Szulernie zastąpią kasyna

opublikowano: 13-06-2016, 22:00

Projekt ustawy hazardowej zawiera zapisy, które wbrew deklaracjom rządu przyniosą spadek wpływów podatkowych i rozwój szarej strefy

Nowelizacja ustawy hazardowej, przygotowana przez Ministerstwo Finansów (MF), zbiera dobre recenzje. Legalnym firmom podoba się drastyczne podniesienie kar za nielegalny hazard i blokowanie stron zagranicznych serwisów internetowych. Deklarowane cele: „zmniejszenie skali występowania szarej strefy” i wzrost dochodów budżetowych dzięki „skanalizowaniu graczy w legalnym segmencie rynku”, mają szansę na realizację. Nie w każdym jednak przypadku. Dwa dziwaczne zapisy projektu sprawią, że legalne kasyna staną na krawędzi bankructwa, a na rynku znów mogą pojawić się szulernie z ruletą i pokerem, dobrze znane z czasów PRL.

Wiesław Janczyk, wiceminister finansów odpowiedzialny za nowelizację ustawy hazardowej (z lewej), w przygotowanych przez jego urzędników przepisach dotyczących kasyn, nie widzi niczego złego. Zbigniew Benbenek, kasynowy potentat, uważa, że proponowane zmiany błyskawicznie wyeliminują legalne ośrodki gier z rynku i dadzą impuls do rozwoju hazardowego podziemia.
Wyświetl galerię [1/2]

PO DWÓCH STRONACH BARYKADY:

Wiesław Janczyk, wiceminister finansów odpowiedzialny za nowelizację ustawy hazardowej (z lewej), w przygotowanych przez jego urzędników przepisach dotyczących kasyn, nie widzi niczego złego. Zbigniew Benbenek, kasynowy potentat, uważa, że proponowane zmiany błyskawicznie wyeliminują legalne ośrodki gier z rynku i dadzą impuls do rozwoju hazardowego podziemia. STEFAN MASZEWSKI-REPORTER, GK

Jeden bubel to objęcie 10-procentowym podatkiem wszystkich jednorazowych wygranych w kasynie, przekraczających 2280 zł. Drugi — wprowadzenie konieczności przeprowadzania każdej transakcji w kasynie w formie obrotu bezgotówkowego, za pomocą kart płatniczych. Pierwsze rozwiązanie resort finansów tłumaczy „realizacją zasady sprawiedliwości podatkowej” — gracze w kasynie będą płacić tyle samo, ile uczestnicy innych gier hazardowych. Drugi zapis „ma na celu kontrolę legalności angażowanych środków pieniężnych” i MF, „nie wydaje się, by mogło [to — red.] stanowić jakikolwiek problem natury technicznej bądź organizacyjnej”. Operatorzy kasyn mają zupełnie inne zdanie. Zwracają uwagę, że nigdzie na świecie takie rozwiązania nie są stosowane. Zapytaliśmy o to MF. Pytanie pozostało bez odpowiedzi…

Tak czy siak — źle

Co jest zdrożnego w opodatkowaniu wygranych? Podstawowy problem polega na tym, że ustawa nie definiuje „jednorazowych wygranych”. W najbardziej kuriozalnej, acz możliwej interpretacji oznaczałoby to konieczność opodatkowywania każdego zakładu gracza, w którym wygrana przekracza 2280 zł (a takich sytuacji może być kilkadziesiąt, a nawet ponad sto w trakcie jednej wizyty w kasynie!).

— Gdyby krupier po każdej grze musiał ewidencjonować wpłatę i wypłatę każdego gracza, określać ewentualną wygraną, rejestrować ją w rejestrze wygranych oraz wyliczać i pobierać podatek, wystawiając PIT, tempo gry zwolniłoby przynajmniej 10-krotnie, a w efekcie 10-krotnie obniżyłaby się wygrana kasyna, z której odprowadzany jest podatek od gier — tłumaczy Krzysztof Barszcz, rzecznik prasowy Casinos Poland.

Bardziej optymistyczna dla branży interpretacja „wygranej” to różnica między kwotą, którą gracz wpłacił, a wypłaconą w ciągu jednego dnia. I w tym wypadku jednak skutki dla legalnych operatorów będą katastrofalne.

— Kasyna już dziś objęte są najwyższą w branży stawką podatku od gier (aż 50 proc.)., a nowy zapis w praktyce oznacza jego podniesienie co najmniej o 20 proc. Gracze natomiast nowym agresywnym podatkiem zostaną wydrenowaniw postępie geometrycznym. Nie uwzględnia on bowiem wcześniejszych ani późniejszych przegranych, których nie można odliczyć od podstawy opodatkowania. A przy grach kasynowych wygrane w jednym dniu przeplatają się z przegranymi w następnym — wyjaśnia Jacek Sabo, członek zarządu stowarzyszenia reprezentującego ZPR, Finkorp, Casino i Bingo Centrum, czterech operatorów kasyn,kontrolowanych przez znanego biznesmena Zbigniewa Benbenka.

Grube ryby odpłyną

Zdaniem przedstawiciela kasyn, o ile w grach liczbowych czy zakładach wzajemnych podatek od wygranych płaci kilka procent graczy, o tyle w kasynach będą go płacić niemal wszyscy, a na pewno ci gracze, od których zależy rentowość hazardowego biznesu. Na całym świecie obowiązuje bowiem zasada, że 20 proc. klientów kasyn przynosi im co najmniej 80 proc. dochodu, a w Polsce ten wskaźnik bywa jeszcze wyższy. Właśnie tym grającym „grubo” i dobrze zorientowanym graczom najbardziej dokuczy nowy podatek.

— Żaden poważny gracz nie zaakceptuje pomniejszania o 10 proc. każdej wypłaty. Tak jak po zmianie ustawy w 2010 r. polscy pokerzyści przenieśli się do kasyn w krajach ościennych i do „szarej strefy”, tak w 2017 r. zrobią zamożni klienci kasyn. To w naturalny sposób przełoży się na dramatyczny spadek wyników finansowych, a co za tym idzie — wpływów budżetowych. Legalne kasyna w Polsce mogą dość szybko przejść do historii, a nielegalne „rulety” rodem z PRL-u ponownie rozkwitną — przewiduje Krzysztof Barszcz.

Banki w grze

Jacek Sabo podkreśla, że tego typu regulacji nie ma nigdzie na świecie, z wyjątkiem USA, ale tam, co kluczowe, w zeznaniu rocznym od kasynowych wygranych można odliczyć przegrane. Podobna uwaga dotyczy drugiego z zapisów, o zakazie płacenia w kasynie gotówką. I w tym zakresie, zdaniem branży, MF chce być światowym pionierem.

— Każdy, kto choć trochę orientuje się, na czym polega gra w kasynie, wie, że w trakcie gry dokonuje się mnóstwa operacji, w tym gotówkowo-żetonowych. Przeprowadzanie „wszystkich transakcji” przelewem czy kartą sprawi, że klienci będą unikać miejsca, w którym utrudnia się im grę i traktuje jak obywateli drugiej kategorii — ocenia Jacek Sabo. Ponadto włączenie banku czy innej instytucji finansowej skomplikuje, a być może w ogóle uniemożliwi określenie trybu składania i rozpatrywania reklamacji czy roszczeń.

— Połączenie opodatkowania i obrotu bezgotówkowego sprawi, że krupierzy, zamiast prowadzić gry, zajmą się biurokracją — dodaje Krzysztof Barszcz. Operatorzy kasyn kwestionują też deklarowany przez MF cel, czyli potrzebę kontroli legalności pieniędzy inwestowanych w grę. Już dziś bowiem kasyna co roku zgłaszają do Generalnego Inspektora Informacji Finansowej dziesiątki tysięcy transakcji zakupu lub sprzedaży żetonów o wartości minimum 1 tys. EUR (w przypadku banków czy innych instytucji próg wynosi 15 tys. EUR), a dodatkowo wszyscy klienci są legitymowani i objęci monitoringiem w trakcie gry.

JUŻ PISALIŚMY: „PB” z 23 kwietnia 2007 r. „PB” z 17 lipca 2008 r. .

PIONIERSKIE WIZJE: TO JUŻ BYŁO: Dzisiejsze pomysły Ministerstwa Finansów (MF) nie są pierwszymi, dzięki którym Polska ma torować nowe, mocno osobliwe drogi rozwoju rynku hazardu. Poprzedni rząd PiS, poszukując pieniędzy na dofinansowanie projektu EURO 2012, głównie budowy Stadionu Narodowego, wymyślił, że nałoży na prywatny hazard 10-procentowe dopłaty. „PB” szybko wykazał, że pomysł jest absurdalny, niewykonalny technicznie i przyniósłby spadek wpływów do budżetu. Mimo to po ponad roku wrócił do niego rząd PO-PSL. Później on też się wycofał.

500 mln zł Tyle rocznie zostawiają w polskich kasynach gracze...

250 mln zł ...a tyle z tego trafia do budżetu z tytułu specjalnego podatku od gier.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy