Resort podpisał, zapłacił i… ma problem

opublikowano: 27-08-2017, 22:00

Jeśli sąd przyzna rację syndykowi, to za bankructwo wołomińskiego banku wszyscy zapłacimy słony rachunek — ponad 130 mln zł

Dwa tygodnie temu Prokuratura Regionalna w Warszawie ujawniła, że prowadzi śledztwo w sprawie podejrzenia niegospodarności władz Narodowego Banku Polskiego (NBP) przy udzielaniu kredytu refinansowego SK Bankowi. Okazuje się, że kredyt odbija się czkawką również Ministerstwu Finansów (MF), które jego połowę objęło gwarancjami skarbu państwa. Syndyk upadłego banku twierdzi, że MF nie ustanowiło skutecznie głównego zabezpieczenia gwarancji, a tym samym nie przejęło połowy portfela kredytowego SK Banku. Potwierdzenie tego przez sąd będzie oznaczać bezpowrotne utopienie ponad 130 mln zł publicznych pieniędzy.

Portfel kredytowy MF jest bardzo
kiepskiej jakości — aż 96 proc. stanowią wierzytelności niespłacane, które są
na różnym, zazwyczaj wczesnym, etapie windykacji. (...) W dużo lepszej sytuacji
jest NBP. W jego części kredyty „poniżej standardu”, „wątpliwe” i „stracone”
stanowią 55 proc.
Wyświetl galerię [1/2]

Portfel kredytowy MF jest bardzo kiepskiej jakości — aż 96 proc. stanowią wierzytelności niespłacane, które są na różnym, zazwyczaj wczesnym, etapie windykacji. (...) W dużo lepszej sytuacji jest NBP. W jego części kredyty „poniżej standardu”, „wątpliwe” i „stracone” stanowią 55 proc.

Dziurawe koło ratunkowe

By zrozumieć obecne problemy MF, trzeba cofnąć się o dwa lata — do sierpnia 2015 r. Ustanowiony przez Komisję Nadzoru Finansowego zarząd komisaryczny SK Banku, chcąc ratować jego płynność, poprosił wówczas o pomoc NBP, który udzielił mu kredytu refinansowego do 0,5 mld zł. Jego połowę, w imieniu skarbu państwa, zagwarantował Mateusz Szczurek, ówczesny minister finansów w rządzie PO-PSL. Wołomiński bank wykorzystał 370 mln zł, ale zastrzyk finansowy okazał się nieskuteczny i 30 grudnia 2015 r. bank zbankrutował. Dzień później, w sylwestra 2015 r., Paweł Szałamacha, minister finansów w rządzie PiS, wydał dyspozycję przelewu na konto NBP dokładnie 184 mln 929 tys. 144,83 zł. Na łamach „PB” tłumaczył potem, że musiał wykonać umowę gwarancji, bo tylko to umożliwiało MF skorzystanie z zabezpieczeń, ustanowionych na połowie kredytów SK Banku, o wartości nominalnej 1,4 mld zł. I tu właśnie jest pies pogrzebany. Zdaniem Andrzeja Wrzesińskiego, syndyka SK Banku, wierzytelność skarbu państwa wcale nie jest zabezpieczona tymi kredytami.

Resort kontra 5 opinii

Syndyk, opierając się na aż pięciu różnych opiniach prawnych, twierdzi, że umowa o przelew wierzytelności kredytowych na zabezpieczenie jest bezskuteczna, bo przed upadłością SK Banku nie doszło do zmiany wpisów hipotecznych na rzecz skarbu państwa w księgach wieczystych, prowadzonych dla nieruchomości zabezpieczających kredyt. Po upadłości hipotek przepisywać nie można. Pogląd ten został przyjęty jako trafny również przez biegłego wyceniającego majątek SK Banku. To nie koniec złych wiadomości dla resortu finansów. Syndyk podważył też skuteczność kolejnego zabezpieczenia gwarancji — zastawu na jednostkach uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych, wartych 8,5 mln zł. Co na to MF? Złożyło już w sądzie sprzeciw, w którym twierdzi, że „wykazano skuteczność” zarówno umowy przelewu wierzytelności kredytowych SK Banku, jak też umowy zastawu finansowego na jednostkach uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych. W sprzeciwie „wskazano też, że Minister Finansów pismem z 13 listopada 2015 r. zwrócił się do Zarządu Komisarycznego SK Banku o niezwłoczne złożenie do właściwych sądów wieczystoksięgowych wniosków o wpis Skarbu Państwa jako wierzyciela hipotecznego do ksiąg wieczystych prowadzonych dla nieruchomości stanowiących zabezpieczenie wierzytelności kredytowych będących przedmiotem ww. umowy cesji”. Faktem jest jednak, że wpisów nie dokonano.

MF na tarczy, NBP z nią

Portfel kredytowy, o który chodzi, jest bardzo kiepskiej jakości — aż 96 proc. stanowią wierzytelności niespłacane, które są na różnym, zazwyczaj wczesnym, etapie windykacji. Jego wartość biegły wycenił jednak na 213,6 mln zł, a to oznacza, że skarb państwa, choć pewnie nieprędko, to jednak byłby w stanie się z niego zaspokoić. Opinie prawne, wykonane na zlecenie syndyka, wskazują jednak, że kwoty z niego uzyskane „podlegają podziałowi na zasadach ogólnych, a nie według odrębności na rzecz skarbu państwa”. W praktyce oznacza to, że kasę zgarnie uprzywilejowany przez prawo Bankowy Fundusz Gwarancyjny, a resort finansów będzie się musiał obejść smakiem. Gwarancja skarbu państwa zabezpieczona była na kilka innych sposobów, m.in. prawami z papierów wartościowych, hipotekami na nieruchomościach własnych SK Banku i zastawem na należących do niego samochodach. Do dziś MF udało się odzyskać 27,8 mln zł, a może jeszcze liczyć na maksymalnie 25 mln zł. Prosty rachunek wskazuje, że — o ile sąd nie uzna sprzeciwu MF — to podatnicy będą musieli pogodzić się ze stratą ponad 130 mln zł z wyłożonych 185 mln zł. W dużo lepszej sytuacji jest NBP, który na zabezpieczenie przejął znacznie lepszą połowę portfela SK Banku. W jego części kredyty „poniżej standardu”, „wątpliwe” i „stracone” stanowią 55 proc., a nie 96 proc. wszystkich. To dlatego już na koniec marca 2017 r. NBP zaspokoił się na prawie 55 mln zł, w wyniku czego jego wierzytelność spadła ze 185 do nieco ponad 130 mln zł. Perspektywy są na tyle dobre, że zdaniem syndyka, NBP zaspokoi się w całości i jakąś część kredytów zwróci do SK Banku.

 

2,44 mld długu w SK Banku

Długi pozostawione przez SK Bank wynoszą co najmniej 2,44 mld zł, a jego majątek — najwyżej 336 mln zł. Czytaj więcej >>>

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Resort podpisał, zapłacił i… ma problem