Strach został przełamany

Katarzyna Kozińska
opublikowano: 2005-07-21 00:00

Lokalne władze powoli oddają zarządzanie szpitalami w prywatne ręce. Ci, którzy już to zrobili, sami dziwią się, dlaczego tak późno.

Zarząd Powiatu w Ostródzie już trzeci raz poszukuje inwestora do powiatowego szpitala. Radni chętnie oddadzą nawet 74 proc. udziałów w spółce szpitalnej, której jedynym właścicielem jest dziś powiat. Chcą pozostawić sobie tylko pakiet niezbędny do zapewnienia istnienia szpitala. Chodzi o dokapitalizowanie placówki, która nie jest zadłużona.

Do odważnych świat należy

Ostróda jest jednym z coraz liczniej ogłaszających się regionów, które zdecydowały się na przekształcenie lokalnego szpitala z udziałem prywatnego kapitału. Kilkanaście dni temu Pomorze rozpoczęło poszukiwania partnera dla budowanego od 19 lat szpitala wojewódzkiego w Słupsku („PB” z 6 lipca 2005 r.). Ta inwestycja pochłonęła już ponad 100 mln zł, potrzeba jeszcze dwa razy tyle. Do wczoraj Urząd Miasta w Katowicach przyjmował oferty na szpital urologiczny. Jednocześnie poszukuje inwestora dla drugiej placówki w mieście. Do podobnego kroku przygotowuje się Zambrów na Podlasiu.

— Miasto przejęło szpital od powiatu. Placówka w 2004 r. wypracowała 148 tys. zł zysku i jeszcze kilka lat mogłaby śmiało działać samodzielnie, ale bez inwestycji w rozwój. Dlatego zdecydowaliśmy się pozyskać do współpracy zewnętrznego partnera teraz, a nie wtedy, gdy będzie to absolutna konieczność. Miasto dofinansowało szpital 2 mln zł. Na inwestycje potrzeba jeszcze około 5 mln zł, a tyle już nie mamy — mówi Bogdan Kamiński, wiceburmistrz Zambrowa.

Jego zdaniem, miasto zaprosi inwestorów do przedstawienia ofert na przełomie roku, bo kilka miesięcy zabierze jeszcze przygotowanie formalności. Podobnie jak w Ostródzie miasto chce zostawić sobie kontrolę niezbędną do zagwarantowania działalności placówki.

Ruch w interesie

Władze lokalne nadal niechętnie chwalą się przekształceniami w służbie zdrowia. Powoli jednak przełamują strach i stereotypy związane z prywatyzacją szpitali. Argumentem jest potrzeba zdobycia kapitału na rozwój. Zadłużenie polskich szpitali ocenia się na ponad 8 mld zł. Przekształcenia toczą się kilkoma ścieżkami. Znalezienie inwestora, który w spółce szpitalnej obejmie większościowy pakiet, to najbardziej popularna z metod. Największym doświadczeniem w tym zakresie może się jak dotąd pochwalić spółka EMC Instytut Medyczny, która na giełdzie zamierza zdobyć finansowanie na kolejne inwestycje (wywiad obok).

— Prowadzimy bardzo wiele rozmów, niektóre już zakończyły się fiaskiem. Ale w samorządach pojawiła się tendencja, by zrobić coś ze szpitalami. To dobry znak — uważa Jarosław Leszczyszyn, wiceprezes EMC.

Czasami władze lokalne decydują się nie sprzedawać od razu udziałów firmie z zewnątrz, ale oddać jej zarządzanie szpitalem. Samorząd Skwierzyny w Lubuskiem powierzył takie zadanie firmie Know How.

— Zasięgnęliśmy opinii w Skwierzynie i to przekonało nas do współpracy z Know How. Od 5 miesięcy szpital działa jako spółka Nowy Szpital, w której Know How ma 51 proc. udziałów. I po raz pierwszy od lat placówka nie przynosi strat — podkreśla Barbara Studzińska, wicestarosta Świecia w Kujawsko–Pomorskiem.

Nie ukrywa, że restrukturyzacja wymagała cięcia kosztów i zwolnienia części kadry.

Zegar tyka

— Szpital może też zyskać partnera do wydzielonej działalności. Zawiera z nim umowę i udostępnia powierzchnię, na której partner rozwija nowe usługi medyczne. Tak działają oddziały kardiologii interwencyjnej w Częstochowie, Łodzi i Nowym Sączu — mówi Andrzej Ryś, dyrektor Ogólnopolskiego Związku Prywatnych Pracodawców Służby Zdrowia.

Podobnie jest z wydzieleniem prywatnej firmie istniejącej działalności, np.: stacji dializ i laboratoriów.

Niektóre samorządy kończą reformę szpitala na przekształceniu publicznego zakładu opieki zdrowotnej w spółkę z o.o. Zwykle dlatego, że opór przed prywatyzacją jest zbyt silny. Z tego powodu z prywatyzacji szpitala miejskiego zrezygnowała w 2004 r. m.in. Bydgoszcz. Ale czasem nie warto odkładać przekształceń.

— Krakowski szpital kolejowy zbyt długo zwlekał z pozyskaniem inwestora, który zrestrukturyzowały placówkę. Kiedy się na to zdecydował, nie było już zainteresowanych. Szpitalowi grozi zamknięcie. Takie sytuacje uczą, że decyzje należy podejmować wcześniej. Koszty likwidacji szpitala ponosi bowiem samorząd — zaznacza Andrzej Ryś.

Wszyscy podkreślają, że prywatyzacja nie oznacza płatnego leczenia. Przekształcone placówki działają głównie w oparciu o kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia.