Siedmiu świadków w sprawie WGI (RELACJA)

  • Emil Górecki
22-04-2015, 06:50

Byli pracownicy i jeden z poszkodowanych w sprawie Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej (WGI) oraz niedoszły nabywca domu prezesa spółki zostali wezwani na dzisiejsze posiedzenie sądu.

Rozkuty z kajdanek Artur E., lat 44, prawnik, niekarany za składanie fałszywych zeznań.

Na prośbę obrońców świadek został zaprzysiężony.

Pytania zadaje Ewa Ś., poszkodowana.

Proszę opowiedzieć o pana kontaktach z oskarżonymi.

- Spotkałem się z panem S., w sprawie zakupu nieruchomości przy ul. Koprowej. Spotkanie zostało zaaranżowane przez pośrednika nieruchomości.

Czy widział pan jakieś dokumenty tej nieruchomości?

- Tak, widziałem wyciąg z księgi wieczystej. Pamiętam, że nieruchomość była obciążona, miała wpis w dziale czwartym. Hipoteka przymusowa ustanowiona przez prokuraturę. 

Pan zamierzał kupić tę nieruchomość z obciążeniami?

- Nie, moja oferta dotyczyła nieruchomości nieobciążonej. Kwoty obciążeń albo były bliskie wartości transakcji, albo nawet ją przekraczały. Strona sprzedająca zapewniała jednak, że obciążenia da się zdjąć i ta nieruchomość będzie czysta.

Czy widzi pan jakąś możliwość wyczyszczenia ksiąg?

- Przy dobrej woli prokuratury tak, ale tam jeszcze były wpisy innych osób i firm, to wymagało ich oświadczenia woli. Teoretycznie było to możliwe.

Co pan rozumie przez dobrą wolę prokuratury?

- Na przykład zmiana przez obciążenie innej nieruchomości. 

Pełnomocniczka 

Kiedy te rozmowy się toczyły o sprzedaży?

- z tego co pamiętam w 2012 r.

A gdyby miało dość do transakcji, to kiedy?

- Mnie zależało na sprawnym zakupie nieruchomości, dwa miesiące później kupiłem podobną. Mnie zależało na czasie, szukałem nieruchomości w której zamieszkałaby moja rodzina. Chodziło nam o gotową nieruchomość do zamieszkania. Mieszkaliśmy w mniejszym 700-metrowym domu.

Czy wie pan, co miało doprowadzić do uwolnienia tej nieruchomości od obciążeń.

- Miało to być podzielone na dwie grupy. Pierwsza to bliżej niedopowiedziana przez sprzedających, wniosek, wpływ na prokuraturę, który by skutkował wykreśleniem hipoteki. Druga grupa to zebranie stosownych oświadczeń firm, osób które miały te wpisy.

Sędzia czyta zeznania świadka. Wskazuje tam m.in. że według niego  hipoteki i obciążenia przysługujące żonie, ojcu i teściowej Macieja S., były pozorowane, bo willa nie była przez nikogo użytkowana. Maciej S. miał być dość pewien, że prokuratura przychyli się do jego prośby, bo jest z nią w dobrych, również nieformalnych relacjach. Według niego działania Macieja S. były próbą wyłudzenia od niego zadatku. Zaproponował cenę 9 mln zł do negocjacji. 

Świadek zgłosił się do prokuratury sam, powodowany lojalnością wobec prokuratury. Jego sytuacja w jego własnej sprawie nie pozostaje w żadnym związku ze sprawą WGI.

Poszkodowana Ewa Ś.

- Chciał pan spowodować oczyszczenie hipoteki. Jaki sens miały obciążenia willi na rzecz żony oskarżonego?

Obrońca protestuje, sędzia każe odpowiedzieć.

- Nie są to wyrafinowane działania, są dość częste żeby uniknąć skutecznej egzekucji, żeby nieruchomość nie była do sprzedania.

Pełnomocnik Dariusz Okolski.

Skąd miał pan wiedzę o transakcji na rzecz banków?

- W warunkach jawnej rozprawy nie mogę.

Za co został pan skazany?

- Sprawa jest klauzulowana, w apelacji, nie mogę odpowiedzieć.

Obrońca wnosi o odpowiedź, bo świadek jest już skazany.

- Obecnie jestem pozbawiony wolności, za zarzut z art 286 w związku z art. 294. To dwa i pół roku pozbawienia wolności.

Obrońca 

Czy ta sprawa, w której odbywa pan karę to jedyna sprawa przeciwko panu?

- Nie, jest jeszcze jedna sprawa, prokuratura apelacyjna skierowała do sądu okręgowego akt oskarżenia.

W pierwszych zeznaniach mówi pan, ze pański udział w tej sprawie jest powodowany lojalnością. Czy to postępowanie, w którym zachował się pan lojalnie, zakończyło się skazaniem?

- Tak, sześć miesięcy w zawieszeniu na dwa lata. Ale niezależnie od konsekwencji, jeśli będzie mi zadane pytanie o moje relacje z prokuraturą apelacyjną, będę odmawiał odpowiedzi. Ten wyrok nie zapadł w trybie warunkowego złagodzenia wyroku.

Czy uzgodniony wymiar kary w tamtej sprawie miał jakikolwiek związek z pana relacjami i wypowiedziami, jakie złożyłem w tej sprawie?

- NIe odpowiem na to pytanie.

Skąd dowiedział się pan o sprawie WGI?

- Z internetu, przy okazji tej transakcji. Wcześniej media donosiły o tej sprawie, ale nie kojarzyłem sprzedającego z tą sprawą.

W jaki sposób trafił pan na agencję, która zaoferowała panu nieruchomość?

- Za ich pośrednictwem w ogóle szukałem domu w tej okolicy, dlatego mnie ten dom pokazali. Do agencji dotarłem za pośrednictwem internetu.

Z kim z agencji się pan kontaktował?

- Nie pamiętam, to była kobieta.

Czy znał pan pana S. zanim zainteresował się pan tą nieruchomością?

- Nie.

Ile razy i w jakich okolicznościach spotkał się pan osobiście z Maciejem S.?

- Góra dwa razy, może raz. Chyba w tym domu. Chyba był ktoś z agencji też.

Czy mail to jedyna forma z panem S.? Czy korzystał pan z pomocy agencji do kontaktów?

- Nie przypominam sobie, żebym korzystał z czyjejś pomocy.

Jak była wyceniana ta nieruchomość?

- Ja nie przeprowadzałem wyceny tej nieruchomości i nie przypominam sobie żadnego operatu.

Czy posiadał pan pieniądze na ten zakup?

- Ja osobiście nie, kilka miesięcy później kupiłem droższą. Kupowała to spółka.

Jaka?

- Izraelska, Artoli International. Druga ewentualność to fundusz powierniczy w banku Credit Swiss?

Jakie były pana związki z tą spółką izraelską?

Pełnomocniczka protestuje, że nie ma to żadnego związku ze sprawą.

Świadek: tego drugiego domu nie kupiła spółka izraelska, a fundusz powierniczy.

Kolejny protest pełnomocnika

Oświadczenie oskarżonego Łukasza K. 

W zeznaniach świadka jest dużo faktów, które nie występują w mediach, zeznaniach i są elementy, których nie da się sprawdzić przy pomocy agencji wywiadowczej. Stąd pytania o spółkę izraelską. Ja chcę wiedzieć, czy wiedza świadka pochodzi z tej transakcji, czy może z jakichś innych źródeł:

Sędzia zadaje pytania:

Czy zakup miał być sfinansowany ze środków własnych?

- Tak.

Obrońca:

Czym się pan wówczas zajmował?

- Udzielaniem pożyczek gotówkowych.

Co panu mówi firma Oscar Media?

- To był sklep internetowy, który miałem do września 2008 r.

Czy w związku z jego działalnością toczyło się jakieś postępowanie karne?

- Nie.

Czy doszło do oszukania klientów tego sklepu?

- Tak, prezes tej spółki, został za to skazany prawomocnym wyrokiem. 

Czy pan kiedykolwiek wypowiadał się w  sprawie tej spółki?

- Tak, kilkukrotnie, kiedy byłem jej klientem. Widzę , że te pytania zmierzają do zdyskredytowania mnie. 10 września 2008 r. sklep został sprzedany, wszystkie otwarte zlecenia zostały zamknięte - gotówką, lub przekazaniem sprzętu. Wszelkie nadużycia dotyczą okresu po tej dacie i nie mają ze mną nic wspólnego, nigdy nie przedstawiono mi zarzutu w związku z tym. 

Obrońca:

Kiedy pan się dowiedział o hipotece na rzecz prokuratury?

- Wtedy, gdy przekazano mi dokumenty, dostałem tylko numer księgi od sprzedającego albo z agencji.

Czy i jeśli tak, to kiedy pan o tym rozmawiał z panem S. o hipotece prokuratury?

- Ta rozmowa odbyła się już po tym jak uzyskałem wiedzę o obciążeniach. Tam rozmawialiśmy o możliwości wykreślenia tych obciążeń.

Czy była mowa o tym, że toczą się rozmowy na temat zmian zabezpieczenia na gotówkę?

- Mnie nie interesowało to, chodziło mi o wykreślenie hipoteki. Proponowałem depozyt notarialny.

Czy pan S. stawiał warunki do formuły transakcji? 

- Chyba umowa przedwstępna i rachunek escrow, chyba w BRE Banku.

Czy była informacja, dlaczego właśnie na rachunek escrow? I jaki był jego cel?

- Takie rachunki są tworzone w jednym celu: żeby nabywca zdeponował kwotę w banku wskazanym przez sprzedającego, co mnie zniechęciło.  Widziałem wpisy, więc uznałem, że transakcja albo będzie na moich warunkach, albo na żadnych. Nie widziałem żadnego niebezpieczeństwa dla sprzedającego przy depozycie notarialnym, który zaproponowałem. Sprzedający mnożył warunki, miałem więc prawo odstąpić od transakcji.

Czy żądał pan wydania nieruchomości przez zapłaceniem?

- Tak, po wpłacie do depozytu notarialnego. Nawet chciałem wcześniej wynająć tę nieruchomość i prowadzić dalej transakcję sprzedaży.

Czy uzgadniał pan w tej sprawie z prokuraturą jakiekolwiek zeznania w tej sprawie w zamian za złagodzenie pańskich wyroków w innych sprawach?

- Nie.

Podaje pan wiele szczegółów, transakcji z zagranicznymi bankami, adresy spółek zagranicznych. Dziś pan tego nie ujawnia. Dlaczego?

- W warunkach jawnej rozprawy nie będę ujawniał żądnych informacji o źródłach wiedzy przekazanych prokuraturze.

 

Koniec zeznań, oświadczenie składa Maciej S.

Ze świadkiem widziałem się raz w życiu przez 15 minut, Został przyprowadzony przez przedstawicieli agencji Zakątek, jako osoba rzekomo zainteresowana nabyciem nieruchomości.  Już  w trzeciej minucie miałem istotne wątpliwości co do osoby świadka, Jest nieprawdę, bym w trakcie tego czy jakiegokolwiek innego spotkania powoływał się na prywatne relacje z prokurator przygotowującą sprawę. Nie mam takich relacji. To się dotyczy wszystkich prokuratorów, zaangażowanych w moją sprawę. W mojej ocenie strategia pana Artura E. zmierzała do wyłudzenia wydania nieruchomości, co potem skutkowałoby procesem eksmisyjnym. To był jedyny zamiar całej tej transakcji, być może z pominięciem innych celów nawiązania ze mną kontaktu. Pan E. żądał wówczas, by wydać mu nieruchomość na etapie wpłaty jedynie zadatku do depozytu notariusza. Wskazał jedynego notariusza, u którego jest w stanie zawrzeć tę transakcję. Nie zgodził się na innego, wspólnie wybranego notariusza. Kiedy zapytałem, czy notariusz wyda bankowe potwierdzenie wpływu środków do depozytu notarialnego, uzyskałem informację, że trzeba się będzie oprzeć wyłącznie na oświadczeniu notariusza. Po tym spotkaniu dokonałem internetowej analizy osoby pana E., Wyszło, że jest zamieszany w szereg oszustw i afer korupcyjnych. Zaproponowałem wariant transakcji z rachunkiem powierniczym, na który wpłynęłaby kwota ze sprzedaży tej nieruchomości, która następnie miała być rozdysponowana między prokuraturę i bank. Pan E. upierał się, że to nadgorliwość i nie ma takiej potrzeby. To ja przekazałem nabywcy informację, że rozmowy nie będą kontynuowane, to nie on wycofał się z transakcji. Przez kolejnych kilka tygodni ja i moja żona byliśmy natarczywie nagabywani przez przedstawicieli agencji, by wrócić do rozmów. Fakt, że pan E. sam zgłosił się do prokuratury, mając na uwadze, że większość tych rzeczy które mówi jest nieprawdą i w świetle ciążących na nim zarzutów i toczących się wówczas spraw - jego pojawienie się w tej sprawie i treść tych zeznań jest dyskusyjne i zastanawiające.

Obrońca

Toczyły się rozmowy z prokuraturą na temat zmiany sposobu zabezpieczenia majątkowego. Pisałem pismo w tej sprawie, ale uzyskałem informację od pani prokurator, że co do zasady nie ma przeszkód, by zamiast hipoteki wpłynęły pieniądze na rachunek wskazany przez prokuraturę. Jednym z elementów teoretycznych ustaleń było to, ze przy czynnościach rozporządzających tą nieruchomością, będzie obecny przedstawiciel prokuratury. Nam zależało na klarowności tej czynności dla prokuratury. Intencją mojego klienta było spłacenie banku, bo zobowiązanie wobec banku nie było spłacane i rosło.

 

 

Piąty świadek Ryszard H., lat 51, konsultant. 

Oskarżycielka Ewa Ś.

Proszę opowiedzieć o współpracy w WGI.

- Pracowałem krótko dwa miesiące w styczniu i lutym 2006. Zostałem zaangażowany do opracowania strategii rozwoju i wdrożenia ubezpieczeniowych funduszy inwestycyjnych w WGI Financial. Przez moment byłem członkiem zarządu WGI Financial. Podałem się do dymisji pod koniec lutego. Jednocześnie byłem na pół etatu na stanowisku menadżerski w WGI DM, ale pracowałem tylko w WGI Financial.

Kto pana nadzorował?

- Moim szefem była współwłaścicielka, pani Basia, nie pamiętam jak dalej. Opracowałem i złożyłem jej konspekt strategii w WGI Financial.

Dlaczego pan skończył współpracę?

- To była umowa zlecenie, miałem inne propozycje. 

Czy miał pan do czynienia z raportowaniem wyników do klientów?

- Nie. W WGI DM miałem pół etatu, ale zasadniczo pracowałem tylko w WGI Financial. 

Kontrole KPWiG - czy słyszał pan coś na temat tych kontroli, co mówił o tym zarząd?

- Słyszałem, że ma coś takiego miejsce, ale to standardowa kontrola w ramach nadzoru, tak to postrzegałem. Nie słyszałem nic o nieprawidłowości w raportowaniu do klientów. Wiedziałem na temat problemów WGI DM z płynnością finansową.

Jakie było źródło tej informacji?

- To problemy ze środkami na wypłaty bieżące, pracownicy się niepokoili. 

Czy zaniepokoiło to pana?

- Każda firma ma problemy z płynnością, w wielu to główny problem. Problem z niepłacącymi klientami to standard, choć nie dotyczył WGI.

Co pan miał na myśli mówiąc, że produkty WGI były trudno zbywalne?

- Handlowcy mówili, że jest to trudne. Był wskaźnik ilości spotkań, żeby sprzedać produkt. To były trzy fundusze, nazw nie pamiętam.

Sędzia pyta, czy świadek miał jakąś wiedzę o fałszowaniu dokumentacji, podwójnej księgowości?

Nie.

Koniec, sędzia zarządza 5 minut przerwy na doprowadzenie świadka z aresztu.

 

 

Dziś idzie taśmowo. Czwarty świadek Jacek J., lat 39, bankowiec. 

Oskarżycielka posiłkowa.

Kiedy pan rozpoczął współpracę z WGI DM?

- Nigdy z DM nie współpracowałem, ale w latach 2000-2004 współpracowałem z WGI SA. Wykonywałem transakcje na rynku walutowym, a potem pisaniem analiz i komentarzy dla prasy.

Ile osób oprócz pana zajmowało się takimi operacjami na forex?

- Trudno mi powiedzieć, może kilka. 

Jakiego rzędu kwotami pan obracał?

- Trudno mi powiedzieć jak to było w całej firmie. Były limity transakcyjne. To zdecydowanie były miliony - 1-5 mln w zależności od waluty. Ale użycie dźwigni finansowej i rynek kwoty zainwestowane były wielokrotnie mniejsze.

Kto pana oceniał?

Istniały limity strat. Moim przełożonym na początku był Maciej S., który wyznaczał mi limity strat. Codziennie na podstawie informacji z banku można było wyceniać w czasie rzeczywistym. 

Raportowanie do klientów było co miesiąc. Czy pan był oceniany co miesiąc?

- Nie. Nie wiem, co dostawali klienci. Trudno mi powiedzieć, czy moje transakcje przynosiły straty czy zyski. Pod koniec współpracy w 2004 r. wynik chyba był dodatni, bo otrzymałem wówczas premię za dobre wyniki.

Czemu przeszedł pan do pisania komentarzy?

- Z powodu stresu i wypalenia. Na rynku wszystko dzieje się szybko, to duże obciążenie psychiczne. 

Co pan wie o raportowaniu do klientów?

- Te raporty sporządzał ktoś inny, drukowała je jakaś dziewczyna z innego działu. Nie pamiętam, chyba Ewa. Każdy klient dostawał chyba jeden wydruk.

Czy brał pan udział w pracach przygotowawczych do przekształcenia w DM?

- Nie brałem w nich udziału.

Czy wie pan o jakichś nieprawidłowościach w firmie?

- Nie wiem, nie mam na ten temat wiedzy. 

Sędzia

Czy wie pan, kto podejmował decyzje inwestycyjne w firmie?

- Przez pewien czas ja. Każda osoba w ramach swoich limitów podejmowała samodzielne decyzje. 

Czy ma pan wiedzę o przypadkach fałszowania dokumentacji i prowadzenia podwójnej księgowości?

- Nie.

Pełnomocniczka

Kto był pana przełożonym później? 

- Kiedy firma się rozrosła, był to Andrzej S. Ciężko powiedzieć, kiedy to miało miejsce.  Nie pamiętam, kto w tamtym okresie dokonywał transakcji i kto był ich przełożonym.

Czy ma pan wiedzę o tym, czy dane z raportów dla klientów były przez kogoś weryfikowane?

- Nie wiem.

Prokurator

Dlaczego odszedł pan w WGI?

- Dostałem ofertę z banku BPH, który współpracował z WGI. To była atrakcyjna oferta.

Koniec zeznań świadka.

 

 

 

Kolejny świadek Maciej Ch, lat 36, ekonomista.

Pytania zadaje oskarżycielka posiłkowa Ewa Ś.

Czym się pan zajmował?

- Analizą oferty .Moim przełożonym był pan Kuczyński. Uczestniczyłem w spotkaniach, seminariach z klientami, gdzie opowiadałem o rynku. O wynikach WGI wiem tylko z oficjalnych publikowanych danych.

Czy wiedział pan dlaczego w WGI trwały kontrole KPWiG?

- Nie, nie dotyczyły mojego działu.

Czy wiedział pan coś o raportach do klientów?

- Tyle, że są wysyłane. Nie wiem, kto się tym personalnie zajmował. 

Kiedy pan zakończył pracę w WGI?

- Pod koniec kwietnia 2006 r. za porozumieniem stron. Już wiedziałem o cofnięciu licencji. 

Czy był pan zaskoczony cofnięciem licencji?

- Było dużym. Firma pracowała normalnie, do dnia gdy się o tym dowiedzieliśmy.

Czy wie pan coś o nieprawidłowościach w działaniu firmy?

- Nie.

 

 

 

 

Drugi dzisiejszy świadek to Gracjan G., lat 53, specjalista finansowy.

_ Pracowałem w firmie jako trader, wykonywałem transakcje na rynku walutowym. Pracowałem od jesieni 2005 do końca firmy, do maja-czerwca 2006 r. 

Oskarżycielka posiłkowa Ewa Ś.

Czy na koniec pana pracy zajmował się tyko transakcjami forex?

- Tak.

Był pan codziennie w pracy?

- Tak, nie pracowałem z domu. Odpowiadałem tylko za swoje transakcje.

Czy w rezultatach przeważały zyski czy straty?

- Różnie, miewałem zyski, potem stratę. Nie pamiętam, jaką kwotą mogłem operować, myślę, że około 1-2 mln USD, tego rzędu kwoty.

Czy pana zwierzchnik pana nadzorował?

- Nie pamiętam, czy były ograniczenia kwotowe. W umowach mieliśmy taki zapis, że po osiągnięciu jakiejś straty był koniec transakcji i naszej pracy.

Kto był pana przełożonym?

- Trudno mi powiedzieć. Byłem samodzielnym dilerem. Nie przypominam sobie, kto nadzorował moje operacje. Wgląd w operacje miały inne osoby. Kto to robił - nie wiem, ale ktoś to robił. Raportowanie mogło być naturalnie przez dostęp do platformy transakcyjnej, nie trzeba było specjalnego nadzoru. 

WGI co miesiąc drukowało ponad tysiąc raportów dla klientów. Czy widział pan, jak to było robione?

- Nie interesowałem się tym, miałem prostą pracę.

Prokurator

Czy wśród transakcji, które pan przeprowadzał, były takie, które wymagały akceptacji osób trzecich?

- Nie potrzebowałem, bo to by nie przystawało do rynku, tu trzeba szybko podejmować decyzje. Był tam limit straty, którego nie można było przekroczyć.

Jak pan trafił do WGI?

- Przez headhuntera. Wcześniej pracowałem w Banku Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych, byłem obecny na tym rynku wcześniej. 

Pełnomocniczka poszkodowanych

Kiedy pan poniósł stratę i jak wyglądało jej odpracowanie?

- Nie pamiętam. Każdy z dilerów ma swoją strategię. Nigdy nie przekroczyłem tego maksymalnego progu straty. Moje straty to były na poziomie 40 tys. zł, trwały pięć minut. Do limitu straty miałem bardzo daleko. To gra rynkowa, trzeba do niej energicznie podchodzić.

Czy wie pan jaka była przyczyna zwolnienia pana kolegi?

- Przekroczył ustalony limit straty. Nie pamiętał, jaki to był limit. Poza tym limit oznacza sobie sam diler otwierając transakcję. My otwieraliśmy dość nieduże transakcje, więc te straty nie powinny być jakieś szokujące.

Obrońca

Czy straty na rynku forex są czymś nadzwyczajnym?

- Nie. Jeśli mamy 1 mln EUR i na nim zmiana nastąpi o jeden punkt, to jest sto złotych straty. Wahania mogą być na 200 pips, czyli przynieść 20 tys. zł straty. Wahania mogą być też z drugą stronę. Takie straty zdarzają się w każdej instytucji, która podejmuje grę rynkową.

Czy pieniądze, które pan inwestował, pochodziły z lewaru czy ze środków własnych?

- Na platformie był system lewaru. Kiedy otwierałem pozycję o wartości 2 mln USD, to nie angażowałem takiej kwoty, tylko jej jakąś część. Wysokość lewaru zależała od wpłaconej kwoty.

Sędzia

Pozostali oskarżyciele posiłkowi sformułowali tezę, że może mieć pan wiedzę o fałszowaniu informacji. 

- Nie mam takiej wiedzy, do odebrania licencji nie miałem żadnej świadomości, że coś złego się dzieje. Nie interesowałem się tym, co dzieje się na zewnątrz, nie miałem żadnego wrażenia, że dzieje się cokolwiek złego. Sytuacje się zmieniła po odebraniu licencji.

Świadek jest wolny, ale pełnomocniczka oskarżycieli prosi sędzię o zdyscyplinowanie obrońcy, bo według niej obrońca czyni uwagi nieprzystające. Jeśli obrońca uważa, że pytania są nie na miejscu, to powinien poprosić o uchylenie pytania, a nie o komentarze. 

Sędzia prosi o zachowanie powagi i powstrzymanie się od komentarzy. 

 

 

Zaczynamy. Świadek z aresztu doprowadzony i czeka w odosobnionym miejscu na wezwanie. Na początek zeznaje jednak Jarosław J., lat 49, informatyk.

W końcu 2002 r. miałem pierwszy kontakt z WGI. Spotykałem się z różnymi przedstawicielami firmy, żeby dowiedzieć się o inwestycjach spółki. W lipcu 2003 r. podpisałem umowę i powierzyłem im 150 tys. zł. Do grudnia 2004 r. kontakty były ograniczone, a potem się zintensyfikowały, po informacji, że WGI dostała licencję i przekształca się w dom maklerski. Podpisałem umowę z WGI DM. Przez ten czas przed 2004 r. co miesiąc przychodziły wyciągi z wynikami, które były zadowalające, na papierze. Po podpisaniu umowy z DM, kontakty znów osłabły. Zintensyfikowały się dopiero od lutego 2006 r. bo pojawiły się medialne informacje o nieprawidłowościach w WGI DM. Kontaktowałem się z firmą, uzyskałem jednak informacje, że to nieprawda. Zapewniano mnie, że wszystko jest w porządku. W kwietniu wybuchła istotna bomba medialna o cofnięciu licencji przez KPWiG. Wtedy próbowałem się skontaktować z prezesami i wymusić spotkanie. Nie uzyskałem odpowiedzi. Później nastąpiły działania związane z wypłatą pieniędzy i rozwiązaniem umowy. W maju 2006 r. zakończyły się moje próby kontaktów, potem nie było już z kim się kontaktować.

Pełnomocniczka poszkodowanych:

Z kim się pan kontaktował, kto pana uspokajał?

- Marta S., Tadeusz S. Potem skontaktował się ze mną rzecznik prasowy, który jednoznacznie potwierdził mi, że informacje w mediach są nieprawdziwe.

Czy inwestował pan więcej niż 150 tys.?

- Nie, ale wypłaciłem z DM 28 tys. zł.

Czy raporty dostawał pan regularnie?

- Tak, co miesiąc, na początku każdego miesiąca. Były dość proste, drukowane i podpisane w nieczytelny sposób. Potem miały formę nieco bardziej elegancką, i nie były podpisane, jako wyciąg elektroniczny.

Co te raporty wskazywały?

- Saldo na koniec okresu i wyniki. Zgadzały się w moim przypadku. Nie znalazłem żadnego błędu formalnego lub logicznego. Skończyłem na kwocie 178 tys. zł. Nie powalające, ale wyższe niż z lokat. Po złożeniu dyspozycji wypłaty dostałem 1,3 tys. zł. To wszystko. W czasie trwania współpracy rozmawiałem z firmą o metodach inwestycyjnych, na przykład z dyrektorem inwestycyjnym. Dostawałem ogólnikowe informacje, zasłaniali się, że sposób inwestowania to know-how firmy.

W maju 2006 r., czy próbował pan weryfikować z syndykiem swoje dane?

- Od tego czasu jestem klientem kancelarii Gessel, razem kontaktowaliśmy się z różnymi osobami i weryfikowaliśmy informacje. Działało dwóch syndyków. Generalnie mało co się zgadzało. Nie mam wiedzy, jak pracowały moje pieniądze i chyba nie da się do tego dostać. Wszystkie te pieniądze były wrzucone do jednego worka i nie można ich rozdzielić, wskazać do jakich trafiły transakcji.

Prokurator

Skąd się pan dowiedział o firmie?

- Z mediów i internetu. W telewizji często pojawiał się Richard Mbewe, główny ekonomista WGI. To i informacje z mediów, moje wizyty w siedzibie, wszystko wskazywało, że to poważna firma. Kiedyś zapytałem, co się stanie jeśli spółka upadnie. Kancelaria Basak i wspólnicy odpowiedziała, że pieniądze klientów nie wchodzą w masę upadłości i że są na osobnych kontach.

Czy miał pan jakiegoś opiekuna?

- Tak, Tadeusz S. lub Marta S.

Pełnomocniczka

Usiłował pan wypłacić pieniądze w 2006 r.?

- Tak, po odebraniu licencji złożyłem dyspozycję wypłaty wszystkich środków i wypowiedziałem umowę. Dostałem 1,3 tys. zł. To było 22 maja. Miała to być całość kwoty z ostatniego wyciągu z 31 marca 2006 r.

Poszkodowana

Czy dostał pan informację od syndyków, jakie kwoty były przekazywane do KPWiG?

- Tak, te kwoty były różne. Do KPWiG były to daleko niższe kwoty. Nie uzyskałem informacji dokładnych.

Obrona nie ma pytań. Sędzia czyta zeznania świadka z 2009 r.

 

 

Plan sędzi Anny Bator-Ciesielskiej na dziś jest ambitny: siedmiu świadków. Jednym z najciekawszych jest Artur E., który już raz był wzywany, ale się nie stawił, bo… przebywa w areszcie. Rozpoczęcie dzisiejszej rozprawy opóźnia się, bo czekamy na jego doprowadzenie przez policję.

Artur E. miał negocjować z Maciejem S., prezesem WGI, odkupienie od niego luksusowej posiadłości. Villa Radość ma ponad 1 tys. mkw. powierzchni, duży ogród oraz basen. Była wynajmowana do kręcenia filmów, jak „Przepis na Życie”, „Ciacho”, „Trzeci oficer”, „Rezydencja” czy na imprezy. Do 2006 r. należała do Macieja S., potem prokuratura zabezpieczyła nieruchomość do kwoty 3,3 mln zł. Jednak, jak pisała wiosną 2013 r. „Rzeczpospolita”, zabezpieczenie to jest iluzoryczne, bo do hipoteki na kwotę do 5 mln zł w 2007 r. wpisany został ojciec Macieja S., który miał pożyczyć mu pieniądze. Dodatkowo, po zwolnieniu z aresztu, Maciej S. aktem darowizny przekazał nieruchomość żonie Katarzynie, a w 2009 r., jako darowiznę otrzymała ją teściowa szefa WGI. Na początku 2012 r. w księgi wieczyste nieruchomości wpisano kilka umów: dzierżawy, poddzierżawy i najmu m.in. na Katarzynę S. i jej spółki. Dlatego nieruchomość nie znalazła nabywcy w licytacji komorniczej, choć cena wywoławcza była ustanowiona na 2,4 mln zł.

W prokuraturze w 2012 r. Artur E. twierdził, że te czynności prawne miały na celu udaremnienie licytacji nieruchomości. Na początku 2012 r. świadek rozmawiał z Maciejem S. o zakupie Villi Radość. Były szef WGI miał wówczas wskazywać, że mimo zabezpieczenia nieruchomości przez prokuraturę, ze sprzedażą nie powinno być problemów, bo „jest w dobrych  relacjach, również nieformalnych, z prokuraturą i osobą prowadzącą postępowanie”, dzięki czemu prokuratura zaakceptuje inne zabezpieczenie majątkowe. Sprzedaż za 9 mln zł (do negocjacji) miała się odbyć w kwietniu 2012 r., jednak świadek miał nabrać podejrzeń, że Maciej S. chce tylko wyłudzić zadatek lub całą kwotę transakcji. Małżeństwo S. również nie było przekonane do robienia interesu z Arturem E., bo w Internecie odkryło publikacje o jego niejasnych interesach.

Poszkodowani w sprawie WGI składali liczne wnioski do prokuratury, sugerując m.in., że wycena nieruchomości jest zaniżona (według nich powinna opiewać na 8-10 mln zł). Domagali się także unieważnienia czynności obciążających hipotekę willi na rzecz żony, ojca i teściowej Macieja S. Pod koniec października 2014 r. prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa, wskazując że wszystkie wskazane czynności były dokonywane po dacie zajęcia nieruchomości, więc nie spełniają przesłanki udaremniania wierzycieli w obliczu grożącej mu niewypłacalności.

Villa Radość od października 2014 r. jest własnością spółki Invesco Group z podwarszawskich Ząbek. Nadal jest jednak zabezpieczona hipoteką na rzecz mBanku (prawie 4 mln zł) i prokuratury.

Proces szefów domu maklerskiego WGI – Macieja S., Łukasza K. i Andrzeja S. - toczy się w warszawskim sądzie okręgowym od września 2013 r. Prokuratura zarzuca im m.in. wyrządzenie szkody majątkowej w wielkich rozmiarach. W akcie oskarżenia wymienia nazwiska blisko 1,2 tys. poszkodowanych na łączną kwotę blisko 250 mln zł.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Górecki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Prawo / Siedmiu świadków w sprawie WGI (RELACJA)