Prywatni protestują

Agnieszka Berger
opublikowano: 2004-11-03 00:00

Prywatne elektrownie nie chcą zostać na lodzie, gdy rząd dołączy dystrybucję do BOT i PKE. Proszą, grożą, ale MSP nie zamierza się targować.

Do Ministerstwa Skarbu Państwa (MSP) trafił list, w którym wszystkie cztery sprywatyzowane polskie elektrownie: PAK, Połaniec, Rybnik i Skawina, protestują przeciwko planom administracyjnej integracji pionowej w energetyce. Ich przedstawiciele nie chcą komentować swojej korespondencji z MSP, ale nie ukrywają, że ministerialny program konsolidacji branży jest im bardzo nie na rękę.

— Jeśli Południowy Koncern Energetyczny (PKE) lub BOT będzie miał choćby 20 proc. udziałów w Enei (grupie dystrybucyjnej z Wielkopolski — przyp. red.), Electrabel nie sprzeda tam ani jednej megawatogodziny energii. Nawet jeśli dystrybutor będzie wybierał dostawców w przetargu, i tak wygra go PKE lub BOT, który w negocjacjach obniży cenę do poziomu konkurencji. A potem będą podpisywane aneksy... — mówi Grzegorz Górski, prezes polskiej spółki koncernu Electrabel, właściciela El Połaniec.

Potrzebują pieniędzy

Ministerstwo argumentuje, że wzmocnienie państwowych grup wytwórczych jest niezbędne, bo w dzisiejszym układzie nie mają dostępu do kapitałów, co uniemożliwia im nie tylko rozwój, ale też odbudowę wyeksploatowanych mocy. Poza tym, pionowo zintegrowana jest cała energetyka europejska. Jednak prywatne elektrownie nie dowierzają zapewnieniom MSP, że planowana pionowa integracja części aktywów energetycznych kontrolowanych przez skarb państwa nie zaburzy konkurencji na rynku.

— Skoro Unia Europejska poświęca tyle uwagi tworzeniu dyrektyw mających uczynić rozliczenia w energetyce bardziej przejrzystymi, tzn., że zdaje sobie sprawę z monopolizacji rynku przez pionowe struktury — mówi Jerzy Chachuła, prezes Elektrowni Rybnik, w której inwestorem jest EDF/EnBW.

— Gdyby taka operacja miała pozostać bez wpływu na układ sił na rynku, to po co ją przeprowadzać? — pyta Grzegorz Górski.

Łączcie, ale rynkowo

Oczywiście samo łączenie producentów energii z dystrybutorami nie budzi sprzeciwu prywatnych elektrowni. Nie podoba się im tylko, że resort skarbu chce kontrolowane przez siebie duże grupy wytwórcze, BOT i PKE, wyposażyć w spółki dystrybucyjne teraz, kiedy na rynku wciąż istnieje nadwyżka mocy produkcyjnych, a w dodatku — całkiem za darmo.

— Teraz to dla nas szczególnie groźne, bo na rynku jest ciasno. Ale nadwyżka mocy znika błyskawicznie i za kilka lat nie będzie po niej śladu. Przeciwnie, w 2008 r., kiedy zaostrzą się normy emisyjne, grozi nam niedobór energii. A przy szybko rosnącym zużyciu prądu może zabraknąć jeszcze wcześniej — uważa Grzegorz Górski.

Prywatni producenci domagają się od MSP, by integracja pionowa odbywała się na drodze kapitałowej, czyli poprzez sprzedaż aktywów z sektora dystrybucji. Wtedy wszyscy będą mieli równe szanse. Planowaną rewolucję w polityce właścicielskiej uważają za zmianę reguł w trakcie gry.

— Inwestorzy poważnie traktowali obowiązujące wcześniej programy. Stanowiły dla nich przesłankę do podejmowania decyzji inwestycyjnych — mówi Jerzy Chachuła.

Zygmunt Solorz-Żak, główny akcjonariusz Elektrimu kontrolującego PAK, pierwszą sprywatyzowaną elektrownię, nie owija w bawełnę.

— Jeśli ministerstwo przeprowadzi administracyjną integrację, pójdziemy do sądu. Nie w takich warunkach była zawierana umowa prywatyzacyjna — mówi Zygmunt Solorz-Żak.

Unia chociaż opóźni

Pozostali inwestorzy unikają tak jednoznacznych deklaracji, choć nie jest wykluczone, że jeśli nie wytargują niczego z MSP, pójdą ze skargą do Brukseli.

— Ostatecznie Unia prawdopodobnie nie zablokuje planów resortu skarbu. Ale wystarczy, że przez dwa lata będzie badała taki protest. Do tego czasu zniknie niebezpieczeństwo, bo zniknie nadwyżka mocy — komentuje anonimowy ekspert z branży energetycznej.

Szanse wynegocjowania kompromisu z MSP wydają się nikłe, bo resort uważa, że inwestorom nic do tego, co skarb państwa robi ze swoimi aktywami.

— Dostałem list czterech elektrowni. Spotkam się z ich przedstawicielami, ale nie zamierzam niczego proponować. Wyjaśnię tylko motywy naszego działania — mówi Dariusz Marzec, wiceminister skarbu.

Dodaje, że aktualizacja strategii rządowej to normalna reakcja na zmieniające się uwarunkowania zewnętrzne, a sprzeciw inwestorów towarzyszy tylko tym zmianom, które nie są im na rękę.

— Nie słyszałem, żeby protestowali przeciwko obniżeniu stawki CIT — mówi minister.

Okiem regulatora

Rozumiem, ale nie pochwalam

Jeśli właściciel, w tym przypadku skarb państwa, decyduje o przesunięciach w ramach swojego majątku, to nie musi prosić inwestorów o zgodę. Nie można też czynić rządowi zarzutu ze zmiany programu, bo nie

zmieniły się cele, lecz warunki. Takie działania to element szerszego programu gospodarczego, i tak trzeba na nie patrzeć. Nie zmienia to faktu, że nadal zapatruję się negatywnie na integrację pionową. Być może połączenia kapitałowe między produkcją i dystrybucją nie uniemożliwiają rozwoju konkurencyjnego rynku, ale z pewnością go utrudniają. Jeśli ma do nich dochodzić, powinno się to odbywać na drodze kapitałowej. Konieczność zapłacenia za aktywa wymusza racjonalizację decyzji biznesowych. Inaczej jest, gdy dostaje się majątek za darmo.

Leszek Juchniewicz prezes Urzędu Regulacji Energetyki

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface

Partner strategiczny

Alior

Partnerzy

GPW Orlen Targi Kielce