Sentymentalny czasoholizm

opublikowano: 24-01-2019, 22:00

Sprzedaj krowę, sprzedaj konie, kup zegarek marki Błonie!

Tak w epoce tzw. realnego socjalizmu zachęcano do zakupu pierwszych — i przez wiele lat jedynych — zegarków naręcznych produkowanych w Polsce. Nośne hasło nie zostało wymyślone przez jakiegoś copywritera, lecz było obiegową mądrością ludową. Jego początek miewał różne wersje, poza krową „sprzedawano” świnie czy owce, ale konie występowały zawsze, bo rymowały się z Błoniem. Notabene, ludowa zachęta do transakcji okazała się… słuszna ideologicznie. Zegarki produkowano w Błoniu w dekadzie 1959-69, czyli siermiężnych czasach towarzysza Władysława Gomułki. Dla ówczesnego władcy miarą cywilizacyjnego postępu PRL był spadek liczby koni na hektar użytków rolnych. Reklamowa zamiana symbolu zacofania na towar z wyższej półki technologicznej bardzo do tej partyjnej dyrektywy pasowała.

Przeminęło z ustrojem. W branży drukarek ZMP Mera-Błonie były potentatem w Radzie Wzajemnej Pomocy Gospodarczej. Została ona rozwiązana w czerwcu 1991 r., ale zakłady stanęły już kilka miesięcy wcześniej
Wyświetl galerię [1/6]

Przeminęło z ustrojem. W branży drukarek ZMP Mera-Błonie były potentatem w Radzie Wzajemnej Pomocy Gospodarczej. Została ona rozwiązana w czerwcu 1991 r., ale zakłady stanęły już kilka miesięcy wcześniej

Od zegarów wybuchowych do naręcznych

Położona na szlaku z Warszawy do Poznania miejscowość Błonie otrzymała prawa miejskie już w 1380 r. Wątek przybliżany w tym odcinku cyklu „Było, nie minęło” zaczyna się znacznie później, na początku XX w., gdy w carskim zaborze szwedzki król zapałek Ivar Kreuger zbudował w 1912 r. zakład w Błoniu. Należąca do szwedzkiego koncernu Fabryka Zapałek była w II Rzeczypospolitej największa w branży. Działała podczas drugiej wojny światowej i w pierwszych latach nowego ustroju.

Radykalna zmiana asortymentu produkcji w Błoniu nastąpiła w okresie realizacji planu sześcioletniego 1950-55. Jego założeniem ideologicznym było przestawienie gospodarki PRL na produkcję militarną. Znacjonalizowane hale zapałczane stały się bazą utworzonych w 1953 r. Zakładów Mechaniczno-Precyzyjnych (ZMP), które podjęły tzw. produkcję N, czyli niekatalogową. Wytwarzano dla wojska różne narzędzia, tłoczniki, uchwyty, przyrządy. W 1955 r. rozpoczęto wdrażanie produkcji zapalników zegarowych do pocisków przeciwlotniczych, rzecz jasna na licencji radzieckiej.

Rok 1956 przyniósł polityczną odwilż najpierw w Związku Radzieckim, a od października także w Polsce. Jej następstwem było zejście komunistycznej władzy z kursu na militaryzację przemysłu i zajęcie się z konieczności także zaopatrzeniem ludności miast i wsi w podstawowe dobra konsumpcyjne. Taka była geneza podjęcia politycznej decyzji o rozpoczęciu w PRL produkcji naręcznych zegarków. Ze względu na wymagania technologiczne została zlokalizowana w ZMP Błonie, w których była tylko częścią asortymentu.

Z wierzchu polski, w środku radziecki

Branża czasomierzy w PRL nie istniała, podobnie jak w czasach II RP, dlatego konieczna stała się pomoc techniczna doświadczonego producenta. Na dobry początek kupiono licencję na męski zegarek naręczny, oczywiście w Związku Radzieckim — konkretnie w Moskiewskiej Fabryce Zegarków im. Kirowa. Inny licencjodawca, np. szwajcarski, politycznie nie wchodził w grę. Chociaż później specjalistyczne obrabiarki były importowane z Zachodu, głównie z Niemieckiej Republiki Federalnej i Szwajcarii.

Pierwsze zegarki pod marką Błonie montowano w całości z części radzieckich. Inauguracyjna seria opuściła ZMP w 1959 r., czyli 60 lat temu. Zostały zaprezentowane w 1960 r. na Międzynarodowych Targach Poznańskich, co nobilitowało nowy produkt — jakościowo zdecydowanie na wyrost. Montaż odbywał się w starych budynkach, absolutnie nieprzystosowanych do wymagań technicznych dla produkcji bardzo drobnych, precyzyjnych części. Ambitnym celem postawionym przed ZMP było uruchomienie pełnej produkcji na miejscu. Został osiągnięty w 1961 r., gdy z Błonia wyszła informacyjna partia tysiąca zegarków z polskimi mechanizmami. Ich jakość okazała się całkiem niezła, niezawodność i dokładność każdego egzemplarza sprawdzono w stacji prób. Za wzorzec w pomiarze dokładności chodu służyły okrętowy chronometr mechaniczny i lotnicze zegary pokładowe, regulowane według sygnału radiowego.

Niestety, satysfakcja załogi trwała krótko. W 1962 r. na szczeblu Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej (RWPG) w tzw. braterskiej atmosferze zdecydowano o specjalizacji. ZMP Błonie zostały administracyjnie sprowadzone ponownie do roli montowni mechanizmów radzieckich. Własne było tylko opakowanie, które przyciągało klienta — koperty, tarcze, wskazówki. Polski dizajn stał na dobrym poziomie, dlatego marka rosła wizerunkowo w siłę. Zmieniano wygląd zegarków przez różne wzory kopert i tarcz, na których umieszczano nowe nazwy handlowe: Zodiak, Dukat, Alfa, Polon, Wars, Arras, Jantar, Bałtyk, eksportowy Blonex. W środku pracował jednak mechanizm radziecki, od którego zależało to co najważniejsze — punktualność. W sumie wyprodukowano w latach 1959-69 nieco ponad 1,2 mln zegarków Błonie, z czego mechanizmy polskie miało najwyżej 2 tys. W epoce realnego socjalizmu krążył dowcip, że Polska ideowo jest niczym rzodkiewka — na wierzchu czerwona, ale wewnątrz biała. Z marką Błonie było akurat odwrotnie.

Potęga nie wytrzymała zmiany ustroju

Poza zegarkami ZMP produkowały m.in. szybkościomierze do motocykli, liczniki elektryczne, napędy i przekładnie, mechanizmy przesuwu taśmy, kraniki paliwa, manometry, wskaźniki, liczniki do magnetofonów, tarcze telefoniczne. Pod koniec lat 60. postępowało systematyczne ich przeprofilowywanie i wygaszanie poszczególnych linii, zatem likwidacja zegarków nie była wyjątkiem. Po uzupełnieniu nazwy o jeden człon ZMP Mera-Błonie zostały głównym polskim producentem urządzeń peryferyjnych do komputerów. Były to m.in. czytniki i dziurkarki taśmy perforowanej oraz kart perforowanych, drukarki (wierszowe, mozaikowe, atramentowe, laserowe), monitory ekranowe, klawiatury itp. Dzisiaj część z tych urządzeń już nie istnieje i same ich nazwy — choćby dziurkarki — wywołują uśmiech politowania, ale pół wieku temu tak startowała branża IT. ZMP Mera-Błonie wyspecjalizowały się przede wszystkim w produkcji drukarek, stając się branżowym potentatem w skali RWPG. Dekada lat 70. towarzysza Edwarda Gierka, w której polski przemysł wdrażał zachodnie licencje, kupowane za zachodnie kredyty, była najlepszym okresem w dziejach zakładów. Mera-Błonie w pełni zaspokajała zapotrzebowanie krajowe, rozwijała eksport. Relatywnie niezła była także ostatnia dekada PRL, czyli lata 80. W branży komputerowej postępował jednak podział świata na dwa wrogie obozy, a ZMP zorientowane były całkowicie na blok radziecki. Dlatego zmiana ustroju w Polsce, ale jeszcze bardziej upadek Związku Radzieckiego, spowodowała wyjątkowo gwałtowne załamanie rynków Mery-Błonie. Wobec braku płynności finansowej w 1991 r.

ZMP niemal z dnia na dzień stanęły, czego rezultatem były masowe zwolnienia załogi. Resztówka dawnej potęgi podejmowała najróżniejsze próby odnalezienia się w ciężkiej rynkowej rzeczywistości. Produkowano m.in. automaty telefoniczne, parkometry, kasowniki do biletów. Spirala zwijająca nabierała jednak szybkości i wreszcie w 2003 r. sąd orzekł upadłość ZMP Mera-Błonie. Teren i zabudowania oczywiście nie zniknęły, są wykorzystywane przez rozmaite podmioty gospodarcze. W stosunku do zegarkowego obszerny wątek dalszych losów samych zakładów w Błoniu jest poboczny, zatem w niniejszym tekście został jedynie zasygnalizowany.

Wolnorynkowa reaktywacja marki

Po wygaszeniu produkcji przez ZMP Błonie zegarek kojarzył się w PRL przez wiele lat głównie z prezentem komunijnym produkcji radzieckiej. Od 1990 r. natomiast krajowy rynek zalany został przez czasomierze najróżniejszej jakości — od egzemplarzy ekskluzywnych po bezwartościowe badziewie. Ale objawiło się także kilkanaście projektów pasjonatów, którzy mimo przeszkód podjęli się produkowania kolekcjonerskich zegarków w Polsce. W większości postępują drogą przetartą sześć dekad temu w Błoniu. Mechanizmy kupowane są od zagranicznych producentów, ale oczywiście już nie radzieckich — ze Szwajcarii, Japonii, Hongkongu czy samych Chin. W Polsce zegarki są co najwyżej składane, otrzymują kształt zewnętrzny i markę. Wyjątkami bywają czasochłonne egzemplarze rzemieślnicze, produkowane od podstaw dosłownie na sztuki. Szczególną inicjatywą było w 2014 r. utworzenie spółki Błonie, wprost nawiązującej do tradycji Zakładów Mechaniczno-Precyzyjnych sprzed sześciu dekad. Czasoholicy — tak nazywane jest środowisko entuzjastów zegarków — z Warszawy zainwestowali własne pieniądze, przewidując w biznesplanie zwrot dopiero za kilka lat. Zastrzegli nazwę Błonie w Urzędzie Patentowym, gdy się okazało, że prawa poprzedników wygasły w 2008 r. Zgodę na reaktywowanie historycznej nazwy wyraziły także władze miasta Błonie, w którym tradycje firmy są wciąż bardzo żywe.

Od powstania spółki nie ma mowy o wznowieniu produkcji zegarków w starym miejscu przy ulicy Grodziskiej w Błoniu. Ba, na razie niemożliwe jest uruchomienie jej w ogóle w Polsce. W kraju bez przemysłowych tradycji zegarmistrzowskich — poza krótką dekadą ZMP — nie ma warunków technologicznych do wytwarzania mechanizmów zegarków. Realnie mogą powstawać najwyżej tarcze lub koperty, ale tutaj barierą staje się cena. W zegarkach Błonie nowej generacji najbardziej polskie są wzornictwo i sentyment do marki. W stosunku do pierwowzorów z epoki ZMP współczesne zdecydowanie różnią się na plus jakością, jako że ich mechanizmy pochodzą z najwyższej, światowej półki. Wszystkie zegarki są dokładnie testowane przez zegarmistrzów, nie trafiają do dystrybucji egzemplarze wadliwe.

Pierwszy model reaktywowanego Błonia odtwarzał popularnego niegdyś Zodiaka i rozszedł się w liczbie 500 egzemplarzy. Kolejny był przebojem w 75 rocznicę bitwy powietrznej o Anglię, ponieważ nawiązywał do historii polskiego dywizjonu myśliwskiego 302. Kontynuacją serii lotniczej jest model upamiętniający bombowy dywizjon 300. Ta linia obejmuje 600 numerowanych egzemplarzy. O połowę mniej wyprodukowano kolekcjonerskiego zegarka, upamiętniającego 100-lecie Legii Warszawa. Został zaprojektowany we współpracy z klubem. Wreszcie kolejny wznowiony, po Zodiaku, dawny klasyk — Dukat.

Reaktywowane zegarki Błonie można kupić w eleganckich salonach w galeriach handlowych, a także w mieście o tej nazwie. Jeden kosztuje dobrze ponad 1500 zł, a nawet ponad 2000 zł. Jest to naprawdę niemało, ale przy serii liczącej 300 czy 500 egzemplarzy koszty produkcji rozkładają się inaczej, niż przy produkowaniu 500 tysięcy.

Rynkowe sukcesy kolejnych modeli Błonia na razie potwierdzają, że wydobycie z wieloletniego niebytu kultowej marki z epoki PRL było strzałem w dziesiątkę. Nam zaś umożliwiło poświęcenie zegarkom odcinka cyklu „Było, nie minęło”. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu