Rozmawiajmy, ale bez pistoletu

Adrian Boczkowski
opublikowano: 2008-12-03 00:00

Firmy, które poległy na feralnych opcjach, chcą negocjować z Millennium, ale uważają, że bank żąda zbyt wiele. Bank się broni.

Bomba wybuchła, czas na rozliczenie feralnych instrumentów. Spółki się skarżą. Nie są bez winy

Firmy, które poległy na feralnych opcjach, chcą negocjować z Millennium, ale uważają, że bank żąda zbyt wiele. Bank się broni.

Sprawa opcji walutowych typu call (kupna), które na potęgę emitowały krajowe przedsiębiorstwa, wciąż budzi ogromne emocje. Do "PB" dzwonią przedstawiciele spółek i skarżą się, że chcą negocjować z Bankiem Millennium sposób rozwiązania problemu, ale nie z pistoletem przy głowie. Przyznają, że popełnili błąd, wystawiając feralne opcje. Skarżą się jednak, że bank przedwcześnie wypowiada lub grozi zamknięciem opcji. Są opinie, że proponowany zastaw na kredyty na pokrycie strat wynikających z opcji jest zbyt duży. Bywa, że to nawet na cały majątek produkcyjny. Dodają, że Bank Millennium wcześniej mocno namawiał na walutowe spekulacje.

— Celem banku jest dziś ograniczenie ryzyka zarówno w stosunku do klienta jak i do siebie. Zasadą jest, że bank rozwiązuje problemy we współpracy z klientami nie wywiązującymi się ze zobowiązań kontraktowych. Wypowiedzenie umowy stosuje się tylko w wypadku braku współpracy ze strony klienta — mówi Wojciech Kaczorowski, rzecznik Banku Millennium.

Winne spółki….

Bankowcy przekonują, że straty na wystawionych opcji to wina bezmyślnych zarządów spółek, które — nie ma- jąc wiedzy i doświadczenia — chciały spekulować na rynku walutowym. Dodatkowo, zarządy spółek, podpisując umowy z bankami, widziały dokładnie, co podpisują.

— Trzeba było uważnie czytać umowy i nie wchodzić w coś, czego się nie rozumiało — mówi anonimowo dyrektor w jednym z dużych banków.

— Wina leży zdecydowanie po stronie firm. Zwyciężyła chciwość. Ci, co godzili się na zawieranie opcji, powinni ponieść karę — sądzi Piotr Kuczyński, analityk Xeliona.

Zmuszanie firm do natychmiastowej realizacji strat jest przy tym zgodne z prawem.

— Większość umów naszego banku posiada opcję "margin call", która pozwala nam zwrócić się do przedsiębiorstwa z prośbą o depozyt zabezpieczający w przypadku, gdy negatywna wycena transakcji przekroczy pewien pułap — mówi Wojciech Kaczorowski.

Millennium nie komentował jednak konkretnych sytuacji, o jakich opowiedzieli nam czytelnicy (patrz obok).

— Bank nie może i z zasady nie komentuje informacji dotyczących poszczególnych klientów. Sprawa umów na opcje jest dla nas problemem biznesowym i  staramy się rozwiązywać go wspólnie z klientami, opierając się na zapisach zawartych umów i starając się, by racje ekonomiczne brały górę nad emocjami — mówi rzecznik Banku Millennium.

…oraz banki

Pogoń banków za prowizjami od sprzedaży produktów terminowych była duża. Przybliżające się do Polski widmo kryzysu wskazywało, że instytucje finansowe czekają "chudsze" czasy.

— Z przedstawicielami banku mówiliśmy sobie nawet po imieniu. Powiedzieli, że największe firmy w kraju już zajęły pozycje na opcjach i ostrzegali, żebym się nie zgapił — mówi właściciel firmy z Pomorza.

Jak wyglądają relacje teraz?

— Bank stawia mnie pod ścianą, choć jestem dobrym klientem. Na trzy dni przed zrolowaniem kredytu obrotowego Millennium zażądało spłacenia papierowych strat z opcji, choć powinny wygasnąć dopiero w lipcu 2010 r. — mówi nasz czytelnik.

— Każdego dnia otrzymujemy wezwania do zapłaty z groźbą zamknięcia transakcji opcyjnej. Poza tym jesteśmy non stop straszeni, że zostaniemy "zamknięci", pomimo ciągle wykazywanej z naszej strony chęci współpracy — żali się nasza inna czytelniczka.

Będzie gorąco

Część firm podejmowała ryzyko spekulacyjne z pełną świadomością.

— Jako zarząd bierzemy całą winę na siebie. Niepotrzebnie braliśmy się za coś, na czym się nie znaliśmy — mówi Dariusz Grzeszczak z zarządu giełdowego Erbudu (spółka straciła ponad 40 mln zł).

Wiele przedsiębiorstw mogło jednak zbyt mocno zaufać bankom i zewnętrznym doradcom walutowym.

— Banki powinny zaproponować firmom instrument, który zapewni zysk bankowi i zabezpieczy klienta przed ryzykiem kursowym. Dlatego nie wykluczam występowania spółek na drogę sądową. Można mieć bowiem wątpliwości, czy została zachowana zasada rzetelności miedzy bankiem, a klientem — komentuje Mirosław Saj, analityk DnB Nord.

Dr Konrad Zacharzewski z Uniwersytetu im. Mikoła-ja Kopernika w Toruniu twierdzi, że istnieją spore szanse, by wiele z firm uniknęło natychmiastowego zamknięcia ich pozycji, a może i w ogóle strat.

— Banki popełniły w umowach wiele formalnych uchybień. Dodatkowo często nie informowały o ryzyku w należyty sposób. To daje podstawę do oddalenia ich żądań — wyjaśnia Konrad Zacharzewski.

Spółki opisują, jak wygląda procedura zamykania pozycji

Zgłaszają się do nas kolejne firmy, które twierdzą, że są poszkodowane przez Bank Millennium. Dziś przedstawiamy punkt widzenia właścicieli trzech firm — eksporterów. Opowiadają, jak doszło do zawarcia opcji, jak wygląda procedura zamykania tych instrumentów. Wszyscy proszą o anonimowość, bo wciąż prowadzą negocjacje z bankiem. Rozmówcy są nam jednak znani. To firmy z różnych stron Polski, niemałe, z długą, biznesową historią. Wszystkie były klientami Banku Millennium.

Zaproponowano mi kredyt

Przedstawiciel spółki z Pomorza, jeden z większych regionalnych eksporterów.

Jak wyglądało podpisanie umów o obsługę emisji opcji call na euro?

Wszystko odbyło się na zasadach koleżeńskich. Pracownicy Millennium powiedzieli, że największe firmy w kraju już zajęły pozycje na opcjach i ostrzegali, bym się nie zgapił. Zaproponowali zabezpieczenie moich przychodów w euro (95 proc. sprzedaży firmy) opcjami. Zgodziłem się.

Ale przecież Pan świadomie podpisał umowę.

Zgadza się. Mój błąd. Trudno, za błędy trzeba płacić i nie chcę wymigać się od ponad 1 mln zł straty. Nie to jest jednak najgorsze. Zostałem postawiony pod ścianą. Na trzy dni przed odnowieniem kredytu obrotowego dostałem e-maila od dyrektora z Millennium (otrzymaliśmy kopię wiadomości — red.), że muszę najpierw uregulować stratę na opcjach. Tylko że opcje miały wygasnąć w lipcu 2010 r., a nie teraz.

Przekroczył Pan pewnie limit strat ustalony w umowie…

Tak, ale nie zostałem wcześniej poinformowany, że zbliżam się do limitu.

Nie próbował Pan negocjować z bankiem formuły spłaty zobowiązań?

Próbuję negocjować z Millennium, ale tracę już nadzieję. Millennium nie odpowiada na moje telefony i e-maile. Jak dzwonię z innych numerów telefonów, to nagle są dostępni. Zaproponowali, że mogą udzielić mi kredytu na pokrycie strat opcyjnych. Tylko że zabezpieczeniem ma być cały mój majątek, wart wielokrotnie więcej. A przecież mam u nich konta czy faktoring. Widzą wszystkie moje przepływy pieniężne.

Zawiniła główna księgowa, zapłacą wszyscy

Klient banku, niepubliczna spółka produkcyjna istniejąca od 15 lat.

Kim jesteście Państwo dla Banku Millennium?

Jednym ze stałych klientów. Korzystaliśmy także z obsługi na terminowym rynku walutowym, tak jak wiele małych i średnich firm — spółek z o.o. czy nawet spółek cywilnych. W ich przypadku bank natychmiast zamyka pozycje, co spotkało także i nas. Wiedzieliśmy o stracie 3 mln zł, a teraz dostaliśmy wezwanie do uregulowania ponad 10 mln zł zobowiązań. W pięć dni.

Nie próbowaliście negocjować warunków spłaty?

Do tej pory byliśmy prężnie rozwijającą się firmą. Inne banki idą nam na rękę, bo widzą, że nie opłaca się nas wykończać. Jednak Millennium chce pieniędzy od razu i straszy komornikiem. Czujemy się tak, jakby Bank Millennium przystawiał nam pistolet do głowy.

Czy zarząd przy podpisywaniu umów nie wiedział co robi?

Zarząd i właściciele spółki nie wiedzieli nic o opcjach i związanym z nimi ryzyku. To wina niefrasobliwej księgowej, która wszystko załatwiała sama. Konsekwencje poniesiemy jednak wszyscy — zarząd, właściciele i pracownicy.

Otrzymujemy wezwania

Producent mebli, spółka z ponad 10-letnią historią. Eksportuje produkty do krajów UE i na Wschód.

Czy Państwo też mają problem z opcjami?

Niestety mamy z tym kłopot. Jesteśmy klientem banku Millennium.

Dlaczego napisała Pani do nas?

Czytałam wypowiedź rzecznika Millennium, że bank prosi firmy o wpłatę depozytu do zawartych transakcji. W rzeczywistości wygląda to tak, że każdego dnia otrzymujemy wezwania do wpłaty z groźbą zamknięcia transakcji. Jesteśmy straszeni, że zostaniemy "zamknięci" [chodzi o pozycje — przyp. red.], mimo negocjacji i chęci współpracy z naszej strony. Chcemy dojść do porozumienia. Cieszę się jednak, że w "PB" ukazał się komentarz rzecznika Millennium do sprawy ("PB" z 2 grudnia). To oznacza, że mamy szansę na prowadzenie dalszych negocjacji.

Adrian Boczkowski