę do zwycięzcy zawdzięcza w dużej mierze punktom za komfort współpracy, a za nim Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska. Premiowaliśmy udostępnianie aplikacji pozwalających na składanie i anulowanie zleceń przez telefon komórkowy.
Bazując na ankietach SII, przyjęliśmy bowiem, że nasz inwestor normalnie pracuje. Może się jednak zdarzyć, ze zapomni złożyć lub anulować zlecenie, ewentualnie nakłoni go do tego niespodziewana informacja. W pracy może zaś nie mieć możliwości rozmowy telefonicznej z biurem maklerskim lub może być ona dla niego po prostu niezręczna.
Z tego samego powodu premiowaliśmy obsługę telefoniczną poza godzinami 8-18. Ile można było zyskać? Założyliśmy, że nasz inwestor nie jest krezusem, ale zarabiaponadprzeciętnie. Równowartość listopadowej średniej pensji brutto (3,9 tys. zł) dostaje do ręki. Każda godzina urwania się z pracy lub spóźnienia może go więc kosztować ponad 24 zł. Możliwość skorzystania z mobilnej aplikacji do składania zleceń wyceniliśmy przy tym na równowartość czterech godzin w roku, a każdą godzinę obsługi głosowej przez telefon, poza wspomnianymi widełkami, na osiem godzinrocznie. Gdy biuro udostępniało takie możliwości, ich równowartość odejmowaliśmy od zapłaconych prowizji, jeśli nie — dodawaliśmy (w przypadku infolinii tylko cztery godziny). Z
a wpływające na komfort współpracy uznaliśmy też posiadanie placówek. Nie oddziałów bankowych, w których można zastać z grubsza przeszkolonego pracownika banku, ale własnych, w których można liczyć na fachową obsługę przedstawiciela biura maklerskiego. Za każdą z przedziału 11-20 odpisywaliśmy od kosztów prowadzenia rachunku równowartość dwóch godzin pracy naszego inwestora. Za każdą następną — pół godziny.
Za posiadanie 10 lub mniej placówek dodawaliśmy równowartość 20 godzin pracy naszego inwestora. Ponieważ inwestorzy indywidualni chętnie korzystają z analizy technicznej, uwzględniliśmy dostęp do ponadprzeciętnego narzędzia — programu Amibroker oraz danych z polskiego rynku.
Koszt licencji i dostępu do polskiej bazy odliczyliśmy od kosztów obsługi rachunku w tych biurach, które je zapewniają, a doliczyliśmy tam, gdzie klient nie ma do nich darmowego dostępu. Uwzględniliśmy również przypadki udostępniania przez biura Amibrokera, ale bez polskich danych, lub odwrotnie — aplikacji Notowania 3 Max (zawierającej krajowe dane), ale bez licencji Amibrokera.
Zdyskwalifikowani
Pominęliśmy oferty wiązane, uzależniające prowadzenie konta od posiadania innych produktów finansowych, oraz brokerów oferujących klientom dostęp do notowań wyłącznie na podstawie platformy Sidoma. Pozwala ona na dostęp do notowań historycznych zaledwie do roku wstecz. Uznaliśmy, że to niepoważne, by klient, który w ciągu roku zostawia w biurze maklerskim kilka tysięcy złotych z tytułu prowizji, musiał na własną rękę szukać informacji o kursach akcji sprzed kilku lat. Korzystające z Sidomy ING Securities i Dom Maklerski Banku BPS znalazły się w zestawieniu dlatego, że równolegle z Sidomą udostępniają klientom aplikację Notowania 3 Max.
Rozkład obrotów akcjami
Ponieważ inwestorzy indywidualni nie stronią od mniejszych spółek, a część brokerów pobiera opłatę od transakcji, a nie od zlecenia, założyliśmy, że w każdym półroczu nasz inwestor zrealizuje trzy transakcje poniżej 1 tys. zł. Ich wartość określiliśmy na 727, 766 i 941 zł. To najmniejsze ilorazy średnich obrotów sesyjnych spółek z NewConnect, które notowały dzienne obroty o wartości powyżej 30 tys. zł, i przeciętnej liczby transakcji zawieranych dziennie na tych papierach. Kolejne trzy transakcje będą miały wartość 1350 zł, czyli jednej setnej miesięcznego obrotu naszego inwestora na rynku kasowym. Założyliśmy, że reszta zleceń zostanie zrealizowana w transakcjach o wartości pozwalającej uniknąć prowizji minimalnej określanej kwotowo.
Udział w ofertach pierwotnych
Trzy razy do roku nasz inwestor weźmie udział w ofertach pierwotnych, w ramach których zainwestuje jedną piątą kapitału, jakim co miesiąc obraca, czyli po 27 tys. zł. Do wyliczenia kosztów udziału w ofertach pierwotnych posłużyliśmy się emisją Energi, która była największym zeszłorocznym debiutem na giełdzie. Zważywszy na zasady, jakimi kieruje się skarb państwa w odniesieniu do tzw. akcjonariatu obywatelskiego, objęcie akcji za 27 tys. zł okazało się w niej niemożliwe. Ponieważ jednak w przypadku ofert pierwotnych biura maklerskie coraz częściej odchodzą od stosowania standardowej tabeli opłat i prowizji, mogliśmy sobie pozwolić na tak abstrakcyjne założenie.