Rynki są panaceum na Amber Gold

Dużo szybciej od organów ścigania ze zdemaskowaniem gdańskiej firmy poradziliby sobie giełdowi spekulanci. Gdyby tylko dostali taką szansę

Wielu komentatorów twierdzi, że w ostatnim kryzysie rynki zawiodły na całej linii. Nic bardziej mylnego. To, że jest dokładnie odwrotnie, pokazuje przypadek Amber Gold. Dlaczego? Konsekwencje pęknięcia bańki spekulacyjnej są mniejsze, gdy wszystko dzieje się na giełdzie. Bańka rozpada się wcześniej i kosztuje mniej gospodarkę niż wtedy, gdy rynku po prostu nie ma.

Amber jak Grecja

Tysiące klientów spółki obiecującej zyski z inwestycji w złoto mogą się tylko zastanawiać, na co faktycznie poszły wpłacone przez nich pieniądze. Niestety, wiele wskazuje na to, że dali się namówić na udział w piramidzie finansowej w najczystszej postaci. Taka konstrukcja działa zwykle według prostego schematu. Wysokie odsetki od zapadających lokat nie są wypłacane z zysków wypracowanych na obrocie powierzonym kapitałem, tak jak ma to miejsce w bankach. Przeciwnie — pochodzą z bieżących wpłat nowych członków.

Ci lokują własne oszczędności, skuszeni pokaźnymi zyskami poprzedników. Do czasu. Muzyka przestaje grać, gdy wypłacających jest więcej niż chętnych do wpłat. Tylko w ostatnich latach właśnie w ten sposób zakończyły się inwestycje w obligacje greckiego rządu, papiery oparte na amerykańskich kredytach hipotecznych, a wcześniej gorączka internetowa (w tych przypadkach należy raczej mówić o bańce, bo mechanizm spekulacji nie był dziełem jednego organizatora, jak to się dzieje w przypadku piramidy). We wszystkich przypadkach inwestorzy świetnie zarabiali, dopóki w jednej chwili nie okazało się, że chętnych do odkupienia ich papierów po prostu zabrakło.

Rynek rozbraja bombę

Między Amber Gold a pozostałymi bańkami spekulacyjnymi jest jednak pewna kluczowa różnica. Na nieszczęście klientów gdańskiej spółki jej „lokatami” nie można było handlować na giełdzie. Gdyby były zwykłymi obligacjami, spekulanci o wiele wcześniej doprowadziliby do przekłucia bańki. Pieniądze straciłoby więc o wiele mniej ludzi.

Jak to możliwe? Rzut oka na historię giełdowych baniek i wszystko jasne. W pierwszym etapie hossy internetowej na warszawskim parkiecie kursy rosły powoli. Wiadomości o zyskach wczesnych inwestorów szybko jednak się rozpowszechniły. Akcje kupowało coraz więcej osób, a ceny rosły coraz szybciej.

W przeciwieństwie do Amber Gold bańka pękła jednak wtedy już po kilku miesiącach zwyżek. Na tyle wcześnie, że — mimo jej ogromnych rozmiarów — krajowa gospodarka wyszła z tego cało. Co doprowadziło do jej przekłucia? Gdy ceny były wywindowane do nieprzyzwoitych wartości, najsprytniejsi inwestorzy zaczęli grać na spadki. Gwałtowna przecena wystraszyła pozostałych, a portale internetowe (podobnie jak Grecja w 2010 r. czy nabywcy domów za kredyty w 2007 r.) z dnia na dzień straciły możliwość pożyczania pieniędzy, których nigdy nie były w stanie oddać.

Lepiej późno niż wcale

W przekłuwaniu greckiej bańki pomogły fundusze hedgingowe i agencje ratingowe. Bez funduszy kupujących zabezpieczenie na grecki dług i zajmujących krótkie pozycje na akcjach oraz obniżania ratingów przez agencje bąbel rósłby może nawet do tej pory. Skutki jego pęknięcia byłyby bez porównania groźniejsze.

Amerykański zarządzający John Paulsen na grze przeciwko bańce na rynku nieruchomości w zaledwie rok zarobił 15 mld USD. Oprócz tego zrobił jednak pewien dobry uczynek. Walnie przyczynił się do szybszego zakończenia zabójczego dla gospodarki szaleństwa. Podobnie postąpił bank Goldman Sachs, którego strategia przeszła do historii pod nazwą „wielkiego shorta”.

O tym, do jakiej katastrofy może doprowadzić nadmuchana do naprawdę dużych rozmiarów bańka bez rynków, mówi amerykański ekonomista Robert Shiller. To specjalistaod baniek, jakich mało. Przewidział krach internetowy i załamanie na rynku nieruchomości w USA.

Przestroga ze Wschodu

Robert Shiller przypomina politykę komunistycznego przywódcy Chin Mao Zedonga, który — początkowo w atmosferze powszechnego entuzjazmu — doprowadził do boomu inwestycji w produkcję stali opartą na prymitywnych technologiach. — To przedsięwzięcie miało cechy piramidy finansowej. Gdy chiński przywódca przybył z wizytą do jednej z hut w Mandżurii, odkrył, jak wątłe są podstawy jego planu gospodarczego. Nie zrobił jednak nic, by się z niego wycofać, bo bał się załamania rozgrzanej koniunktury — podkreśla Robert Shiller w artykule opublikowanym przez portal Project-syndicate.org.

Na nieszczęście klientów gdańskiej spółki jej „lokatami” nie można było handlować na giełdzie. Gdyby były zwykłymi obligacjami, spekulanci wcześniej przekłuliby bańkę.

Nie było spekulantów, którzy mogliby grać na ostateczny upadek tej manii inwestycyjnej. Bańka pękła więc dopiero wtedy, gdy rolnictwo zaczęło odczuwać brak kapitału i robotników przerzuconych do pracy w prymitywnych hutach. Skutkiem był wielki głód, który kosztował życie dziesiątki milionów ludzi. Dla porównania bilans zatrzymanej dzięki niewidzialnej ręce rynku (późno, ale jednak) bańki na rynku amerykańskich kredytów hipotecznych to „zaledwie” kilkanaście milionów domów odebranych ich właścicielom.

Wszystko wskazuje więc na to, że twórcy Amber Gold wiedzieli, co robią, oferując niemożliwe do odsprzedania „lokaty” zamiast notowanych na giełdzie obligacji. W drugim przypadku giełdowi spekulanci doprowadziliby do znacznie szybszego upadku gdańskiej piramidy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Rynki są panaceum na Amber Gold