Jeszcze na początku 2013 r. stawki najmu powierzchni komercyjnych w Rio de Janeiro dorównywały Nowemu Jorkowi i Paryżowi. Od tego czasu runęły na łeb, na szyję. Wprawdzie wyrażone w lokalnej walucie stawki zniżkowały o zaledwie 10 proc., jednak zbliżająca się do 10 proc. rocznie inflacja i pogłębiające się osłabienie reala do amerykańskiego dolara sprawiły, że realnie stawki poszły w dół znacznie mocniej. W drugim kwartale wynajęcie metra kwadratowego powierzchni w słynnym z obchodów karnawału mieście kosztowało 135 reali i było o połowę tańsze niż w Nowym Jorku czy Paryżu. Dodatkowo aż do 23 proc. wzrósł udział powierzchni niewynajętych.
- To dla Rio bardzo wrażliwy moment. Rośnie podaż powierzchni, a spada popyt – zauważał w rozmowie z agencją Bloomberg Ricardo Raoul, dyrektor w funduszu Paladin Realty Partners.
Gospodarka Brazylii weszła w recesję, a spółki związane z branżą naftową cierpią z powodu załamania cen ropy i konsekwencji skandalu korupcyjnego w gigancie naftowym Petrobras. W rezultacie państwowa spółka zaprzestała zawierania nowych kontraktów, a wniosek o niewypłacalność złożyło przynajmniej 7 dużych przedsiębiorstw związanych ze sprawą. Na domiar złego jednocześnie na rynek wchodzą powierzchnie, które planowano w latach boomu.

