Po przeforsowaniu w środę wieczorem w Sejmie przez PiS z pomocą jego przybudówek nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji szkody wizerunkowe rządu – zaś w szerszym kontekście marki Polska – dorównują poniesionym w 2018 r. po pamiętnym przeforsowaniu nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Wtedy Jarosław Kaczyński wydał zgodę na dodanie przepisów karnych, przewidujących ściganie przez prokuratury i sądy polskie obywateli całego świata bez względu na ich miejsce zamieszkania. Mateusz Morawiecki szybko zorientował się w skali ponoszonych szkód politycznych i wymógł na swoim najwyższym szefie jednak podwinięcie ogona. Operacja błyskawicznego wycofania się skoordynowana została z izraelskim premierem Benjaminem Netanjahu, tamta globalna kompromitacja PiS potrwała pięć miesięcy, od stycznia do czerwca 2018 r.
Ciekawe, jak długo utrzyma się najnowsza, będąca następstwem uderzenia władców w krytyczną wobec nich stację TVN. Będzie to zależało od skali i twardości reakcji Stanów Zjednoczonych Ameryki, które nigdy nikomu nie darowują uderzania w ich inwestorów, czyli w tym wypadku w koncern Discovery. Waszyngton jeszcze bardziej nie znosi niedotrzymywania umów, w tym wypadku dwustronnego traktatu z 1990 r. o stosunkach handlowych i gospodarczych. Sojusznicze restrykcje to oczywiście nie sankcje i nie obejmą np. zawieszenia sprzedaży samolotów F-35 czy czołgów Abrams, ponieważ amerykański kompleks militarno-przemysłowy nie odpuści tak gigantycznego, wielomiliardowego wydojenia Polski bez obciążania się jakimś tam offsetem.
Odrębnym wątkiem jest sam sposób przeforsowania w Sejmie tzw. lex TVN. Rozkład sił realnie podpowiada, że przy stuprocentowej obecności posłów oraz uwzględnieniu wszelkich odejść, dołączeń, wstrzymywania się, etc. – PiS generalnie zachowuje minimalną większość. A zatem po wznowieniu posiedzenia Sejmu w uczciwie wyznaczonym terminie wrześniowym ustawa by przeszła. Podstawą parlamentaryzmu w każdej demokratycznej izbie na świecie są arytmetyczne wyniki głosowań. W środę o godz. 17:28:04 zgodnie z regulaminem 456 w pełni świadomych posłów (nieobecnych było 4) przegłosowało stosunkiem 229:227 przerwanie posiedzenia do września. Do którego?

No właśnie, marszałek Elżbieta Witek tego nie doprecyzowała, wnioski obejmowały 1 lub 2 września, sama wspominała o 15. Gdy po blisko dwóch godzinach wykonywała rozkaz prezesa o bezpodstawnym unieważnieniu tego prawomocnego głosowania i jego reasumpcji, wcale nie ukrywała, że „wina jest ewidentnie moja, bo ja wprowadziłam w błąd posłów, mówiąc do pana Kosiniaka-Kamysza, że to ja zdecyduję, do kiedy odroczę posiedzenie”. Po takim przyznaniu kolejne zdanie powinno brzmieć: „W związku z tym, że tak kompromitująco sprzeniewierzyłam się obowiązkom marszałka nałożonym w art. 10 ust. 1 regulaminu Sejmu, składam w trybie art. 10b rezygnację z funkcji”. Tak byłoby honorowo i propaństwowo, ale funkcjonariuszy władzy na taką uczciwość nie stać. Propozycja Lewicy, aby prokuratura ścigała marszałek jako funkcjonariusza publicznego z art. 231 Kodeksu karnego za niedopełnienie obowiązków lub przekroczenie uprawnień to oczywiście przesada. Ze względu jednak na wagę kompromitacji, potwierdzającej zjawisko przytoczone w tytule, sprawczynię powinien spotkać los jej poprzednika, czyli fruwającego marszałka Marka Kuchcińskiego.