Pułapki nowej ulgi dla przdsiębiorców

Dorota Zawiślińska
19-03-2017, 22:00

Niekorzystne interpretacje fiskusa dotyczące zmienionej zachęty podatkowej na B+R szkodzą firmom. Resort finansów zapewnia, że przyjdzie im z odsieczą

Od tego roku polscy przedsiębiorcy mogą korzystać z rozszerzonej ulgi podatkowej na badania i rozwój (B+R). Podniesione zostały limity odliczania od podstawy opodatkowania wydatków na działalność B+R. Co to oznacza w praktyce? Mały i średni biznes może obniżyć dochód aż o 50 proc. (wcześniej było to 10- -30 proc.). Natomiast wszyscy przedstawiciele biznesu mają możliwość odliczenia połowy kwot wydawanych na wynagrodzenia pracowników zajmujących się innowacjami (do końca ubiegłego roku było to 30 proc.).

— Nowa ulga jest wyrazem tego, że rząd chce wspierać nowatorskie przedsięwzięcia. Do 2016 r. nie było w zasadzie sensownej zachęty dla innowatorów. Działająca wcześniej ulga na nowe technologie takim narzędziem nie była — uważa Paweł Toński, partner w Crido Taxand.

Bez patent boksu

Ekspert zwraca uwagę, że zarówno w bogatych krajach Europy Zachodniej, jak również w naszym regionie przedstawiciele rządów stawiają na różnorodne formy pomocy dla innowacyjnych firm. Najkorzystniejsze rozliczenie kosztów prac B+R umożliwia im ulga na nowe technologie, która w swojej konstrukcji przypomina tę, którą mamy już w Polsce. Drugą zachętą dla przedsiębiorstw jest tzw. patent box. Chodzi tu o wspieranie podmiotów komercjalizujących wynalazki poprzez preferencyjną stawkę podatkową dotyczącą dochodów uzyskiwanych z tytułu korzystania z praw własności intelektualnej, w tym m.in. z patentów i wzorów użytkowych.

— Logika tego instrumentu jest taka: przedsiębiorca, który coś wymyślił, najpierw korzysta z podatkowej zachęty na B+R, a następnie, komercjalizując wynalazek, ma prawo do kolejnych odliczeń, w tym m.in. przyspieszonej amortyzacji lub preferencyjnej stawki podatkowej. Niestety, w Polsce takich rozwiązań jak patent box jeszcze nie ma — ubolewa Paweł Toński.

Niewielka korzyść

Odpis, z którego szefowie firm korzystali od 2016 r., niewystarczająco zachęcał do podjęcia nowatorskich działań. Powód? Umożliwiał odzyskanie maksymalnie 5,7 proc. zainwestowanych kosztów. Teraz jest to 9,5 proc. W porównaniu z innymi krajami nadal wypadamy jednak słabo. W tej dziedzinie przoduje gospodarka węgierska — tam ulga sięga aż 38 proc.

— Z pewnością zachęta podatkowa na poziomie 9,5 proc. nie przyciągnie zagranicznych inwestorów do Polski, aby np. zbudowali tu centra badawcze. Niewątpliwie jednak pomoże przedsiębiorcom, którzy już działają u nas lub planują wprowadzać nietuzinkowe rozwiązania w swoich przedsiębiorstwach — ocenia partner w Crido Taxand. Honorata Ścisłowicz-Skraba, starszy menedżer w dziale doradztwa podatkowego EY, podkreśla, że wprowadzone w naszym kraju ulgi to pierwszy krok w stronę wyrównania pozycji Polski na tle innych państw unijnych.

— W większości krajów należących do UE taka zachęta działa już od dawna, łącząc w wielu przypadkach mechanizmy zarówno dodatkowych odliczeń kosztów, jak i premiowania przychodów z tytułu posiadania prawa do wartości intelektualnej — wyjaśnia Honorata Ścisłowicz-Skraba.

Podwoić stawkę

Paweł Toński zwraca uwagę na zapowiedzi rządu dotyczące podwojenia ulgi od 2018 r.

— Rząd planuje ją trochę zwiększyć. Nie sądzę, aby to zrobił do takiej wysokości, jaka obowiązuje w Wielkiej Brytanii czy na Węgrzech, ale będzie to pewnie co najmniej kilkanaście procent, może ok. 20 proc. Przedsiębiorcy otrzymają porządny instrument wspierający ich działalność innowacyjną — podkreśla partner w Crido Taxand. Z jednej strony rząd pomaga innowatorom, z drugiej jednak przedstawiciele tej samej ekipy, czyli urzędnicy fiskusa, ograniczają biznesowi możliwość odpisu.

— Przedsiębiorcy mogą skorzystać z ulgi na zatrudnienie pracowników, ale tylko na ściśle określonych zasadach. Z najnowszego orzecznictwa organów podatkowych wynika, że firmy tracą prawo do odliczenia kosztów wynagrodzenia pracowników, którym w umowach o pracę brakuje zapisu o ich zatrudnieniu w celu realizacji działalności B+R. Dla fiskusa nie ma znaczenia faktyczne wykonywanie tego typu działań przez pracowników, tylko liczy się sam zapis w umowie. Takie stanowisko nie jest uzasadnione i nie ma podstaw prawnych, ale niestety zaczyna dominować w rozstrzygnięciach skarbówki — podkreśla Karolina Łupińska, menedżer w Crido Taxand.

Ministerstwo Finansów (MF) nie odżegnuje się od rozwiązania tego problemu.

— O ile stwierdzimy, że lokalne organy skarbowe próbują utrudniać korzystanie z ulgi, będziemy starali się rozwiać wszelkie wątpliwości. Intencją premiera Mateusza Morawieckiego oraz Ministerstwa Finansów jest to, aby zachęcać przedsiębiorców do korzystania z odpisu, a nie zakładać na nich pułapki. Jeżeli jednak zauważymy taki trend, że przepisy są interpretowane niezgodnie z duchem, który przyświecał ich wprowadzeniu, to na pewno będziemy je prostować w drodze interpretacji ogólnych, starając się działać na korzyść przedsiębiorcy i podatnika — deklaruje Maciej Żukowski, dyrektor departamentu podatków dochodowych w MF.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Zawiślińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu