Platformy internetowe takie jak Facebook i Twitter wykorzystują takie same psychologiczne mechanizmy, jak biznes hazardowy — twierdzą eksperci cytowani przez „The Guardian”. Korzystanie z takich portali aktywuje te same obszary mózgu, co narkotyki, powodując „dreszczyk emocji”, z którego nie chcemy rezygnować, powoli się uzależniając.
— W ekonomii internetowej zysk wyrażany jest funkcją stałej uwagi konsumenta. Mierzy się ją liczbą kliknięć i czasem spędzonym na stronie — mówi Natasha Schüll, autorka książki „Addiction by Design”.
Niezależnie od tego, z którym portalem społecznościowym mamy do czynienia — może chodzić o przewijanie zdjęć na Instagramie albo śledzenie Snapchata — użytkownik zostaje wciągany w pewien schemat, którego nie do końca jest świadomy: powtarzające się cykle przeżyć, takich jak niepewność, oczekiwanie i doświadczanie oceny. Nagroda, jaką za każdym razem otrzymuje (rozumiana jako różnego rodzaju emocje), jest wystarczająca, żeby nie przestawał się w nie angażować.
— Musimy zacząć zdawać sobie sprawę z kosztów, jakie niesie za sobą poświęcanie czasu na social media. To nie jest zwyczajna gra — to coś, co wpływa na nas w aspektach finansowym, fizycznym i emocjonalnym — mówi Natasha Schüll.
