Skromność+ budzi popłoch

JSW i PKO BP musiały przerwać walne zgromadzenia, bo rząd wciąż nie wie, jak wprowadzić w życie cięcie premii zarządów spółek. Tysiące menedżerów ma stracić dziesiątki milionów złotych. A ile straci skarb państwa?

Już w dwóch giełdowych spółkach kontrolowanych przez skarb państwa ogłoszono przerwę w zwyczajnych walnych zgromadzeniach, których zadaniem jest zatwierdzenie sprawozdań za 2017 r. i udzielenie skwitowań władzom spółki. 18 maja ogłoszono przerwę w walnym PKO BP, a 29 maja — w Jastrzębskiej Spółce Węglowej.

SKROMNIE, SKROMNIEJ, NAJSKROMNIEJ
Wyświetl galerię [1/2]

SKROMNIE, SKROMNIEJ, NAJSKROMNIEJ

Z pomysłem obniżenia wynagrodzenia posłom, samorządowcom i menedżerom państwowych firm wyszedł w kwietniu Jarosław Kaczyński, prezes PiS. „Będzie dużo, dużo skromniej” — zapowiedział, a rząd jego słowa wprowadza teraz w życie. Fot. Krystian Maj - Forum

Z naszych informacji wynika, że w obu przypadkach powód jest ten sam — rząd wciąż nie wie, jak wprowadzić w życie cięcia premii menedżerskich, które w kwietniu zapowiedział Jarosław Kaczyński, prezes PiS. Dlatego rząd woli odłożyć w czasie głosowanie np. nad absolutoriami dla członków zarządu.

Ma być skromniej

O przerwę w walnych PKO BP i JSW wnioskował skarb państwa, który jest głównym akcjonariuszem obu firm. W przypadku PKO BP uzasadnił to tym, że „w związku z szerokim zakresem zmian wprowadzonych do statutu banku, dostosowujących jego brzmienie do ustawy o zarządzaniu mieniem państwowym, zaistniała potrzeba przeprowadzenia dodatkowych analiz dokumentów”.

— Chodzi o kwestię premii — mówi nasz rozmówca, zbliżony do sprawy.

W przypadku JSW uzasadnienia dla przerwy nie podano. Na nasze pytania nie odpowiedziało też nadzorujące spółkę Ministerstwo Energii, . Nasi rozmówcy wskazują jednak jasno, że chodzi o roczne bonusy. Plan obcięcia premii menedżerom państwowych firm określa się w kuluarach hasłem „Skromność+”. Ojcem pomysłu jest Jarosław Kaczyński, który w słynnym już wystąpieniu zapowiedział, że posłowie, samorządowcy i menedżerowie spółek skarbu państwa będą zarabiać skromniej.

— Zniesione zostaną wszelkie dodatkowe, poza pensją, świadczenia, jeśli chodzi o kierownictwa spółek skarbu państwa. Te dodatkowe świadczenia są często na poziomie pensji. Tego już nie będzie — mówił Jarosław Kaczyński.

Skarb państwa nadzoruje około pół tysiąca spółek. Większość z nich ma kilka-kilkanaście spółek zależnych. W ich zarządach zasiada kilkutysięczna armia menedżerów. To oni stracą — trudno precyzyjnieoszacować, ile, ale w grę wchodzi co najmniej kilkadziesiąt milionów złotych.

Zdążyć przed wyborami

Wizja jest, gorzej z realizacją. Z naszych informacji wynika, że nad tym, jak wdrożyć zapowiedziane przez prezesa Kaczyńskiego zmiany, zastanawiają się eksperci w kancelarii premiera. Decyzji nie ułatwia im podobno hospitalizacja pomysłodawcy.

Kancelaria premiera od ponad dwóch tygodni nie odpowiada na nasze pytania dotyczące możliwych cięć. Nasi rozmówcy podkreślają tymczasem, że motywację urzędnicy mają silną i czysto polityczną — chcą, by w raportach finansowych za 2018 r., które będą publikowane wiosną 2019 r., spółki mogły pokazać, że obietnica została spełniona, wynagrodzenia spadłyi jest skromniej. To dla partii ważne, skoro w maju 2019 r. odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego, a jesienią 2019 r. — do polskiego parlamentu.

Problem w tym, że kontrakty menedżerskie jasno precyzują, kiedy bonus przysługuje, a kiedy nie, a prawo nie działa wstecz. Proponowane zmiany są też całkowicie sprzeczne z uzasadnieniem Ustawy o zasadach kształtowania wynagrodzeń osób kierujących niektórymi spółkami z czerwca 2016 r. (patrz ramka).

Aneksami w premie

Dowiedzieliśmy się, jakie pomysły chodzą urzędnikom po głowie. Pierwszy z nich zakłada nieudzielenie absolutorium zarządom państwowych spółek. Mechanizm wydawałby się prosty — skoro absolutorium to warunek konieczny do tego, by rady nadzorcze przyznały zarządom premie, to brak absolutorium oznacza brak premii. Nasi rozmówcy przekonują jednak, że pomysł nie ma szans. Brak absolutorium byłby poważną skazą na zawodowych życiorysach menedżerów, a z jego nieuzyskania musieliby się tłumaczyć przed Komisją Nadzoru Finansowego np. ci, którzy w przyszłości kandydowaliby na ważne stanowiska w sektorze finansowym.

Drugi pomysł zakłada zmniejszenie premii, np. do 10 czy 20 proc. pierwotnie zaplanowanej kwoty. Problem w tym, że większość menedżerów spełniła wszystkie cele zarządcze na 2017 r.

— Spełnienie celów i uzyskanie absolutorium wystarcza do tego, by wygrać w sądzie sprawę o wypłatę pełnej premii — sygnalizuje jeden z menedżerów.

Pozwy sądowe są jednak mało prawdopodobne. W przemyśle państwo gra na tyle znaczącą rolę, że menedżerom spory nie są na rękę. W finansach sektor prywatny jest silniejszy, ale także tu spory mogą być niemile widziane.

Trzeci z pomysłów może się oprzeć na dobrowolnej rezygnacji przez menedżerów z premii — mieliby np. podpisać aneksy do umów. Mogliby też — na wzór ministrów — przekazać premie na szczytne cele.

Kłopotliwy sektor finansowy

Osobną zagwozdką dla kancelarii premiera jest sektor finansowy, czyli kontrolowane przez państwo PZU, Pekao, Alior i PKO BP.

Po pierwsze, w sektorze finansowym kwestia wynagrodzeń regulowana jest m.in. na poziomie europejskim, w dyrektywie z 26 czerwca 2013 r. (CRD IV). Dyrektywa wymaga m.in. tego, by ocena pracownika instytucji finansowej obejmowała kilku lat, a wypłata premii była rozłożona na trzy do pięciu lat. Trudno więc obciąć premię jednym ruchem i tylko w jednym roku.

Po drugie, w spółkach finansowych skarb państwa już dziś ma problem ze skutecznym wprowadzeniem nowych zasad wynagradzania. Przykładowo, udało mu się w PKO BP i PZU, ale w Pekao już nie. W przypadku Pekao wewnętrzne analizy wskazały, że państwowe PZU nie sprawuje pełnej kontroli nad bankiem (w którym ma ponad 20 proc. akcji, a kolejne 10 proc. ma państwowy fundusz PFR, który jest zobowiązany umową do głosowania jak PZU). Nowych zasad więc na razie w Pekao nie ma.

Efekty urzędniczych analiz będzie można ocenić w czerwcu, bo wtedy odbędzie się większość walnych zgromadzeń państwowych firm giełdowych. Akcjonariusze PKO BP zgromadzą się ponownie 18 czerwca, a JSW — 28 czerwca. Za sobą zwyczajne walne zgromadzenie ma już zaś energetyczny Tauron. Jego zarząd dostał w kwietniu absolutorium i — jako że spełnił cele zarządcze na 2017 r. — dostał premie.

Ile straci skarb?

Sprawę premii z niesmakiem obserwują łowcy głów, wyspecjalizowani w rekrutacji menedżerów na najwyższe stanowiska. Poprosiliśmy o komentarz jednego z nich.

— Po obcięciu premii pensje zarządów spółek skarbu państwa będą atrakcyjne dla urzędnika średniego szczebla w urzędzie powiatowym. Dla menedżerów wysokiej klasy — już nie — uważa nasz rozmówca.

Zaniepokojeni pomysłem likwidacji bonusów są też zagraniczni zarządzający.

— Pytają nas, jaka może być jakość zarządzania za 10-15 tys. EUR miesięcznie i jaką będziemy mieć motywację do poprawianiawyników, skoro zlikwidowany zostanie system premiowy. Mówią wprost o kolejnej niedopuszczalnej ingerencji państwa w spółki giełdowe i sugerują, że będą wyprzedawać nasze akcje, a to zaowocuje obniżeniem wyceny. Straci więc także skarb państwa — mówi członek zarządu jednej z największych firm przemysłowych.

— Liczne nierynkowe ingerencje ministra energii w spółki energetyczne zaowocowały obniżeniem ich wartości o blisko 30 mld zł. Tym razem ingerencja dotyczy wszystkich sektorów i spółek, więc rachunek będzie bardzo słony — mówi nasz rozmówca z zagranicznego banku inwestycyjnego. © Ⓟ

Dlaczego premia jest potrzebna?

W 2016 r. weszła w życie ustawa o zasadach kształtowania wynagrodzeń osób kierujących niektórymi spółkami. To ona wprowadziła obowiązkowy podział pensji zarządów na część stałą i zmienną, wprowadziła też zasady przyznawania części zmiennej, uzależniając ją od spełnienia celów zarządczych. Po co był ten podział?

„Bardzo istotną wadą ustawy kominowej [czyli poprzedniego sztywnego modelu wynagradzania — red.] jest brak systemu premiowania skutecznych menedżerów, tj. brak powiązania zarobków kadry menedżerskiej z wynikami spółki oraz osiągniętymi celami. W związku z powyższym zaproponowano zmianę, która w krótkim czasie poprawi efektywność zarządzania spółkami, a w konsekwencji poprawi ich wyniki i będzie mieć pozytywny wpływ na sytuację pracowników” — czytamy w uzasadnieniu projektu ustawy z 2016 r.

„Spółki powinny być zarządzane przez możliwie najlepszych specjalistów dostępnych na rynku, podczas gdy obowiązujące [wówczas — red.] ograniczenia w żadnej mierze nie zachęcają do podejmowania się kierowania podmiotami, w sytuacji gdy sektor prywatny na zbliżonym stanowisku potrafi zaoferować nawet kilkukrotnie większe wynagrodzenie” — czytamy w kolejnym akapicie.

„Efektem projektowanych zmian będzie profesjonalizacja kadr menedżerskich” — napisano z kolei w Ocenie Skutków Regulacji.

Ile oni zarabiają?

Ustawa z 2016 r. wprowadziła zasadę, że wynagrodzenia zarządów firm kontrolowanych przez państwo będą mieścić się w widełkach zależnych od wielkości spółki. Dla największych ustalono przedział od 7- do 15-krotności przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw (4739,51 zł na koniec 2017 r.). Na drugie tyle, według ustawy, menedżerowie mogą liczyć w formie premii, o ile osiągną wyznaczone przez radę nadzorczą cele zarządcze. W spółkach energetycznych (PGE, Enei, Enerdze i Tauronie) pensje ustalono na maksymalnym możliwie poziomie, natomiast premie ograniczono do 50 proc. dozwolonej kwoty. Wyjątkiem jest podobno PKN Orlen, w którym premia może sięgnąć 100 proc. wynagrodzenia podstawowego.

Przykładowo, Wojciech Jasiński, były już prezes Orlenu, dostał w 2017 r. 1,22 mln zł pensji i 1,18 mln zł premii.

OKIEM ANALITYKA - Andrzej Powierża, DM Citi Handlowy

Inwestorzy źle to przyjmą

Dla inwestora najważniejsze jest to, by w spółce pracowali kompetentni i uczciwi menedżerowie. Za dobre wyniki jest skłonny hojnie wynagradzać. Uważam, że skarb państwa powinien wyraźnie wskazać, które z kontrolowanych przez niego podmiotów działają komercyjnie, a które pełnią strategiczne funkcje państwowe. W tych pierwszych menedżerowie powinni zarabiać zgodnie ze standardami rynkowymi, a w tych drugich — zgodnie ze standardami obowiązującymi w administracji państwowej. W tym drugim przypadku skarb państwa powinien kontrolować 100 proc. kapitału. Nie ma sensu zapraszać do tych firm akcjonariuszy mniejszościowych.

To nie jest pierwsza próba ograniczenia wynagrodzeń w państwowych spółkach. Dla inwestorów istotne będzie to, czy fachowcy zareagują odejściami, czy nie. Jeśli będą odejścia, to reakcja inwestorów na pewno będzie negatywna.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Banki / Skromność+ budzi popłoch