Środowa sesja nie przyniosła dobrych wieści akcjonariuszom Rafako – kurs spadł o przeszło 10 procent do nieco ponad 1 zł. Producent kotłów energetycznych, stojący na krawędzi upadłości, opublikował tego dnia dwa komunikaty.
Rafako ma niewielkie szanse na inwestora
W pierwszym poinformował, że do 15 września czeka na wyjaśnienia Tauronu, dotyczące przyczyny uszkodzeń bloku energetycznego o mocy 910 MW w Elektrowni Jaworzno. Zaznaczył, że ze względu na zagrożenie bezpieczeństwa wstrzymuje wszelkie prace naprawcze.
Bezpieczeństwo to niejedyny problem - w kontynuowaniu prac w Jaworznie spółce przeszkadzają kłopoty finansowe. 33,3 proc. akcji jest w rękach syndyka i Rafako twierdzi, że dopóki się to nie zmieni, nie będzie w stanie kontynuować działalności operacyjnej, w tym prac w elektrowni Tauronu.
Z tym związany był drugi komunikat spółki. Przekazała w nim akcjonariuszom opinię doradcy, który uznał, że szanse znalezienia kupca na pakiet będący w gestii syndyka (wart na giełdzie około 43 mln zł) są niewielkie, i zasugerował rozważenie innego scenariusza. Zdaniem Rafako akcje powinien kupić skarb państwa - we własnym interesie.
– Alternatywnym scenariuszem, pozwalającym nam przetrwać i realizować kontrakt w Jaworznie, jest zaangażowanie państwa z powodów czysto pragmatycznych – w celu uniknięcia strat idących nawet w miliardy. Swego czasu państwo zainwestowało kilkaset milionów złotych w restrukturyzację innego podmiotu [Polimeksu Mostostalu – red.], a w naszym przypadku chodzi o wielokrotnie niższą kwotę. Ponadto w grę wchodzi utrzymanie bezpieczeństwa energetycznego kraju – argumentuje Radosław Domagalski-Łabędzki, prezes Rafako.
– Polimex Mostostal był wówczas w jeszcze trudniejszej sytuacji niż my, a zaangażowanie było uzasadnione i się opłaciło. Nic nie stoi na przeszkodzie, by podobny scenariusz zrealizować w Rafako. Jesteśmy dobrze przygotowani na przyjęcie inwestora – dodaje Maciej Stańczuk, członek zarządu Rafako.

Tauron nie odpowiada na ofertę
Radosław Domagalski-Łabędzki jest rozczarowany, że przez dziewięć miesięcy - mimo licznych zapewnień wsparcia, m.in. publicznego - nie udało się wprowadzić inwestora do spółki. Szczególnie zaskoczył go brak odpowiedzi Tauronu, któremu zaproponował kapitałowe zaangażowanie.
– Decyzja musi zapaść w przyszłym tygodniu, nie ma już czasu na jej odwlekanie. Straty związane z przedłużającym się przestojem bloku idą już w miliony złotych dziennie. Nie widzimy podstaw do wypowiedzenia kontraktu przez Tauron, ale jesteśmy na to przygotowani. To byłaby jednak emocjonalna decyzja, sprzeczna z chłodną kalkulacją – mówi Radosław Domagalski-Łabędzki.
Rafako przekonuje, że uszkodzone palniki zostały wykonane według autorskiej technologii i przygotowane dla konkretnego bloku, więc nikt inny nie jest w stanie przywrócić jednostki do pracy do lutego 2022 r.
– Wszystkie inne scenariusze związane z szukaniem nowego wykonawcy czy próby porozumienia się z syndykiem pozostają w sferze fantazji, ponieważ zwielokrotniłyby koszty i opóźniły oddanie bloku nawet o trzy lata. Pójście na konfrontację to zatem szaleństwo – stwierdza szef Rafako.
Skomplikowana sprawa
Tauron odniósł się do środowej konferencji Rafako i podkreślił, że nie bagatelizuje naprawy bloku w Jaworznie, a Radosław Domagalski-Łabędzki „ma nieograniczone możliwości kontaktowania się z zarządem”.
– Dodatkowo w tej sprawie są prowadzone mediacje przy udziale Prokuratorii Generalnej, które dotychczas przynosiły wymierne efekty w postaci m.in. wypracowanego na początku sierpnia harmonogramu naprawy i kolejnych aneksów kontraktowych – zapewnia Łukasz Zimnoch, rzecznik prasowy Tauron Polska Energia.
Mówi też, że skoro Rafako nie pozyskało inwestora mimo wysłania około 100 ofert, to widocznie nikt nie chce podjąć takiego ryzyka.
– W tej sytuacji należy zadać sobie pytanie, dlaczego miałby ponosić je Tauron? W naszej ocenie sprawa jest bardziej skomplikowana, niż przedstawia to prezes Rafako w licznych medialnych wypowiedziach – stwierdza Łukasz Zimnoch.
