Na jednym z dachów w Piotrkowie Trybulalskim, tuż obok wentylatorów i anten, stoi niepozorna skrzynia rozmiarów niewielkiego kiosku. Drzwi otwierają się automatycznie, a z wnętrza wysuwa się dron. Nie jest pilotowany przez operatora. Nikt nie śledzi go wzrokiem z ziemi. To jedna ze stacji dokujących Reakto — polskiej firmy, która chce zbudować pierwszą w kraju sieć powietrznej infrastruktury usług bezzałogowych.
Szymon Lekstan, prezes spółki, wyjaśnia, że to nie futurystyczna wizja, lecz realny projekt, dzięki któremu Polska ma szansę wyprzedzić Europę.
– Rozwijamy się przede wszystkim w dwóch kierunkach. Pierwszym jest technologia – budowa własnego, zintegrowanego systemu obejmującego drony, autonomiczne stacje dokujące, centralny system teleoperacji oraz oprogramowanie analityczne oparte na sztucznej inteligencji. Drugim są usługi typu dual use, czyli rozwiązania, które w tym samym modelu infrastrukturalnym mogą być wykorzystywane zarówno cywilnie – przez miasta czy przemysł - jak i przez operatorów infrastruktury krytycznej w obszarze bezpieczeństwa i obronności. Stawiamy także na partnerstwa, które od początku budują Reakto i pozwalają nam rozwijać się szybciej niż klasyczne start-upy – podkreśla Szymon Lekstan.
Stacje na dachach i loty bez pilotów
Reakto chce wykorzystywać własną infrastrukturę do świadczenia usług z pomocą dronów — dla miast, przemysłu, a docelowo także klientów indywidualnych. Firmę wyróżnia centralny system teleoperacji (zdalnego sterowania dronami za pomocą sieci telekomunikacyjnej i systemów informatycznych), który pozwala zarządzać lotami w całej Polsce. Reakto rozstawia w przestrzeni miejskiej i przemysłowej własne stacje dokujące, w których drony hangarują, ładują się, przechodzą diagnostykę i z których startują. Cała sieć została nazwana Dronostradą Reakto.
– To rozwiązanie niezwykle trudne technologicznie i prawnie, ponieważ obowiązujące przepisy lotnicze były projektowane z myślą o pojedynczych lotach dronów, a nie stałej, autonomicznej infrastrukturze działającej 24 godziny na dobę. Każdy element takiej sieci – od lotów poza zasięgiem wzroku przez zdalne zarządzanie operacjami po integrację z przestrzenią powietrzną – wymaga spełnienia odrębnych, bardzo restrykcyjnych wymogów regulacyjnych – wyjaśnia Szymon Lekstan.
Obecnie spółka ma około 10 stacji w największych aglomeracjach i lokalizacjach przemysłowych. Cel na 2026 r. to 50 obiektów, które stworzą zalążek krajowej dronostrady.
– To ambitny, ale realny plan. Posiadamy własne zaplecze produkcyjne i inżynieryjne, które odpowiada za projektowanie, integrację oraz montaż kluczowych elementów systemu – w tym stacji dokujących, systemów zasilania, łączności i teleoperacji. Nie działamy w modelu masowej fabryki dronów – koncentrujemy się na budowie kompletnej infrastruktury i jej niezawodności w pracy 24/7. Partnerska współpraca z technologiczną firmą Astrohex, specjalizującą się w zaawansowanych strukturach i rozwiązaniach inżynieryjnych, pozwala nam zwiększać tempo budowy i skalowania infrastruktury Dronostrady – podkreśla prezes spółki.
Reakto posiada też własne zaplecze badawczo-rozwojowe, w ramach którego rozwijane są m.in. systemy autonomii lotu, integracja oprogramowania oraz rozwiązania zwiększające odporność sieci Dronostrady na warunki atmosferyczne.
Prace B+R prowadzone są przez Reakto samodzielnie, jak i we współpracy z partnerami technologicznymi.
Monitoring, inspekcje i szybka reakcja
Głównymi klientami Reakto są samorządy, firmy z branży ochrony oraz duże przedsiębiorstwa, w tym spółki komunalne i operatorzy infrastruktury krytycznej (m.in. energetyka i łączność).
– Działamy wszędzie tam, gdzie klasyczna ochrona fizyczna okazuje się niewystarczająca lub nieefektywna kosztowo – na rozległych terenach, w obiektach przemysłowych, logistycznych i sportowych, a także tam, gdzie liczy się szybka reakcja i stały nadzór – mówi Szymon Lekstan.
Jak podkreśla, największy udział w przychodach spółki generuje obecnie sektor ochrony, obejmujący m.in. zdalny monitoring obiektów przemysłowych, loty patrolowe oraz interwencyjne, realizowane w odpowiedzi na alarmy.
- Coraz częściej to firmy ochrony stają się użytkownikami technologii Reakto, traktując drony jako uzupełnienie tradycyjnych usług, a nie jak ich zamiennik. Coraz większą rolę zaczynają jednak odgrywać również usługi uzupełniające – szkolenia operatorów, symulatory dronowe oraz tzw. analityka wizualna, wykorzystywana przez firmy i samorządy do automatycznej analizy obrazu. W tym obszarze drony Reakto wykonują m.in. inspekcje termoizolacji budynków, instalacji fotowoltaicznych oraz infrastruktury technicznej, łącząc funkcje bezpieczeństwa z narzędziami do optymalizacji kosztów i zarządzania majątkiem - tłumaczy prezes.
Usługi dla wojska: dron do zwalczania zagrożeń
Usługi Reakto są projektowane w taki sposób, aby w przyszłości mogły obejmować również sektor wojskowy i obronny. Ten obszar jest rozwijany poprzez spółkę córkę Reakto Drone Services, która koncentruje się na badaniach i rozwoju technologii przeznaczonych do zastosowań z obszaru bezpieczeństwa państwowego. W kręgu jej zainteresowań są m.in. rozwiązania z obszaru detekcji i śledzenia obiektów latających, systemy neutralizacji zagrożeń oraz platformy zwiadowcze oparte na łączności światłowodowej.
– Sposób prowadzenia działań obronnych wyraźnie się zmienia, co obserwujemy m.in. na przykładzie Ukrainy. Drony stają się kluczowym elementem nie tylko na polu walki, ale również w działaniach kryzysowych, ratowniczych i prewencyjnych. Dlatego już dziś przygotowujemy technologie, które w przyszłości będą mogły znaleźć zastosowanie w tych obszarach – podkreśla prezes Reakto.
Jednym z rozwijanych projektów jest K-Crusher – lekki, autonomiczny dron przechwytujący, przeznaczony do zwalczania wrogich bezzałogowców. Został zaprezentowany w 2024 r. na targach w Kielcach podczas Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego.
Reakto twierdzi, że K-Crusher neutralizuje drony rozpoznawcze, kamikadze lub bombowe w bardzo krótkim czasie od wykrycia, zarówno w warunkach pola walki, jak i w scenariuszach ochrony infrastruktury krytycznej.
Finansowanie, inwestorzy i plany giełdowe
Według danych z KRS biznes Reakto na razie nie przynosi zysków, mimo że przychody rosną. W 2024 r. strata spółki wyniosła ponad 1,1 mln zł przy 1,5 mln zł przychodów, a rok wcześniej 2,1 mln zł przy symbolicznej sprzedaży wynoszącej zaledwie 121 tys. zł.
Spółka szacuje, że 2025 r. zamknie z przychodami na poziomie blisko 4,5 mln zł. W 2026, przy 50 stacjach, miesięczne przychody mają wynosić kilka milionów złotych.
Reakto rozwija się za pieniądze prywatnych inwestorów. Pierwsza runda — crowdfundingowa — przyciągnęła blisko 200. Dwie następne, w formie emisji prywatnych, przyniosły odpowiednio: ok. 5 mln zł w 2023 r. i ok. 10 mln zł na przełomie 2024 i 2025 r.
Jaki jest koszt budowy jednej stacji Reakto? Szymon Lekstan tego nie ujawnia, zapewnia jednak, że inwestycja zwraca się w 2-4 lata, w zależności od liczby dronów i spektrum świadczonych usług.
- Kilkanaście lotów dziennie z jednej lokalizacji wystarcza, by osiągnąć rentowność - podkreśla prezes.
Podkreśla, że spółce nie brakuje pieniędzy na bieżącą działalność.
- Technologia jest już gotowa i skomercjalizowana. Kapitału potrzebujemy przede wszystkim do szybszej budowy infrastruktury i skalowania sprzedaży – tłumaczy Szymon Lekstan.
O kolejną porcję spółka może zwrócić się do inwestorów giełdowych, bo - jak twierdzi prezes - planuje debiut na GPW na przełomie 2026 i 2027 r.
- Obecnie akcjonariuszami Reakto są wyłącznie krajowe osoby fizyczne oraz osoby prawne. Spółka jest w całości kontrolowana przez polski kapitał, a jej struktura właścicielska obejmuje zarówno założycieli, jak i inwestorów, którzy dołączyli do Reakto na różnych etapach rozwoju - podkreśla szef Reakto.
Spółka precyzuje, że większościowym akcjonariuszem (Reakto działa w formie PSA, czyli prostej spółki akcyjnej) jest łódzka firma AMM Global, działająca w obszarze finansów i handlu elektronicznego, której prezesem i jedynym udziałowcem jest Artur Urbańczyk.
Perspektywy: wzrost rynku i bariery skalowania
Zdaniem Szymona Lekstana w najbliższych latach rynek dronów w Polsce będzie rósł dynamicznie, ale jego rozwój nie będzie równomierny.
- Najszybciej skalować się będą usługi infrastrukturalne i operacyjne, realizowane w modelu stałym, a nie pojedyncze, okazjonalne loty – uważa menedżer.
Wskazuje też wąskie gardła w rozwoju sektora: niestabilną sytuację geopolityczną i wynikającą z niej presję konkurencyjną ze strony chińskich dostawców sprzętu, złożone procedury prawne oraz powolne tempo certyfikacji nowych modeli operacyjnych.
Z najnowszego raportu Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR)„Potencjał produkcyjny startupów w zakresie pojazdów bezzałogowych w Polsce”, obejmującego 26 systemów rozwijanych przez 13 krajowych firm, wynika, że ich łączna zdolność produkcyjna sięga obecnie około 1,6 tys. dronów miesięcznie. To skala nieporównywalna z realiami wojny w Ukrainie, gdzie miesięczne zużycie bezzałogowców przekracza nawet 200 tys. sztuk. Autorzy raportu wskazują, że wiele rodzimych prototypów wciąż bazuje na rozwiązaniach nie w pełni odpowiadających najnowszym standardom pola walki, a cały sektor zmaga się z niską skalowalnością, ograniczonym dostępem do wojskowych decydentów oraz brakiem stabilnych, długoterminowych zamówień. Jednocześnie podkreślają, że w Polsce powstają technologie, które — przy odpowiednim wsparciu państwa i po rzetelnym przetestowaniu w warunkach operacyjnych — mogłyby realnie wzmocnić zdolności obronne kraju.
W raporcie PFR zwraca także uwagę na duże rozdrobienie rynku polskich start-upów dronowych. Ma to dobrą i złą stronę - sprzyja powstawaniu nowatorskich koncepcji technologicznych, ale wiele firm nie będzie w stanie utrzymać działalności bez zamówień wojskowych.
Zdaniem autorów opracowania rynek cywilny także jest wyzwaniem, ponieważ jest zdominowany przez azjatyckie firmy komercyjne. W takich warunkach rodzimym producentom trudno jest zapewnić sobie stabilność finansową, co powoduje, że nawet obiecujące technologie często nie mają szansy przetrwać.
Reakto to jeden z najbardziej obiecujących polskich start-upów dronowych, działający m.in na rynku ochrony osób i mienia wartym ponad 11 mld zł [szacunki z 2023 r. - red.]. Wycena 100 mln zł w rundzie Serii A [styczeń 2025 - red.] potwierdziła zaufanie inwestorów do firmy. Jej kluczowe atuty to unijna certyfikacja C6 [jest wymagana do wykonywania lotów w kategorii specjalnej, czyli poza zasięgiem wzroku - red.] i technologia dronostrady, unikatowa również na europejskim rynku w segmencie ochrony mienia i osób.
Wydawałoby się, że spółkę czeka świetlana przyszłość. Problem w tym, że firmy ochroniarskie wolą często same budować kompetencje i działy dronowe, niż polegać na zewnętrznym operatorze. Postrzegają Reakto raczej jako konkurenta niż partnera. Większą ciekawością i otwartością wykazują się samorządy. Krakowska firma chwali się m.in. tym, że jej drony chronią Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji w Piotrkowie Trybunalskim, a także kąpielisko Zakrzówek w Krakowie. Wzbudziło to irytację w branży ochrony, bo tradycyjne firmy wyceniały usługę dla Krakowa na ponad 1 mln złotych, a Reakto zaoferowało roczny nadzór za 300 tys. zł
