Pytanie o pytanie

Jacek Zalewski
04-03-2009, 00:00

Nabrzmiewający spór polityczny o referendum w sprawie terminu wprowadzenia euro nie będzie miał żadnego sensu, dopóki Prawo i Sprawiedliwość wraz z prezydentem nie przedstawią najważniejszego — mianowicie logicznie skonstruowanego pytania. Warunkiem absolutnie koniecznym powodzenia każdego referendum jest proste pytanie, wymuszające odpowiedź zero-jedynkową. Na takie odpowiadaliśmy w pamiętnym referendum 7-8 czerwca 2003 r.: "Czy wyraża Pani/Pan zgodę na przystąpienie Rzeczypospolitej Polskiej do Unii Europejskiej?" Notabene nikt nie neguje, że w traktacie akcesyjnym Polska nie złożyła zastrzeżenia w sprawie waluty, zatem zastąpienie złotego przez euro było dla głosujących w 2003 r. — i tych na TAK, i tych na NIE — tzw. oczywistą oczywistością.

Jeśli pytanie napisane jest zawile, piętrowo, z zadaną tezą — przedsięwzięcie musi skończyć się klęską frekwencyjną i polityczną. Dla przykładu przytaczam jedno z dwóch pytań zapomnianego dzisiaj referendum z 29 listopada 1987 r., które było zwiastunem końca PRL, gdy o Okrągłym Stole jeszcze się nikomu nie śniło. Oto zadufana władza zapytała naród: "Czy jesteś za pełną realizacją przedstawionego Sejmowi programu radykalnego uzdrowienia gospodarki, zmierzającego do wyraźnej poprawy warunków życia społeczeństwa, wiedząc, że wymaga to przejścia przez trudny, dwu-trzyletni okres szybkich zmian?" Uff, co za bełkot… Naprawdę trudno się dziwić, że tamto głosowanie przyniosło klęskę, której władzy nie dało się już ukryć.

Ale i z nowej epoki można przypomnieć przykłady referendalnej bezmyślności. Oto jedno z pytań beznadziejnego, także zapomnianego referendum uwłaszczeniowego z 18 lutego 1996 r.: "Czy jesteś za tym, aby zobowiązania wobec emerytów i rencistów oraz pracowników sfery budżetowej, wynikające z orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, były zaspokojone z prywatyzowanego majątku państwowego?". Już samo przeczytanie takiego pytania przekraczało zdolności percepcyjne statystycznego wyborcy, a co dopiero jego zrozumienie.

Mniej więcej w taką stronę idzie jedyny na razie znany projekt strony PiS-owskiej, autorstwa Michała Kamińskiego. Nawet jeśli weźmie się poprawkę, że rzucił tę propozycję na poczekaniu, w wywiadzie radiowym, to kierunek myślenia musi niepokoić: "Czy chcesz rezygnacji ze złotówki, rezygnacji z suwerennej polityki monetarnej państwa polskiego i przejścia do strefy euro na przykład w przedziale 2012-2016?" Strasznie dużo w tej propozycji nachalnej propagandy politycznej i zarazem populistycznego dydaktyzmu.

Zdecydowana postawa koalicji rządowej podpowiada, że referendum walutowe na pewno się nie odbędzie. Za to już wiadomo, że euro będzie osią kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego. Wybory odbędą się u nas w niedzielę 7 czerwca według dotychczasowej ordynacji, a w sobotę i niedzielę 6-7 czerwca według znowelizowanej, czekającej na podpis prezydenta. Notabene ten podpis jest niepewny, ustawie grozi skierowanie do Trybunału Konstytucyjnego, czyli jej faktyczne zablokowanie. I w tej sprawie dosłownie lada godzina może wybuchnąć kolejna wojna na górze.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Nb , Euro

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Pytanie o pytanie