Sprawa PKO BP wróciła na wokandę
Po kilkumiesięcznej przerwie na wokandę Sądu Okręgowego w Koninie wróciła głośna afera banku PKO BP w Turku. Dyrektorowi placówki zarzuca się, że przyczynił się do strat na szkodę banku wysokości 9 mln zł, natomiast trzem pracownikom banku poświadczenie nieprawdy i fałszowanie dokumentów.
Zdaniem Marka Kordowieckiego, przewodniczącego składu sędziowskiego, to najobszerniejsza sprawa w historii konińskiego sądu okręgowego. Na ławie oskarżonych zasiadło trzynastu oskarżonych, przeciwko którym zebrano 120 tomów akt z obciążającymi ich dowodami.
Na ostatniej rozprawie, do której doszło 30 maja br., zaistniała możliwość zawarcia porozumienia z trzema oskarżonymi pracownicami banku.
Trzy osoby się przyznały
— Porozumienie jest możliwe, ponieważ trzy oskarżone w procesie pracownice PKO BP w Turku zgodziły się na dobrowolne poddanie się karze i tym samym przyznały się do winy. W takim wypadku muszą teraz wyznaczyć sobie karę, którą z kolei musi zaakceptować prokurator i sąd — wyjaśnia Marek Kordowiecki.
Aby ułatwić prowadzenie procesu, dotychczasowa jedna sprawa zostanie podzielona na dwie: wątek bankowy, w którym oskarżeni są pracownicy PKO BP, będzie rozpatrywany przez Sąd Rejonowy w Turku, natomiast kredytobiorcami zajmie się Sąd Okręgowy w Koninie.
Kredyty bez pokrycia
Na przełomie lat 80. i 90. w PKO BP w Turku doszło do nieprawidłowości w udzielaniu kredytów. Sprawę wykryto przypadkowo, podczas rutynowej kontroli banku. Kredytobiorcami była grupa dziewięciu lokalnych biznesmenów, którzy zaciągali kredyty w wysokości od kilku do kilkuset tysięcy nowych złotych. W sumie bank udzielił im kredytów na kwotę około 9 mln zł. Okazało się, że były one udzielane bez sprawdzenia, czy kredytobiorcy mają zabezpieczenie na tak wysokie sumy. W rzeczywistości zaciągający kredyty nie tylko nie mieli takiego zabezpieczenia, ale wielu z nich pożyczało pieniądze w PKO BP po to, by spłacić kredyt zaciągnięty w innym banku.
Pechowa trzynastka
Sprawa trafiła do prokuratury. Akt oskarżenia objął trzynaście osób: dyrektora banku, trzech pracowników i dziewięciu kredytobiorców. Dyrektorowi zarzucono, że przyczynił się do strat na szkodę banku wysokości 9 mln zł, natomiast pracownikom poświadczenie nieprawdy na korzyść kredytobiorców i fałszowanie dokumentów.
Proces przeciągał się, ponieważ dwa lata trwało opracowanie ekspertyzy, wykonywanej na wniosek sądu. Miała ona udokumentować dokonane w banku nieprawidłowości. Później proces odroczono i rozpoczęto ponownie po kilku miesiącach.
Kolejna rozprawa odbędzie się pod koniec września tego roku.