RSA w ogniu

Mariusz GawrychowskiMariusz Gawrychowski
opublikowano: 2014-01-10 00:00

Brytyjski właściciel Link4 przeżywa największy kryzys w historii, który może się skończyć wrogim przejęciem.

W brytyjskim gigancie ubezpieczeniowym lecą głowy. Wczoraj z pracy zostali wyrzuceni wiceprezes ds. finansowych oraz dyrektor ds. likwidacji szkód w spółce zależnej RSA w Irlandii. Ubezpieczyciel oskarżył ich o doprowadzenie do strat o wartości 200 mln GBP. Przypomnijmy, że w listopadzie z dnia na dzień wyszło na jaw, że w spółce brakuje kilkudziesięciu milionów funtów. RSA skontrolowało wszystkie swoje firmy zależne. Po audycie stwierdziło, że przypadek irlandzki był odosobniony.

Trzęsienie ziemi w centrali właściciela Link4, wywołane skandalem w Irlandii, było tak silne, że z fotela spadł Simon Lee, wieloletni prezes RSA. [FOT. BLOOMBERG]
Trzęsienie ziemi w centrali właściciela Link4, wywołane skandalem w Irlandii, było tak silne, że z fotela spadł Simon Lee, wieloletni prezes RSA. [FOT. BLOOMBERG]
None
None

Nie został jednak wykryty przez dział kontroli i audytu ubezpieczyciela. Decyzja o zwolnieniu irlandzkich menedżerów zapadła na podstawie raportu, który przygotowała firma doradcza PwC. Wynika z niego, że winę za skandal ponosi niewielka grupa kadry zarządzającej biznesem ubezpieczeniowym na Zielonej Wyspie. Wcześniej z pracą pożegnał się prezes irlandzkiej spółki, który podał się do dymisji. Głową zapłacił także Simon Lee, były prezes RSA, który rozstał się z ubezpieczycielem w grudniu.

— Działania tych kilku osób nie odzwierciedlają kultury, etosu i wartości obowiązujących w naszej firmie, które do tej pory tak dobrze nam służyły — przekonywał dziś rano inwestorówMartin Scicluna, nowy prezes RSA. Obiecał, że ubezpieczyciel tak zmieni procedury wewnętrzne, by do takich nieprawidłowości jak w Irlandii już nigdy nie doszło. Irlandzki kryzys kosztował RSA bezpośrednio już 72 mln GBP.

Do tego należy doliczyć rezerwę w wysokości 128 mln GBP. Całość obciąży wyniki ubezpieczyciela za 2013 i 2014 r., które nie są tak dobre, jak oczekiwali inwestorzy. Końcówa ubiegłego roku była dla RSA wyjątkowo pechowa. Firma będzie musiała wypłacić wysokie odszkodowania za szkody powstałe w wyniku burz lodowych w Kanadzie i powodzi w Wielkiej Brytanii. Skandal spowodował, że RSA znalazło się pod rynkowym pręgierzem. Doszło do ostrej przeceny akcji notowanego w Londynie ubezpieczyciela, przez co stał się on potencjalnym obiektem wrogiego przejęcia. Od kilku miesięcy na brytyjskim rynku pojawiły się spekulacje, że RSA są zainteresowani inni europejscy giganci ubezpieczeniowi.

Oliwy do ognia dolali sami akcjonariusze, którzy zaapelowali o sprzedaż spółki. We wtorek bank inwestycyjny UBS podniósł wycenę akcji RSA, twierdząc, że wkrótce firma może zostać przejęta przez skandynawskiego ubezpieczyciela Sampo. Wśród chętnych wymienił także Allianz, Avivę i Zurich.

Ta informacja przyczyniła się do wzrostu notowań akcji ubezpieczyciela. Matthew Preston, analityk z Berenberg, ocenia, że dla Avivy zakup RSA byłby złotym interesem. Pozwoliłoby to jej otworzyć się szerzej na globalny rynek i umocnić pozycję w państwach, w których już operuje. Oznaczałoby to jednak odejście od restrukturyzacyjnej strategii Avivy, która zakłada koncentrację na wybranych państwach i wyprzedaż mniej znaczących aktywów. W Polsce RSA ma Link4, który plasuje się w drugiej dziesiątce ubezpieczycieli majątkowych. Działa głównie w segmencie direct, ale także coraz skuteczniej rozpycha się poza nim.

W tym roku zamierza wejść na rynek ubezpieczeń korporacyjnych. Działalność w Polsce prowadzą także potencjalni kupcy — Aviva i Allianz. Dla Zurichu i Sampo przejęcie RSA oznaczałoby powrót na polski rynek. Szwajcarzy kilkakrotnie próbowali zakupów nad Wisłą, ale bez powodzenia.