Seko nie wie, jak smakuje hossa

Maciej Zbiejcik
opublikowano: 2007-07-06 00:00

Seko, jako jedna z niewielu spółek na giełdzie, nie poznało jeszcze smaku hossy. Podczas marcowego debiutu inwestorzy, którzy kupili akcje firmy rybnej w ofercie publicznej, obeszli się smakiem. Debiut na minusie w tym roku wywołał wówczas sensację. Od pojawienia się Seko na giełdzie niedługo miną cztery miesiące, a notowania cały czas usiłują na dłużej pokonać 15,5 zł, czyli cenę emisyjną.

Czyżby oferujący przesadzili z wyceną? Takich głosów nie brakowało. Jeśli nawet, to spółka wyciągnęła z tego wnioski. Wyniki z I kwartału pokazały, że nie warto jej skreślać. W pierwszych trzech miesiącach udało się jej uzyskać 380-procentową dynamikę zysku netto, co od razu wyraźnie poprawiło jej wskaźniki giełdowe na tle konkurencji. Teraz C/Z dla Seko wynosi około 25 (w momencie sprzedaży na rynku pierwotnym było to około 38). Konkurenci z branży Graal i Wilbo mają ten wskaźnik na poziomie odpowiednio 40 i 142, ale dla branży spożywczej wynosi 21.

Teraz czekamy na wyniki z drugiego kwartału. W poprzednim ważne dla wyników okazało się korzystne kształtowanie kursu korony norweskiej (obniżenie kosztów surowca rybnego). Oferta Seko składa się z ponad 200 pozycji asortymentowych opartych głównie na bazie śledzia i makreli sprowadzanych z Islandii, Norwegii, Danii i Irlandii. Spadek cen surowca oraz stopniowe wycofywanie się z najmniej rentownych umów na dostawy marynat rybnych do sieci handlowych pomogły wynikom w pierwszym kwartale.

W przyszłości wpływ na wynik mogą mieć przejęcia. Wkrótce Seko ma przejąć udziały w Polryb, spółce przetwarzającej śledzie bałtyckie. Myśli też o zakupie kilku hurtowni. Stawia także na uruchamianie sklepów firmowych pod marką Złota Rybka.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego warto przyjrzeć się Seko. Znowu na rynku głośno mówi się o nadciągającej silnej korekcie. Jeśli do niej dojdzie, to najbardziej narażone na spadki będą firmy, które dotychczas rosły najszybciej. Seko na pewno do nich nie należy.