Nie stygną emocje związane z wynikami oceny wniosków o dotacje inwestycyjne dla małych i średnich przedsiębiorstw. Wielu wnioskodawców, którym nie udało się uzyskać wsparcia, uważa się za pokrzywdzonych. Twierdzą, że gra o unijne pieniądze nie była fair. I trudno im się dziwić.
Odpowiedzialna za rozdzielanie wsparcia dla małych i średnich firm PARP wymaga, aby wnioski były wypełnione w sposób nie pozostawiający wątpliwości. Nawet najmniejszy błąd dyskwalifikuje wnioskodawcę. Opis projektu przypomina konkurs polonistyczny — większe znaczenie od jakości inwestycji ma sposób, w jaki przedsiębiorca włada piórem opisując ją we wniosku.
Wielka szkoda, że PARP nie jest choć w połowie tak wymagająca w stosunku do siebie. Dokumenty mające pomóc w ubieganiu się o dotacje pełne są niedomówień i niejednoznaczności. Interpretacje niektórych zapisów pojawiają się dopiero po dokonaniu oceny wniosków, zamiast przed upływem terminu ich składania. Uzasadnienia odrzucenia wniosków pisane są niezwykle lakonicznie. Nie mówiąc już o niedotrzymywaniu terminów. Wnioskodawca nie może się spóźnić ze złożeniem wniosku nawet o minutę, oceniający może się za to spóźnić z ogłoszeniem wyników nawet o dwa miesiące — nie ponosząc absolutnie żadnych konsekwencji. Jak widać, co wolno wojewodzie…