Modelki z dzieł Rubensa dziś dawno już potruchtałyby do siłowni na kurację odchudzającą. To się opłaca. W pracy — też.
Krzysztof Ibisz, prezenter i aktor, uważa, że dobry wygląd jest i częścią jego zawodu, i przejawem szacunku dla widzów. Prawie codziennie można go spotkać w siłowni klubu Gymnasion.
— Pierwszą godzinę poświęcam ćwiczeniom siłowym, drugą — „aerobom” z pomiarem tętna. W tym roku potrenuję z indywidualnym instruktorem, byłym mistrzem Polski w tej dyscyplinie — opowiada.
W wakacje z ćwiczeniami ma pewien problem: wyjazdy, konferansjerka w czasie koncertów...
— Ale jeśli ktoś naprawdę lubi ćwiczyć, zawsze znajdzie sobie miejsce — na przykład małą siłownię w Stegnie na Mierzei Wiślanej. Tu akurat podczas wakacji przyjeżdżają ludzie z Warszawy — dodaje Krzysztof Ibisz.
Nie wola, lecz ochota
— Lubimy ładne, gładkie, napięte ciała. Żeby podobać się facetowi, musisz podobać się sobie. Uwielbiam ten mój nałóg! — zwierza się Ania Cisłowska, współwłaścicielka gabinetu dentystycznego, która kilka razy dziennie ćwiczy z koleżankami w wilanowskim klubie fitness.
Jej zdaniem, ćwiczenia mają też ważny aspekt towarzyski.
— Przez pewien czas spotykałyśmy się nawet na prywatnych zajęciach w domu instruktorki fitness. Po godzinie ćwiczeń siadałyśmy przy herbacie, oglądałyśmy magazyny o modzie, plotkowałyśmy. Pełen relaks! — dodaje.
— Potrafię zjeść dwa obiady. Lubię sobie dogadzać, nigdy nie rezygnuję z bitej śmietany do szarlotki. Ale i ćwiczę regularnie. Po kilku tygodniach przerwy od razu widać, jak zmienia się sylwetka: leci brzuch, potem nogi... Motywujemy się więc ze znajomymi, by nie opuszczać zajęć w klubie, dzwonimy do siebie — opowiada Małgosia Kozanecka, współwłaścicielka firmy handlującej sprzętem medycznym.
— Zaczęłam ćwiczyć dopiero po urodzeniu dzieci. Zobaczyłam, jak zmieniło się moje ciało, a nie chciałam się szybko zestarzeć — przyznaje Małgosia Woś, mediatorka (na zajęcia w klubie znajduje czas dopiero o 21).
Różnorako
A co robi? Zależy od nastroju.
— Jeśli jestem zmęczona i przybita, wolę pilates albo ćwiczenia na piłkach, a gdy się chcę rozruszać? TBC, bo wymaga skupienia i kontrolowania każdego kroku. Jednostronny trening nie jest wskazany — efektem ćwiczeń musi być i ładny kaloryferek na brzuszku, i umięśniona pupa — przekonuje Małgosia Woś.
Zanim wystartujemy, dobrze nauczyć się, jak trenować: kroków, odpowiedniego oddychania.
— Po roku regularnych ćwiczeń nabiera się formy, co przydaje się na przykład przy jeździe na nartach. Mąż już w połowie stoku prosi, bym na niego poczekała, bo bolą go nogi — dodaje Małgosia Kozanecka.
Aerobik? To już przeżytek. Tłoczno jest na nowocześnie prowadzonych zajęciach typu TBC, power pump, fit ball, dance, fat burning czy siłownia. Od niedawna rozmaite kluby przyciągają też propozycją zajęć zwanych lunchówkami, urządzanych w tej właśnie porze dnia.
Dobra oferta — dobry wynik
Jedną z pierwszych w Polsce sieci klubów z prawdziwego zdarzenia — bo z kawiarnią, fryzjerem, saunami, boiskiem do squasha, nowoczesnym sprzętem — był Gymnasion, działający od 1999 roku (dziś już 17 punktów).
— Koszt inwestycji? Zależy, czy obiekt zbudowano na własnej ziemi, czy nie — liczyć się trzeba z wydatkiem od 2 do 6 tys. zł za metr. Dziś nasza firma wyceniana jest na 200 mln zł i wchodzi na giełdę, a z usług sieci korzysta 24 tys. klientów — wylicza z dumą mistrz olimpijski Jacek Wszoła, współwłaściciel Gymnasionu (razem z Mariuszem Czerkawskim, hokeistą, Ireneuszem Wesołowskim, reprezentantem Polski w skoku wzwyż oraz Stefanem Tatarkiem, przedsiębiorcą, kanclerzem Business Centre Club).
Recepta na sukces? Świadomość, że klienci nie biorą byle czego.
— Klub nie może być przeładowany. Nikt nie chce czekać w kolejce, by poćwiczyć, a wnętrze musi być komfortowe i przyjemne. Na Zachodzie trenuje większy procent społeczeństwa, a przynależność do klubów sportowych nie jest elitarna. Ludzie po prostu chcą być sprawni i wytrzymali, więc się gimnastykują — dodaje Jacek Wszoła.
W polskich klubach fittness spotyka się znanych aktorów, dziennikarzy, biznesmenów. Chętnych do wydatku nawet kilkuset złotych za miesięczny karnet nie brakuje.
— Aby być w formie, ćwiczę cały czas. Jestem w sekcji bokserskiej snobistycznego klubu w hotelu Hilton. Mężczyźni zaczęli coraz bardziej dbać o ciało. Wiąże się to pewnie ze zmianą kanonu piękna — i to wśród obu płci — przyznaje Tomek Karolak, aktor.
Słomiany zapał
Nie wszystkim starcza wytrwałości.
— Jest kilka momentów w roku, kiedy mamy większą liczbę ćwiczących: przed wakacjami (gdy wiadomo, że niedługo pokażemy się w kostiumie na plaży), przed sylwestrem i na wiosnę. Z grupy zazwyczaj zostaje około 10 proc. tych, którzy ćwiczą regularnie — oblicza Mariola Ozga, instruktorka fitness, ale na pocieszenie dodaje:
— Pracowałam w klubie fitness w Niemczech. Tam dużo więcej ludzi niż u nas korzysta z sauny, masaży. W Polsce większość z trenujących wpada na godzinę czy dwie aktywnych ćwiczeń i biegnie do pracy — dodaje Mariola Ozga.
— To, że byłem od dziecka w dobrej formie, pozwoliło mi zagrać w musicalu „Metro”. Tam każdy trening porównywalny był z udziałem w zawodach sportowych. Teraz ćwiczę na siłowni, ale to raczej ćwiczenia aerobowe, bo pakerem nie jestem. No i tenis… Cóż, jeśli się ma klub i restaurację, to i pokus wiele… To również kwestia charakteru. Wysportowana sylwetka świadczy o silnej osobowości, bo jej posiadacz potrafi się kontrolowć. Ma to przełożenie na to, jak odbierają go inni, zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym — przekonuje Michał Milowicz, aktor i właściciel restauracji.
Żeberka z salcesonem
Jeśli komuś nie starczą i nie pomogą żmudne ćwiczenia, może zwrócić się do wyspecjalizowanych placówek: domów dietetycznych. Tam, po zbadaniu ilości tłuszczu i płynów w organizmie, specjaliści ustalają właściwą dietę. Z jej przestrzeganiem bywa jednak nie najlepiej.
— Jestem notorycznie na diecie, bo od czasów dzieciństwa mam skłonności do tycia. Ale dietę niełatwo stosować, kiedy firmy kateringowe na planach zdjęciowych proponują najczęściej żeberka, salceson i bigos — żali się Tomek Karolak.
No i dbaj tu o siebie…
Monika Witkowska
Foto: Borys Skrzyński, Damian Burzykowski
Przesada,
czyli choroba pakerów
Ludzi negatywnie uzależnionych od sportu nie zadowalają olbrzymie bicepsy czy widoczny każdy mięsień brzucha. Nie pomagają nawet sterydy, powodujące rozrost mięśni. To może być objaw zaburzenia psychicznego, zwanego bigoreksją. Lekarze oceniają, że aż 10 proc. mężczyzn intensywnie trenujących kulturystykę, cierpi na tę przypadłość — od łagodnej formy aż po wyniszczenie organizmu. Remedium jest psychoterapia.
Co się za tym kryje?
TBC (Total Body Conditioning) — zajęcia ogólnorozwojowe, wzmacniające wszystkie grupy mięśniowe.
Dance — łączy elementy aerobiku i tańca.
Pilates — ćwiczenia przy spokojnej muzyce, w rytmie oddechu. Wzmacniają mięśnie całego ciała
Fit ball — ćwiczenia z piłką 55-65 cm. Rozwijają mięśnie odpowiedzialne za prawidłową postawę.
Power pump — zajęcia ze sztangą. Kształtują sylwetkę przez pracę z obciążeniem dostosowanym do indywidualnych możliwości.
Fat burning — aerobowe ćwiczenia, oparte na prostych układach. Wspomaga odchudzanie.
