Dmitrij Miedwiediew okazał się pojętnym uczniem swego poprzednika na fotelu prezydenta Rosji, jeśli chodzi o politykę energetyczną. Gdy kraje Europy Środkowej i Wschodniej zwołują kolejne szczyty w sprawie bezpieczeństwa energetycznego, prezydent Rosji działa. I ma znacznie więcej atutów niż kraje chcące się uniezależnić od rosyjskich dostaw paliw. Tylko w ostatnich dniach podpisał umowę o strategicznym partnerstwie z Azerbejdżanem (skąd ma pochodzić ropa do rurociągu Odessa — Brody — Płock). Odbył również ciepłą rozmowę z prezydentem Turkmenistanu na temat turkmeńskiego gazu. To poważne zagrożenie dla europejskich planów budowy omijającego Rosję gazociągu z Turkmenistanu do Europy.
Europa Środkowa dyskutuje o bezpieczeństwie energetycznym od lat. W tym czasie Władimir Putin dopiął pod względem politycznym dwie inwestycje: gazociąg pod Bałtykiem i South Stream. Rosja wyprzedza kraje Europy wschodniej o pół kroku i tak już chyba będzie. Ma pieniądze na inwestycje i paliwa, których kraje europejskie pożądają. W sposób naturalny dąży do tego, by być głównym dostawcą surowców energetycznych do UE. Im większy udział w rynku uzyska, tym większe możliwości politycznego nacisku.
Energetyczna rozgrywka z Rosją przypomina grę do jednej bramki. Nie oznacza to jednak, że Europa Środkowa w tej grze zupełnie ma szans. Konsekwentny nacisk na stworzenie przez UE wspólnej polityki energetycznej uwzględniającej interesy krajów naszego regionu prędzej czy później przyniesie wyniki. I warto o to zabiegać. Może nawet bardziej niż o tarczę.
Adam Sofuł