Sfinks się reaktywuje

Adrian Boczkowski
opublikowano: 19-05-2008, 00:00

Dla akcjonariuszy pojawiło się w końcu światełko w tunelu. Zapalił je zmieniony w marcu prezes spółki

Przez ostatni rok akcjonariusze Sfinksa, posiadającego sieć 126 restauracji Sphinx, Chłopskie Jadło i Wook, z zazdrością patrzyli na rosnące zyski konkurującego AmRestu, operatora 259 lokali KFC, Pizza Hut, Burger King, Freshpoint, Rodeo Drive i Starbucks. Mało tego. Patrzyli też na pikujący kurs swoich akcji. Pomimo dotkliwej przeceny Sfinks wciąż wyceniany jest na giełdzie zdecydowanie wyżej niż AmRest. Jego wskaźnik cena do zysku wynosi aż 36,8, podczas gdy dla AmRestu — 24,9. Dla akcjonariuszy Sfinksa pojawiło się w końcu światełko w tunelu.

Od czerwcowego szczytu kurs Sfinksa spadł już o trzy czwarte. Dla porównania, wycena AmRestu stopniała „tylko” o 40 proc. Łagodniejsze potraktowanie przez rynek drugiej firmy to z pewnością wynik szybko rosnącego zysku netto (o 25,8 proc. w 2007 r.). Wynik netto Sfinksa pogorszył się o 72 proc. (do 3,35 mln zł). Zysk netto nie mówi jednak wszystkiego. Wynik łódzkiej spółki mocno obciążyły koszty zagranicznej ekspansji, które mogą zaowocować w przyszłości.

W tym roku wskaźniki cena/zysk obu spółek mogą się wyrównać i osiągnąć poziom 17. Według ING Securities, AmRest powinien zarobić na czysto 65 mln zł (wzrost r/r o 34 proc.), a Sfinks zamierza wypracować przynajmniej 10 mln zł zysku netto. Leszek Rodak, od marca nowy prezes spółki, liczy na przekroczenie prognoz. Są na to duże szanse. Nowy szef Sfinksa przepracował bowiem kilkanaście lat w międzynarodowych korporacjach o profilu spożywczym. Specjalizował się w projektach restrukturyzacyjnych. Powinien więc poradzić sobie z wykorzystaniem rezerw kosztowych spółki i ze zdynamizowaniem przychodów.

W mnożeniu zysków Sfinksowi ma pomóc rozwijanie portfolio marek. Jednak Chłopskiemu Jadłu (obecnie 10 lokali), odkupionemu od Jana Kościuszki, może zagrozić wchodzące właśnie na warszawski parkiet Polskie Jadło Kościuszki (planuje otwarcie 4 restauracji). O tym, jak mocno, zadecyduje wynik wyścigu o najlepsze lokalizacje. Sfinks ma jednak w zanadrzu nową markę, pod którą pierwszy lokal zamierza otworzyć we wrześniu. Nowy projekt, którego szczegóły pozostają na razie tajemnicą, ma stać się rynkowym hitem. Podobnie jak restauracje Wook, gdzie niedrogo, ale w ekskluzywnym otoczeniu można zjeść dalekowschodnie potrawy przygotowywane na oczach klientów przez chińskich kucharzy.

W ciągu kilku lat realne wydaje się osiągnięcie przez Sfinksa poziomu obecnych zysków AmRestu. Gdyby kupić akcje łódzkiej spółki po obecnym kursie, C/Z wyniosłoby wtedy mniej niż 3. Dużo większemu AmRestowi trudniej byłoby osiągnąć tak dużą dynamikę wzrostu. Kryzys na rynku restauratorów Polsce raczej nie grozi. Rynek jest jeszcze mało spenetrowany, a Polacy wciąż znacznie odstają od mieszkańców starej Unii pod względem wydatków na jedzenie poza domem. Dodatkowo kosztem fast foodów szybko rośnie udział w rynku restauracji typu casual dining. A właśnie ten segment reprezentuje Sfinks.

75 proc. Tyle spadł kurs Sfinksa od historycznego szczytu zanotowanego w czerwcu 2007 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy