Poniedziałkową słabą postawą na początku sesji, amerykańskie byki wprowadziły
resztę świata w błąd. Wczoraj więc od rana europejskie parkiety starały się
odrobić straty, wynikające z nieuzasadnionego pesymizmu. Euforii nie było, ale
popyt miał wyraźną przewagę przez cały dzień. Trend trwa, dopóki się nie skończy
– głosi stare giełdowe powiedzenie. Na razie trwa, a gdy się skończy, będzie to
widać. Na razie się na to nie zanosi, a obawa i niepewność bywają dobrą pożywką
dla wzrostu notowań. Z takim właśnie zjawiskiem mamy obecnie do czynienia.
Wczoraj zbyt wielkiego strachu przed posiedzeniem amerykańskiego komitetu
otwartego rynku nie było widać. Wszyscy liczą na powtórzenie dobrze znanego
zaklęcia, że „stopy procentowe pozostaną na dotychczasowym poziomie przez
dłuższy czas”. Zegar jednak wciąż tyka.
Inwestorzy na warszawskiej giełdzie zaczęli dzień od odrabiania poniedziałkowych spadków. Początkowo nie szło to zbyt dynamicznie. Indeksy zyskiwały na otwarciu po około 0,2-0,4 proc., jednak już po dwóch godzinach handlu wskaźnik największych spółek zwyżkował o 1,2 proc. Dochodząc do 2426 punktów, zniwelował w całości poniedziałkowe straty.
Spośród największych spółek, liderami zwyżki były akcje Lotosu, zyskując około południa 2,3 proc. Po 1,5 proc. zwyżkowały walory KGHM, PKN Orlen i PKO, tuż za nimi plasowały się papiery BRE i BZ WBK. Bardzo słabo radziły sobie akcje TP, które pozostawały lekko pod kreską. Przez kilka godzin mieliśmy do czynienia z męczącą stabilizacją notowań, w czasie której WIG20 poruszał się w wąskim przedziale 2410-2420 punktów. Przedpołudniowy szczyt został pokonany dopiero w końcowej części sesji. Można nawet mówić o małej euforii. Indeks największych spółek zwiększył wartość o 2,2 proc., WIG wzrósł o 1,64 proc., osiągając poziom najwyższy w całej trwającej ponad rok tendencji wzrostowej. Obroty na rynku akcji wyniosły 1,48 mld zł.
Poniedziałkowy spadek okazał się na razie tylko krótkim przystankiem, który nie zatrzymał trwającej od ponad roku tendencji wzrostowej. Widać więc, że tak długi i silny ruch łatwo się nie kończy i nie chce przejść do historii, mimo wielu obaw i nie zawsze korzystnych warunków. Strach przed podwyżkami stóp wciąż ma wielkie oczy, ale spora część inwestorów postanowiła wykorzystać okazję do końca. Wtorkowe posiedzenie komitetu otwartego rynku Fed powinno przedłużyć tę okazję jeszcze na jakiś czas. Trzeba się jednak liczyć z tym, że kiedyś strach wygra z chciwością i hossa zostanie przynajmniej solidnie skorygowana.