SNB przecenił GNB

Emil Szweda
opublikowano: 2015-01-19 00:00

CATALYST Choć Catalyst jako całość po raz kolejny wykazał małą wrażliwość na turbulencje na światowych rynkach, to jednak decyzja SNB odcisnęła się również na części tego rynku.

Konkretnie na notowaniach obligacji trzech banków — mBanku, Millennium i Getin Noble Banku (GNB). Spadek notowań obligacji dwóch pierwszych o 100 pkt. baz. w normalny dzień na tak mało transakcyjnym rynku, jakim jest BondSpot, może uszłaby uwadze obserwatorów, ale skoro szwajcarski bank centralny (SNB) uwrażliwił wszystkich na ekspozycję polskich banków na ryzyko walutowe (ich klientów), trudno nie wiązać jednego z drugim. Ofiarą powrotu polityki SNB do wolnorynkowych reguł (choć znajdują się głosy o utracie wiarygodności przez SNB wskutek podejmowania zaskakujących decyzji, można też uznać, że wcześniejsze ustalenie bariery notowań CHF było łamaniem rynkowych reguł gry, zaś jej zniesienie jest powrotem do przejrzystej polityki) w największym stopniu są jednak papiery GNB. Po pierwsze, trafiły one głównie do portfeli detalicznych inwestorów, którzy mają największe skłonności do podejmowania pospiesznych decyzji bazujących na emocjach. Po drugie, rynek jest płytki, więc zwiększenie podaży widać było natychmiast po kursach.

Trzeba odnotować, że nie brakowało też kupujących, którzy uważają być może spadek notowań obligacji banku poniżej nominału za dobrą okazję. Zwłaszcza uspokajający komunikat Komisji Nadzoru Finansowego o odporności sektora bankowego na przebieg notowań franka mógł skłaniać do takich rozmyślań. Jednak przed komunikatem na portalu biztok.pl pojawiła się wypowiedź Macieja Krzysztoszka z KNF, który miał powiedzieć, że jeden z banków nie zaliczył październikowego stress testu przy kursie franka na poziomie 4,2 zł. To brzmi jak pocałunek śmierci, choć nie wiadomo, gdzie adresowany, bo to nie GNB ma największy udział kredytów w „szwajcarze” w portfelu. Ostatecznie w przewadze byli ci inwestorzy, którzy uznali, że lepiej pozbyć się papierów GNB o 1 czy nawet 4 pkt. proc. poniżej nominału, niż czekać na rozwój wypadków. Dotychczasowa odporność systemu bankowego na różnorakie zawirowania na światowych rynkach premiuje jednak kupujących.

Poza bankami Catalyst wykazał się jak zwykle oazą spokoju. Z istotnych wydarzeń wypada wymienić debiut grudniowych obligacji Kruka. Są to papiery (dwie serie) o najdłuższym tenorze (6 lat) i najniższej marży (3,35 pkt. proc. ponad WIBOR3) spośród dotychczasowych emisji windykatora. Rynek przyjął je ciepło, z wyceną na poziomie 102-103,3 proc. Niestety — efektywna marża spada przy takich cenach do 3,0-2,8 pkt. proc., a to już legitymacja do obniżenia marży w kolejnych emisjach. Kruk ma ważny prospekt i kolejną emisję może zaoferować detalicznym inwestorom.

Z tego samego powodu równie ważnym wydarzeniem był piątkowy debiut obligacji Ghelamco z publicznej oferty zakończonej krótko przed świętami. Wycena w pobliżu nominału — a tym bardziej powyżej — to uznanie przez rynek, że marża na poziomie 3,5 pkt. proc. ponad WIBOR6M odpowiada obecnemu postrzeganiu atrakcyjności inwestycji w papiery Ghelamco, mimo że starsze serie wyceniane są wciąż z rentownością znacznie wyższą: 6,0-6,5 proc. dla papierów zapadających w 2018 r. wobec 5,5 proc. nominalnego oprocentowania serii z publicznej emisji. © Ⓟ