Na GPW błyskawicznie przybywa firm, które przymuszone przez banki przyznają się do potężnych strat na spekulacyjnych transakcjach walutowych. Chodzi o opcje, którzy obligują firmy do dostawy bankom euro po nawet 3,2 zł, a dolara po 2,2 zł. lub rozliczenie pieniężne. W grę wchodzą kwoty, które wielokrotnie przewyższają roczne zyski eksporterów. Na wakacjach niektóre banki na potęgę oferowały polskim firmom instrumenty, które miały ich zabezpieczyć przez mocnym złotym. Wtedy euro kosztowało nawet 3,2 zł. Specjaliści bankowi chętnie przy okazji proponowali grę spekulacyjną na opcjach (chodzi o wystawienie opcji, co obliguje do dostawy w przyszłości walut po określonej cenie). Teraz firmy za to płacą. Niektórzy eksporterzy twierdzą jednak, że banki wprowadziły ich w błąd wykorzystując często ich niewiedzę. Wynajęły już prawników.
Problem jest poważny. - Największym zagrożeniem, jeżeli chodzi o sytuację przyszłorocznego budżetu, są "niebezpieczne instrumenty finansowe" wprowadzane na nasz rynek – mówił w czwartek wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak. Według naszych informacji problemem zajmie się na najbliższym posiedzeniu rząd. W czwartek pisaliśmy natomiast, że sprawą zainteresowała się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Sprawdza, czy ktoś celowo nie rozprowadza skrajnie niekorzystnych raportów z prognozami dla polskiego gospodarki i złotego, aby zarobić na nieostrożnych polskich eksporterach. Są podejrzenia, że wśród niektórych autorów negatywnych analiz są właściciele opcji kupionych właśnie od eksporterów.
Całej sprawie przygląda się też strażnik prawa na giełdowym podwórku, Komisja
Nadzoru Finansowego (KNF).
- Gra na osłabienie złotego przyniesie konkretne
korzyści instytucjom finansowym, zaangażowanym na rynku forex – powiedział w
Radio Pin Artur Kluczny, wiceprzewodniczący KNF.
Dodał, że trudno ocenić, czy rzeczywiście mamy do czynienia z koordynacją wrogich działań wobec polskiej gospodarki, czy raczej chodzi o specyficzny trend, polegający na spiętrzeniu złych wiadomości dla naszego kraju – tak Artur Kluczny, wiceprzewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego.
Według Klucznego dobrze się stało, że sprawie przygląda się także Agencja
Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
- Działania ABW są w pełni uzasadnione –
twierdzi Artur Kluczny.
Czy będą skuteczne? Po zadaniu tego pytania
wiceprzewodniczący KNF chwilę milczał…
- Sprawa jest skomplikowana i
znalezienie związków przyczynowo-skutkowych nie jest łatwe. W KNF mamy bardzo
silny zespół analityków. Do tej pory nie stwierdziliśmy, by było konkretne
powiązania – podsumowuje.
Artur Kluczny wrócił też do sprawy kontrowersyjnej sprawy rekomendacji
Unicredit dla Lotosu.
- W naszej pierwszej ocenie rekomendacja nie została
rzetelnie sporządzona. Potrzebujemy audytu biegłego. Nie wiemy, czy metodologia
rekomendacji była właściwa, czy spełniała wymogi formalno-prawne, czy nie
wystąpił konflikt interesów. Jeśli będzimy mieć twarde dowody, nie zawahamy się
kary – tłumaczy Artur Kluczny.