Wydaje się to o tyle dziwne, że nawet członkowie FED przyznają, że za wzrostem cen surowców stoi polityka Bena Bernanke. Uważam, że decyzja o QE3 byłaby bardzo ryzykowna, zarówno politycznie jak i gospodarczo. Do tej pory QE1 i QE2 znacząco wpłynęły na ceny surowców i akcji, nie obniżając kosztów kredytu (rentowność obligacji USA) oraz jego dostępności dla realnej gospodarki. Rynek pracy, mimo że widać na nim lekką poprawę, nie reaguje adekwatnie do ilości sterydów, które otrzymała gospodarka amerykańska. Patrząc na wyceny spółek amerykańskich oraz zawarte w nich prognozy dotyczące przyszłych zysków, można pokusić się o twierdzenie, że większość ryzyk (pogorszenie się sytuacji w Europie związane z postępowaniem kryzysu długu, ograniczenie konsumpcji na rynkach wschodzących spowodowane wysokimi cenami surowców, czy ograniczona odbudowa w Japonii spowodowana wysokim zadłużeniem, a co za tym idzie słabe dane z III gospodarki świata) nie jest ujęte. Prognozy dotyczące wyników za pierwszy kwartał dla spółek S&P 500 są minimalnie niższe. Jednak drugi kwartał, według analityków, ma być rekordowy pod względem zysku netto. Założenie o dalszym wzroście gospodarki bez dalszego pęcznienia balonu na rynku surowców wydaje się mało realne. Z drugiej strony, wysokie ceny surowców muszą wpływać na osłabienie gospodarki światowej. Obecna sytuacja FED daleka jest od komfortowej. Dalsze utrzymywanie polityki zasilania rynków płynnością może powodować ogromne koszty w przyszłości. Jednocześnie, decyzja o zaostrzeniu polityki może pchnąć gospodarkę w ramiona recesji. Niestety, te decyzje będą miały wpływ na nasze portfele. Dla nas oznacza to albo większe wydatki, albo powrót niepokoju o stan gospodarki, a co za tym idzie warunki pracy.
Piotr Olejniczakowski
Polska i Europejskie Rynki Wschodzące
WIG20 pozostaje w lekko wzrostowym
kanale konsolidacyjnym, którego ramy wyznacza przedział 2650 - 2850 punktów.
Najważniejszym wydarzeniem tego tygodnia była sprzedaż 11,9% pakietu akcji
Taurona. Skarb Państwa wyszedł z blokiem do rynku we wtorek. Akcje zostały
sprzedane po cenie 6,15 zł. 1/3 pakietu została objęta przez KGHM, co w
konsekwencji spowodowało redukcję popytu, a następnie odreagowanie spadków
kursu. Jednocześnie, KGHM przekroczył 10% udział w Tauronie. Po transakcji Skarb
Państwa będzie mógł sprzedawać akcje Taurona dopiero po upływie 12
miesięcy.
W czwartek kurs KGHM zwyżkował o 3%. Na łamach Pulsu Biznesu,
prezes KGHMu stwierdził, że spodziewa się 11 zł dywidendy w stosunku do
wcześniej zakładanych 4 zł (6,1% stopa dywidendy).
W środku tygodnia, uwaga
inwestorów z kraju, jak i zagranicą skupiona była wokół wypowiedzi Ministra
Skarbu. Wypowiedzi dotyczyły przyspieszenia procesu prywatyzacji PKO BP oraz
PZU. Odnośnie PKO BP w przyszłym tygodniu rynek zostanie poinformowany odnośnie
formy zmniejszenia zaangażowania przez Skarb Państwa. PKO BP zamknęło się pod
kreską, ponieważ z wypowiedzi ministra wynikało, że pakiet oferowany przez SP
będzie większy niż pierwotnie zakładane 10% posiadane przez BGK. Jednocześnie,
prowadzone są prace nad zmianą statutu PZU. Celem ich jest utrzymanie kontroli
przez Skarb Państwa pomimo zmniejszenia w spółce zaangażowania poniżej 50%.
W
piątek w centrum uwagi były akcje TPSA. Po opublikowaniu informacji dotyczącej
podpisania wstępnej umowy sprzedaży TP Emitel za 1,7 mld zł kurs zwyżkował
prawie 2%. Spółka szacuje dodatni wpływ tej transakcji na zysk brutto grupy w
2011 roku na około 1,2 mld zł. Niewykluczone, że spółka przeznaczy nadwyżkę
finansową na dodatkowy buy-back lub wypłaci większą dywidendę.
W środę
zostały opublikowane dane makro. Stopa bezrobocia była dokładnie taka sama jak
prognozy analityków i wyniosła 13,2%. Natomiast sprzedaż detaliczna zaskoczyła
„in plus”. Prognoza była na poziomie 7,5%, podczas gdy faktycznie wzrost wyniósł
12,2%.
Po zakończeniu sezonu wyników za 4 kw. rynek ewidentnie potrzebuje
nowych impulsów, aby określić, czy w najbliższym czasie dojdzie do wybicia dołem
lub górą. Być może w miarę upływu czasu rynki krajów rozwijających wrócą do łask
inwestorów z zagranicy. Wówczas Polska byłaby jednym z beneficjentów takiego
scenariusza.
Michał Guzik
Europa Zachodnia
Inwestorzy na Starym Kontynencie postanowili wykorzystać
fundamentalnie tanie akcje i ruszyli na zakupy, w efekcie czego główne
zachodnioeuropejskie indeksy w ujęciu tygodniowym zgodnie wylądowały na plusach
i oddaliły się od ostatnich minimów.
Gołym okiem widać, że pierwszy tydzień
wiosny rynkowi gracze przywitali z pewną dozą optymizmu, a pozytywny sentyment
globalny nakazywał gloryfikować dobre dane makro oraz ignorować gorsze wieści.
Lepszy od oczekiwań odczyt niemieckiego indeksu Ifo, a także dobre wstępne
marcowe odczyty indeksów PMI w strefie euro w przemyśle i usługach okazały się
ważniejsze niż niepokojące wieści z jednego z chorych fiskalnie państw grupy
PIIGS. Portugalski parlament odrzucił wprawdzie proponowane przez rząd cięcia
wydatków mające pomóc w ratowaniu budżetu, czego efektem była dymisja gabinetu
Jose Socratesa oraz historycznie wysokie rentowności portugalskich obligacji.
Rynki akcyjne nie przejęły się jednak zbytnio tą wiadomością, wszak tajemnicą
poliszynela jest fakt, iż w najbliższych tygodniach rolę finansowego lekarza
przejmą unijni urzędnicy, a mająca już coraz mniej do powiedzenia Lizbona wzorem
Irlandii przyjmie bez większych dyskusji pomoc w kwocie kilkudziesięciu
miliardów euro. Na razie portugalski pożar został więc ugaszony, ale tlące się
nieopodal znacznie większe hiszpańskie ognisko każe bacznie przyglądać się
sytuacji – w przypadku eskalacji fiskalnych problemów Madrytu wody
euro-strażakom może już nie wystarczyć.
Europejscy inwestorzy tydzień kończą
w dobrych nastrojach po pozytywnych danych z amerykańskiej gospodarki. Na chwilę
obecną wydaje się wielce prawdopodobne, że przecenione w ostatnich tygodniach
europejskie akcje stały się wystarczająco tanie, by strona popytowa pomyślała o
ich zakupie. W przypadku utrzymujących się dobrych nastrojów kwestią czasu może
być powrót europejskich indeksów w okolice szczytów tej hossy, co będzie
potwierdzeniem długoterminowego trendu wzrostowego.
Piotr Trzeciak
Azja i Ameryka Łacińska
Sytuacja w tym tygodniu w regionie Azji
sugeruje pojawienie się stabilizacji po nerwowych ostatnich dwóch tygodniach. Z
technicznego punktu widzenia obecna cena akcji azjatyckich wydaje się być
poniżej ich wartości rzeczywistej, co może skutkować korektą w krótkim i średnim
okresie. Większość złych wiadomości jest już w cenach, więc tylko nowe negatywne
i nieoczekiwane zdarzenia mogą pogłębić przecenę. Pierwsza od 2000 roku
interwencja banków centralnych G7 w zeszłym tygodniu na kwotę 30-35 mld dolarów
wraz z dokapitalizowaniem rynku pieniężnego przez BOJ spowodowała poprawę
nastrojów wśród inwestorów. Przełożyło się to na zwyżkę cen akcji i spadek
rentowności obligacji. Indeks Nikkei225 zwyżkował o 3,63%, zamykając notowania
na poziomie 9536pkt. Jak wynika z raportu Thomson Reuters,
obecnie walory
akcyjne skupione w indeksie blue chipow handlowane są po cenie do wartości
księgowej na poziomie 1,1, co może przełożyć się niebawem na zwiększony popyt. O
zmniejszeniu paniki może świadczyć choćby spadek w ciągu tygodnia pięcioletnich
CDS na walory Tokyo Electric z poziomu 373 do 245 punktów bazowych. Akcje TEPCO
w pierwszym tygodniu katastrofy straciły 55%, zaś
w bieżącym zaledwie 11%. Z
kolei na giełdzie w Szanghaju, mimo poprawy sentymentu, doświadczyliśmy
skromnych wzrostów, które w tym tygodniu pozwoliły na zwyżkę indeksu SCI o
2,44%, zamykając handel na poziomie 2978pkt. Wśród liderów wzrostów znalazły się
spółki z sektora budowlanego, ubezpieczeniowego i finansowego. W ciągu kilku dni
obserwowaliśmy rekordowy napływ kapitału do branży nieruchomości z powodu
zwiększonego nacisku ze strony rządu na program budowy domów socjalnych. Kolejną
pozytywną informacją jest spodziewany lepszy odczyt indeksu PMI za marzec, który
wg analityków ma wzrosnąć do poziomu 52,3pkt. Na tle giełd w Tokyo i Szanghaju
najlepiej performowały akcje w Bombaju, które skupione w indeksie BSE30, zyskały
5,15%, kończąc notowania na poziomie 18815pkt. Może to wynikać z niskiej bazy,
bowiem indeks od początku roku stracił 11%. Zwyżkowe sesje były w głównej mierze
pochodną zachowania się rynków w regionie, absencją złych wiadomości z Japonii i
północnej Afryki oraz wypowiedzią Warrena Buffeta o atrakcyjnej bieżącej wycenie
spółek w Indiach. Wśród sektorów największym popytem cieszyły się nieruchomości,
finanse oraz motoryzacja. Pozytywnie reagowały również spółki cukrowe na
wiadomość o uwolnieniu handlu i rządowym pozwoleniu na eksportu blisko 500 ton
cukru. Ostatni tydzień notowań, który zbliżył się do poziomu 19 tys pkt, pozwala
przypuszczać, iż wybiliśmy się z blisko dwumiesięcznego trendu bocznego i
pozytywny scenariusz zakłada próbę odrobienia styczniowych strat. Do szczytu z
początku roku brakuje 1746 pkt, a więc indeks musiałby jeszcze wzrosnąć o
9,3%.
Jarosław Godyń
Surowce
Za nami wzrostowy tydzień na rynkach surowcowych. Drożały
wszystkie spośród trzech opisywanych tu surowców. Największy wzrost ceny
obserwowany był na ropie, która zdrożała o 2,3 procenta. W piątkowe popołudnie
za baryłkę płacono 105 dolarów. Wzrost powagi konfliktu libijskiego oraz
interwencja zbrojna w tym kraju wpływała na wyceny „czarnego złota”. Czynnik ten
zaczyna być powoli ignorowany, ponieważ to ryzyko zostało już uwzględnione w
cenie baryłki. Rynek obawiał się ograniczenia podaży w tym kraju i tak
faktycznie się stało. Przed konfliktem Libia wydobywała 1,8 miliona baryłek, a
teraz obecnie tylko 400 tysięcy. Inwestorzy coraz baczniej patrzą w stronę
Jemenu czy Syrii, bo tam zaczynają się nowe ogniska konfliktów. Jeżeli sytuacja
będzie się rozszerzać to kolejne zwyżki cen są tylko kwestią
czasu.
Inwestorzy z niepokojem patrzyli na sytuację w Japonii, jednak po
przejściu fali tsunami i ogromie zniszczeń zaczęto dostrzegać plusy (szanse) tej
sytuacji. Abstrahując od ogromnej ludzkiej tragedii, z gospodarczego punktu
widzenia kataklizm ten może pomóc Japonii. Rynek budowlany, ze względu na duże
nasycenie rynku nieruchomości, trwał w marazmie od lat osiemdziesiątych
poprzedniego wieku. Teraz jest szansa, aby ta gałąź gospodarki się aktywowała
poprze pobudzenie popytu na surowce budowlane, w tym również miedź. Metal ten w
ujęciu tygodniowym zyskał 2 procent, natomiast w Londynie tona kosztuje 9695
dolarów.
Wzrost konfliktów geopolitycznych powoduje wzrost ryzyka
inwestycyjnego a zatem wzrost cen złota. W niepewnych czasach złoto z reguły
cieszyło się dużym zainteresowaniem. Nie inaczej jest tym razem. Ponadto,
obniżenie ratingu Portugalii prawdopodobnie spowoduje uruchomienie pomocy ze
strony Europejskiego Banku Centralnego (dodruk euro), co podsyca wątpliwości
odnośnie wartości pieniądza papierowego. W takich warunkach złoto ustanowiło
swój kolejny rekord wszechczasów, wyznaczając szczyt w cenach zamknięcia
na poziomie 1438 dolarów za uncję.
Tomasz Ray-Ciemięga