Tak David Karsbol, główny ekonomista banku, pisał o strefie euro we wrześniu 2009 r.: "Jesteśmy raczej w środku litery "W" niż "U". Sygnały poprawy wynikają ze sztucznego pompowania w gospodarkę pożyczonych przez rządy pieniędzy. Tego nie da się utrzymać w nieskończoność. Zanim gospodarka się ustabilizuje, musi ustabilizować się dług publiczny. W przyszłym roku zobaczymy w strefie euro powrót recesji".
Powrotu recesji w strefie euro jeszcze nie ma. Trzymajmy kciuki, by Karsbol się mylił. Dziś jego prognozy dla strefy euro z września 2009 stały się jednak bardziej realne. Dlatego poprosiliśmy go o komentarz specjalnie dla "PB". Przy okazji daliśmy głos innym ekonomistom.
Karsbol o euro:
W pierwszej reakcji na informacje o pakiecie, które pojawiły się na rynku w poniedziałek rano, wspólna waluta zdrożała. Przyczyną odbicia było naprawdę spore nagromadzenie mających uzasadnienie fundamentalne krótkich pozycji. Wszyscy chcą się wydostać — euro zwyżkuje na skutek zamykania pozycji krótkich, a następnie wraca do trendu spadkowego. Dlaczego? Ponieważ nie zrobiono nic, by obniżyć obciążenie długiem. Europejczycy nadal mogą się spodziewać kolejnych dziesięcioleci słabego wzrostu PKB, olbrzymich obciążeń podatkowych i pogarszających się parametrów demograficznych. EBC rozpocznie teraz skupowanie obligacji skarbowych i rozszerzy zakres trzymiesięcznej nieograniczonej linii kredytowej. Niskie stopy są gwarantowane do końca roku i prawdopodobnie przez większość 2011 r. Utrzymujemy nasz cel dla EUR/USD na poziomie 1,22 na koniec roku. Później równie dobrze może spadać jeszcze bardziej.
Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego:
To prawda, że w ostatnich tygodniach inwestorzy utrzymywali dużo krótkich pozycji na euro i stąd po części wynikał ruch kursu EUR/USD. Zwyżka euro była jednak na tyle niewielka, że rynki finansowe raczej nie zmieniły oceny perspektyw wspólnej waluty. Gdyby doszło do zamykania krótkich pozycji na większą skalę, wzrost EUR/USD byłby zdecydowanie większy.
Jeśli chodzi o wzrost gospodarczy w strefie euro, to od lat nie był on imponujący, a kryzys lat 2008/2009 spowodował wzrost kosztów finansowania, co automatycznie dodatkowo ogranicza potencjał wzrostu. Umocnienie dolara o kilka centów, do 1,22-1,23 za euro, z punktu widzenia gospodarki nie byłoby niczym nadzwyczajnym. Jesteśmy w trakcie rewizji naszych prognoz, ale nie spodziewam się umocnienia euro do końca roku. Spadek kursu EUR/USD do 1,0 [tak prognozuje BNP Paribas na I kw. 2011 — red.] w obecnej sytuacji nie jest wcale scenariuszem niemożliwym, jednak my w naszych oczekiwaniach jesteśmy bardziej umiarkowani. Tak znaczny spadek EUR/USD oznaczałby skok kursu dolara do 3,6-3,7 zł. Z kolei wobec euro złoty powinien bowiem lekko zyskiwać. Osłabienie euro może paradoksalnie okazać się nawet korzystne dla naszej gospodarki i waluty, bo do Portugalii, Grecji i Hiszpanii trafia jedynie 5 proc. naszego eksportu. Tymczasem do Niemiec — aż 25 proc. Słabe euro wspomaga niemiecki eksport, więc rosną również niemieckie zamówienia w Polsce.
W piątkowym Pulsie Biznesu do opinii Karsbola dotyczących wzrostu
gospodarczego w UE, wiarygodności ECB i sytuacji Niemiec odnoszą się Arkadiusz
Krześniak, główny ekonomista Deutsche Banku w Polsce, Paweł Homiński,
zarządzający portfelem obligacyjnym i zrównoważonym w Noble Funds TFI oraz
Dariusz Rosati, europoseł i były członek RPP.