PZU nie jest jedynym polskim ubezpieczycielem, który ma olbrzymi apetyt na rozruszanie pozostającego w marazmie rynku polis zdrowotnych. Na podobny pomysł wpadło także SKOK Ubezpieczenia. Towarzystwo, które funkcjonuje w strukturze spółdzielczych kas, rok temu stworzyło markę Saltus. Po dwunastu miesiącach wszystko jest gotowe, by rzucić rękawicę nie tylko PZU, ale także abonamentowym gigantom, takim jak Lux Med i Enel-Med.
— Choć zaczynaliśmy od zera, udało nam się zbudować ogólnopolską sieć 1,2 tys. punktów medycznych, z których mogą korzystać nasi klienci. Do końca roku chcemy ich mieć nawet 1,5 tys. — mówi Grzegorz Buczkowski, szef SKOK Ubezpieczenia.
Zakład nie zamierza budować własnych placówek. Nie jest także zainteresowany ich kupowaniem. Postawił na zewnętrzne placówki prywatne oraz lekarzy, którzy prowadzą praktykę we własnych gabinetach. Według przedstawicieli spółki, szeroki dostęp do lekarzy-specjalistówjest przewagą Saltusa.
— W ramach pakietów nie limitujemy dostępu u wybranych specjalistów czy badań. Ograniczona jerst liczba wizyt, dzięki temu każdy ma do dyspozycji wszystkie badania, nawet w najtańszym pakiecie — tłumaczy Grzegorz Buczkowski.
SKOK Ubezpieczenia nie sprzedaje polis zdrowotnych dla klientów indywidualnych. Postawił na ubezpieczenia grupowe, które są dystrybuowane za pośrednictwem pracodawców. Tym samym wchodzi na teren, który od lat jest zdominowany przez firmy abonamentowe. Przy sprzedażypolis korzysta ze wsparcia brokerów ubezpieczeniowych oraz multiagencji. — Zdecydowaliśmy się także na współpracę z agentami, bo celujemy w mały i średni biznes. Dużymi firmami także jesteśmy zainteresowani, ale zdajemy sobie sprawę, że o nich toczy się ostra rywalizacja. My zaś nie chcemy konkurować ceną z resztą rynku — mówi Grzegorz Buczkowski. Podkreśla, że w tym momencie Saltusa należy traktować jako start-up. Musi on osiągnąć odpowiednią skalę, by biznes zdrowotny zaczął być rentowny. Według szefa SKOK Ubezpieczenia, może to zająć od dwóch do czterech lat.
W ubiegłym roku towarzystwo zebrało 195 mln zł składek, jednak ich niewielki procent pochodził ze sprzedaży polis zdrowotnych. SKOK Ubezpieczenia nie jest zainteresowany oferowaniem ubezpieczeń, które będą pokrywały koszty leczenia pacjentów w szpitalach. Według Grzegorza Buczkowskiego, ich koszt jest na tyle wysoki, że tylko niewielką część społeczeństwa byłoby stać na zakup takiej polisy. Drugą przeszkodą jest dostęp do szpitali. Zgodnie z obecnymi przepisami, placówki publiczne, które mają podpisane kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia, nie mogą świadczyć usług finansowanychprzez prywatne podmioty. Wejście w biznes zdrowotny to dla SKOK Ubezpieczenia szansa na dywersyfikację biznesu oraz wyjście poza struktury spółdzielczych kas oszczędnościowych. Wcześniej zakład koncentrował się na dostarczaniu produktów finansowych do kas oraz na ubezpieczaniu majątku ich członków
. — Zdecydowaliśmy się na działalność w segmencie zdrowotnym pod nową marką, by podkreślić, że nasze ubezpieczenia są nie tylko adresowane do członków SKOK — mówi Grzegorz Buczkowski. © Ⓟ
22-333-98-57