Tacy jak Rolls- -Royce

Paweł Janas
opublikowano: 2008-08-28 00:00

Młody inżynier jak burza wpadł do pokoju i usiłował nakłonić kolegów do opuszczenia go wraz z nim. Jak najszybciej.

Panowie! Na bocznicy są wagony z częściami do maluchów. Ale nie tylko! Chodźcie szybko i popatrzcie — krzyczał.

I jakoś tak mrugał przy tym tajemniczo okiem. Co u licha? Młodzi pracownicy rodzącej się w Bielsku Fabryki Samochodów Małolitrażowych zaintrygowani pobiegli za kolegą. Obok jednego z wagonów kłębił się spory tłum. Co jest? Części pierwszy raz w życiu zobaczyli? — pomyśleli. Z niemałym trudem przepchnęli się przez kilka rzędów ludzi. I wszystko stało się jasne. Jeden z wagonów zamiast tulejkami czy wałami korbowymi wypełniony był po brzegi winem. Włoskim winem.

— To były lata 70. Niesamowita atrakcja. Wino szybko znalazło amatorów. A co najdziwniejsze — nikt się o ten transport ponoć nie upomniał. I tylko nie wiadomo, czy to prawdziwa historia, podobnie jak opowieści, że szef hoduje małego krokodyla na dachu swojego domu — śmieje się Zdzisław Arlet, obecnie dyrektor zakładu Fiat Auto Poland w Tychach.

Czarna cuma

Do FSM przyszedł w 1972 r. Rok później w Bielsku-Białej ruszyła licencyjna produkcja Fiata 126p. I wsiąkł. Ale nie od razu chciał być samochodziarzem.

— Kończyłem Politechnikę Wrocławską Wydział Chemii Przemysłowej. Potem trzeba było odrobić ufundowane przez państwo stypendium. Trzy lata pracowałem w zakładach chemicznych w Kędzierzynie. Gdy obowiązkowa robota zaczęła się kończyć, rozejrzałem się wokół. Widzę — budują fabrykę Fiata w Bielsku. To się zatrudniłem. Byłem przy uruchamianiu produkcji Syreny 105, potem malucha, szkoliliśmy pracowników. Żyć nie umierać — wspomina dyrektor Arlet.

W zakładzie przeszedł niemal wszystkie szczeble kariery. Zaczynał od służb jakości w Bielsku. Z tą pracą wiążą się jego najczarniejsze wspomnienia. Taki moment, kiedy był na skraju załamania. A przecież stugębna wieść w zakładach niesie, że to twardy facet i byle co go nie ruszy.

— Połowa lat 80. Szykowaliśmy wysyłkę Uno do Chin. W porcie czekał statek, a my nie mogliśmy tych samochodów fizycznie zrobić w Bielsku. Zamówienie przerastało możliwości techniczne. Groziły nam olbrzymie kary. Zawsze miałem jakiś pomysł, drogę wyjścia. Teraz widziałem przed sobą tylko czarną ścianę. Chciałem się poddać. Pomogli mi moi ludzie. Mówią „szefie, nie martw się, damy radę”. I w końcu poszło, jeden, drugi trzeci, wszystkie. Wyrobiliśmy się w ostatniej chwili — nawet dziś widać ulgę na twarzy szefa tyskiego zakładu.

Kulawy złodziej

W 1992 r. Fiat przejął FSM. Cztery lata później Arlet został dyrektorem fabryki w Bielsku-Białej. Dalej awansował. Objął funkcję szefa tyskiego zakładu, bo tu Fiat przeniósł produkcję aut z Bielska. Dekadę później trafił do zarządu Fiat Auto Poland.

Przybywało prestiżu i kłopotów. Przykład? Stale powtarzające się okradanie aut jadących na kolejowych lawetach.

— Nie mogę wywieźć stąd bezpiecznie samochodów. Stan torowiska jest fatalny. Dlatego pociąg musi jechać 10-15 km na godzinę. Długo? Pół kilometra. Nawet kulawy złodziej zdąży wskoczyć. Najczęściej giną koła — złości się Zdzisław Arlet.

Tory nie były remontowane od przeszło 30 lat.

— PKP jest głucha na prośby o modernizację torowiska. Drogi też są w kiepskim stanie. A przecież co roku w Tychach i okolicy przybywa nowych inwestorów. Powstają centra logistyczne. Każdy chce wywieźć swój towar. Wciąż tymi samymi drogami. Problemy z dojazdem do zakładu mają pracownicy. Codziennie z ponad 100 autobusów wylewa się tu morze ludzi — mówi Zdzisław Arlet.

Perłowa zabaweczka

Na co dzień dyrektor Arlet nie ma zbyt wiele czasu, by rozmyślać. Tylko w tym roku uruchomił nową lakiernię, spawalnię i dział montażu. Do pracy przyjął tysiące nowych osób. Trwa produkcja Pandy, ruszyła pięćsetki, wkrótce pojawi się nowy Ford Ka.

Z Tych ma wyjechać w tym roku ponad 500 tys. aut. Najwięcej emocji wzbudza pięćsetka. Może dlatego, że wśród klientów jest światowa śmietanka: włoskie arystokratki, francuscy biznesmeni czy gwiazda światowego sportu Alessandro del Piero. Ale Arlet, choć mógłby, nie jeździ autkiem. Chce być oryginalny?

— A gdzie tam. Za duży jestem — śmieje się.

Skąd popularność pięćsetki? Sentyment Włochów do kultowego samochodu sprzed lat nie wyjaśnia jeszcze, dlaczego lubią go inni. Czy dlatego, że każde auto można dopasować do siebie i swoich potrzeb. I nie chodzi tu o takie banały jak odtwarzacz CD czy klimatyzacja.

— Możemy zrobić pięćset tysięcy wersji autka. Poza wodotryskiem wstawimy do niego wszystko. Mamy tysiące szablonów. Orła białego też moglibyśmy na pięćsetce umieścić, ale nie było jeszcze takiego zamówienia — żartuje dyrektor Arlet.

Najlepsza, bo moja

Paleta barw? Nie potrafię wymienić większości nazw dostępnych kolorów. Ale najbardziej jazzy jest perłowy.

— Jego produkcja ograniczona jest do 80 sztuk dziennie. Więcej zrobić się nie da. Bo ten kolor jest trzywarstwowy, a normalnie są dwie. Polakierowaną dwukrotnie powierzchnię trzeba ręcznie zmatowić tak, jak to kiedyś robiono przy produkcji rolls-royce’ów. I potem jeszcze raz nałożyć warstwę lakieru. Wtedy dopiero się mieni — Arlet zdradza tajemnicę lakierni.

Dyrektor jest dumny z zakładu. Według niego, stał się wzorcem dla innych fabryk Fiata w Europie. I nie tylko. Bo jeśliby tak nie było, to po co przyjeżdżaliby tutaj inni? A gościł już w murach prezesów: GM, Mercedesa, BMW, Toyoty, Renault czy PSA.

— Był też szef Kia Motors. Zanim Koreańczycy zadecydowali, że fabrykę wybudują w słowackim Żylinie, a nie w Wałbrzychu. Byli zachwyceni tym, jak ludzie w Polsce pracują. Ale wystraszyli się silnej pozycji związków zawodowych — podkreśla szef tyskiej fabryki Fiata.

W uwielbianiu fabryki nie przeszkadza Artletowi nawet to, że w Europie jest wiele zakładów motoryzacyjnych nowocześniej zaplanowanych.

— Może i niektóre mają bardziej śnieżnobiałe sufity. Ale nie o ściany tu chodzi. Był u nas kiedyś profesor Louis E. Schultz, Amerykanin, ekspert motoryzacji. Wszedł na wydział spawalni, przeszedł 50 m i gratuluje mi zakładu. Mówię: pan jeszcze nic nie widział. Jak to nic — on mi na to — porządek jest, ludzie dobrze pracują, kłaniają się, są uśmiechnięci. Co mam jeszcze zobaczyć? — wspomina dyrektor Arlet. n

Bąbel, ryjek, amfibia

Fiat 126p, fiacik, maluch. Pierwsza partia zmontowana z włoskich części opuściła bielską Fabrykę Samochodów Małolitrażowych w 1973 r. Zgodnie z wolą rządzącego wtedy krajem I sekretarza PZPR Edwarda Gierka, miał stać się autem dla Kowalskiego. I stał się. Był zresztą nie tylko ulubionym autem kierowców, ale także konstruktorów i stylistów. Doczekał się wielu wersji, z których część nie weszła nigdy do produkcji. Kombi czy cabrio to standard. Ale był też dostawczy bąbel ze względu na bąbelkowatą nadbudówkę z tyłu. Wersja z wydłużoną maską doczekała się nazwy ryjek. Mieliśmy nawet wojskowe wersje malucha: na gąsienicach oraz fiacika amfibię. W 1973 r. poza konkursem startował w Rajdzie Monte Carlo.

Tempo zaiste doskonałe

69

tys. zł Tyle kosztowały pierwsze zmontowane w 1973 r. fiaty 126p. Średnie zarobki oscylowały wtedy w granicach 3-4 tys. zł.

3,3

mln sztuk Tyle maluchów wyprodukowano w Bielsku-Białej i w Tychach w latach 1973-2000.

50

sekund To czas, w którym kolejne nowe auto opuszcza obecnie linię produkcyjną Fiata w Tychach.

Od Mini do pięćsetki

Nowy Fiat 500 to dziecko urodzonego w 1959 r. w Maroku stylisty Franka Stephensona. Po ukończeniu szkoły projektowania w Pasadenie trafił do BMW. Tam zasłynął jako autor nowego Mini. Potem ściągnął go do siebie Fiat. Poza pięćsetką Stephenson pracował m.in. przy projektach Maseratti MC 12 i Quattroporte oraz Ferrari F430 i 612 Scaglietti.

Zmotoryzował Włochy

50 lat temu podobnie, jak maluch Polskę, a Volkswagen garbus Niemcy, tak Półwysep Apeniński zmotoryzował Fiat 500. Pierwsza jego wersja była tak skromna, że nie otwierały się w niej nawet boczne okna, a z tyłu zamiast siedzeń było miejsce na bagaż. Kolejne modele zostały wzbogacone, a tłumy Włochów ze swych skuterów przesiadły się do kultowej z czasem pięćsetki. Według różnych źródeł, wyprodukowano łącznie od około 3,6 do 3,8 mln sztuk. Kilka lat temu Fiat stworzył nową pięćsetkę. Sprzedaż produkowanego w Tychach Fiata wspiera sentyment Włochów do aut, którymi jeździli ich ojcowie czy dziadkowie. W Polsce do zakupu nowego auta zachęca aktorka Magdalena Schejbal, znana z serialu „Kryminalni”.

Paweł

Janas