To będzie gorący miesiąc dla transportowej firmy, która liczy, że ściągnie z warszawskiej giełdy do 160 mln zł.
Warszawski Pekaes, największa w kraju firma spedycyjno-transportowa, przygotował ambitną strategię rozwoju.
— Na program inwestycyjny będziemy potrzebować ponad 200 mln zł — mówi Jan Dalgiewicz, prezes spółki.
Stąd pomysł, aby większą część tej kwoty uzyskać na giełdzie.
Wszystko gotowe
Prospekt Pekaesu zyskał już akceptację Komisji Papierów Wartościowych i Giełd. Następne kroki mają wyglądać następująco: 12 listopada — ustalenie przedziału cenowego, 15-19 — przyjmowanie zapisów od drobnych inwestorów (do 18 — budowa księgi popytu dla instytucji), 19 — ustalenie ceny akcji, 24 — przydział walorów.
— Mamy już zgodę na wprowadzenie akcji do obrotu. Debiut planujemy wstępnie na 26 listopada — dodaje Jan Dalgiewicz.
Pekaes zaoferuje 7-12 mln akcji nowej emisji, jego firmy zależne sprzedadzą 4,1 mln już istniejących walorów. Prezes spodziewa się uzyskać tą drogą 150-160 mln zł.
Wschodnie nadzieje
Kwota ta będzie uzupełniona środkami własnymi — około 70 mln zł — i w ten sposób zostanie dopięte finansowanie zaplanowanych inwestycji. Na co pójdą pieniądze? 100 mln zł zostanie przeznaczone na odnowienie taboru, 20 mln na systemy informatyczne, a 25-30 mln na przejęcia. Prowadzone są już zaawansowane negocjacje, w niedługim czasie powinna więc nastąpić akwizycja dwóch firm. Pierwsza zajmuje się spedycją kolejową, druga spedycją intermodalną (wiązany transport, np. morsko-samochodowy).
Reszta środków pójdzie na uzupełnienie infrastruktury, głównie przy wschodniej granicy.
— Liczymy na rynki wschodnie, które muszą w końcu się otworzyć — mówi Wacław Wojciechowski, członek zarządu spółki.
Zarząd Pekaesu zapowiada na ten rok 27,6 mln zł zysku wobec 10,8 mln zł w 2003 r. Do tej pory firma chętnie dzieliła się z akcjonariuszami, wypłacając w formie dywidendy około 15 proc. zarobionych pieniędzy. Ten zwyczaj się utrzyma.