Niektóre dyscypliny rozgrywane były na wysokim poziomie mistrzostw Europy i kwalifikacji olimpijskich na Paryż 2024, ale w programie znajdowały się również sporty pokazowo-zabawowe. Notabene ta granica się zaciera, portfolio olimpijskie stale ewoluuje, czego najlepszym przykładem może być wspinaczka sportowa – była sprawnościowym hobby, zaś w Tokio 2020 (dosłownie – rok później) wręczono pierwsze pełnoprawne medale olimpijskie. A na przykład emocjonujący świat tenis zaczynał 150 lat temu jako zabawa brytyjskich arystokratów na trawnikach. Dzisiaj tenisopodobny padel mógł wydawać się na rynku pod Sukiennicami śmieszny, ale po wgryzieniu się kibiców okazywał się całkiem emocjonujący…
Koszty organizacyjne imprezy w Małopolsce i kilku miastach w innych regionach wyniosły ponad 400 mln zł. Kilka razy więcej pochłonęły różne inwestycje, które oczywiście zostają. Generalnie zatem nie zostały roztrwonione jakieś gigantyczne miliardy, w zestawieniu z wypasionymi igrzyskami olimpijskimi nasze przebiegły po taniości, co było widać, słychać i czuć. Trudno jednak nie postawić fundamentalnego pytania, jaki w ogóle był ich sens. Gdy po hekatombie drugiej wojny światowej w 1948 r. odrodziły się igrzyska olimpijskie – ich następstwem był wysyp inicjatyw regionalnych. W 1951 r. odbyły się pierwsze igrzyska panamerykańskie, azjatyckie i śródziemnomorskie, w 1965 r. doszły afrykańskie. Europie absolutnie nie były potrzebne, narodowe komitety olimpijskie przymierzały się bardzo długo, nikt nie chciał podjąć się kosztownej organizacji. I Igrzyska Europejskie wreszcie odbyły się w 2015 r. w azerskim Baku, zaś II edycję w 2019 r. przyjął białoruski Mińsk. O zorganizowaniu obu imprez zdecydowała pycha dyktatorów, Ilhama Alijewa i Aleksandra Łukaszenki. Jedynym chętnym na III edycję w 2023 r. był Kraków, zaś stał za tym… nie, nie Andrzej Duda. Igrzyska sprowadził Andrzej Kraśnicki, wieloletni prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego, który chciał zaleczyć narodowy kompleks niemożności zorganizowania prawdziwych igrzysk olimpijskich – zimowa kandydatura Zakopanego 2006 okazała się żartem, zimowy Kraków 2022 przepadł już w fazie miejskiego referendum. Mieszkańcy królewskiego grodu już bez pytania ich o zdanie otrzymali w zamian regionalny wyrób olimpiadopodobny. Odwzajemnili się minimalnym zainteresowaniem, przy czym wiatr rekordowo hulał po pustych trybunach akurat na lekkoatletycznym Stadionie Śląskim.
Międzynarodowy Komitet Olimpijski jest właścicielem i strażnikiem najcenniejszego marketingowo znaku na świecie – pięciu kółek. Jego doktryną jest dualizm chciwca, który z jednej strony popiera organizowanie igrzysk kontynentalnych, upowszechniających ideę olimpijską, natomiast z drugiej – wyklucza dzielenie się z ich organizatorami reklamowymi i licencyjnymi miliardami. Ani piątka kółek, ani terminologia olimpijska nie mogą być wykorzystywane przez igrzyska kontynentalne! Tworzone są zastępcze logotypy, tylko luźno nawiązujące do znicza. W Krakowie pięć kółek można było dostrzec co najwyżej na… dresach niektórych ekip, wszak delegowały je narodowe komitety olimpijskie.
III Igrzyska Europejskie zakończyły się bez przekazania pałeczki organizatorom następnych. Powód był prozaiczny – nie wiadomo, gdzie się w 2027 r. odbędą. Jedynym chętnym jest Split, który jeszcze w 1979 r., czyli w epoce Jugosławii, gościł imprezę śródziemnomorską. Rząd Chorwacji na razie nie ma zamiaru złożyć gwarancji finansowych, czyli wzięcia na budżetowy garnuszek imprezy o ograniczonych walorach promocyjnych. Może zatem się okazać, że nasza III edycja była zarazem… ostatnią.

