Elżbieta Sjoblom, która już raz spekulacyjnie zarobiła na akcjach Próchnika, ma zostać stabilnym udziałowcem.
Akcjonariusze Próchnika, giełdowego producenta odzieży, zgodzili się wczoraj na obniżenie kapitału z 20 mln zł do 5 mln zł. Uzyskane pieniądze zostaną przeznaczone na pokrycie strat.
— To też podstawowy warunek przeprowadzenia emisji akcji — mówi Damian Ponczek, rzecznik łódzkiej spółki.
Spółka chce wyemitować od 10 mln do 20 mln akcji z prawem poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy. Znaczących udziałowców, którzy już teraz mogliby zagwarantować emisję, nie ma. Czy to oznacza, że plany spalą na panewce?
— Liczymy, że nie, choć podczas wczorajszego zgromadzenia akcjonariuszy ponownie nie było akcjonariusza, który dysponowałby więcej niż 5 proc. kapitału spółki — dodaje Damian Ponczek.
Akcje będą sprzedawane po 50 groszy, czyli po aktualnej cenie nominalnej. Spółka liczy więc na 5 mln do 10 mln zł.
— Pieniądze w pierwszej kolejności będą przeznaczone na spłatę 2 mln zł zobowiązań wobec ZUS — wyjaśnia Damian Ponczek.
Reszta środków ma wesprzeć produkcję. Żyjący od kilku lat ze zlecanych przeszyć Próchnik opracował własną kolekcję.
— Będzie ona sprzedawana w sieci Royal Collection. Powoli też będziemy się starali otwierać własne sklepy. Skorzystamy z pomocy innych producentów odzieży, aby w sklepie kupić można było nie tylko nasze płaszcze i kurtki, ale także garnitury i koszule — dodaje rzecznik Próchnika.
Spółka ma także szansę na stabilnego akcjonariusza. Ma nim zostać znana już z inwestycji w Próchnika Elżbieta Sjoblom. Na początku roku najpierw kupiła znaczny pakiet, a później z dużym zyskiem go sprzedała.
— Zarząd doszedł do wniosku, że lepiej byłoby, gdyby zainwestowała pieniądze w wykup wierzytelności Próchnika. Tak też się stało. Dlatego akcje zostały sprzedane — mówi Damian Ponczek.
Kupione od Banku BPH długi (ponad 2 mln zł) zostaną zamienione na akcje. Jeśli pierwsza emisja sprzeda się w minimalnym zakresie (10 mln akcji), to po konwersji udział Elżbiety Sjoblom w kapitale sięgnie 22 proc.