Technologię kopiuj, wklej

opublikowano: 10-06-2013, 00:00

Chińska skłonność do naśladownictwa i kopiowania wynika nie tylko z pobudek finansowych. To także kwestia filozofii

O szpiegostwie przemysłowym chińskich firm słychać coraz częściej. Najnowszy raport Verizon (odnotowano 47 tys. incydentów i niecałe 700 przecieków) na temat utraty istotnych danych wskazuje, że 30 proc. takich zdarzeń było następstwem chińskich działań. Opracowanie podkreśla jednocześnie, że działania prowadzone z Chin aż w 96 proc. to ataki czysto szpiegowskie. Aspekt finansowy bardziej interesuje przestępców z Rumunii (28 proc. incydentów) i USA (18 proc.). Możliwość utraty technologii to główna obawa wielu firm, które planują rozpoczęcie współpracy biznesowej z Chińczykami. Pod tym względem Chiny to kraj specyficzny, bo jego obywatelami nie kierują wyłącznie pobudki finansowe.

Bez wyjątku

— Często zdarza się, że firmy skuszone atrakcyjnymi ofertami z Chin, dostępem do tamtejszego rynku zapominają o dokładnej analizie kontrahenta. Bywa, że podejmują współpracę bez podpisania umowy. Niestety chiński rynek nie należy do najłatwiejszych i nie jest wolny od oszustw i wyłudzeń. Obserwuję jednak, że polskie firmy są coraz bardziej świadome tych zagrożeń — mówi Piotr Canowiecki z serwisu Chińskiraport.pl, zajmującego się sprawdzaniem wiarygodności chińskich firm. Zdaniem Piotra Niemczyka, prezesa firmy Niemczyk i Wspólnicy, która m.in. bada przypadki nieuczciwej konkurencji, szpiegostwem przemysłowym zagrożona może być każda spółka sprzedająca technologie lub produkty, które mogą być atrakcyjne dla Chin. Niekoniecznie musi to być nowoczesna technologia, chodzi także o sektor górniczy, chemiczny czy energetyczny. W przypadku kradzieży technologii dochodzenie sprawiedliwości jest utrudnione lub nawet niemożliwe.

— Szczególnie zagrożone mogą się czuć małe lub średnie przedsiębiorstwa, których po prostu nie stać na wchodzenie w prawny spór z przedsiębiorstwami mającymi siedzibę po drugiej stronie globu. Nie znaczy to oczywiście, że każda chińska firma jest nieuczciwa — mówi Piotr Niemczyk.

Przeminęło z wiatrem

Przykładów nieuczciwych praktyk chińskich firm nie trzeba długo szukać. Na własnej skórze odczuła to amerykańska spółka American Superconductor (AMSC), dostarczająca technologie dla sektora energetycznego, której sprawę opisał amerykański „Bloomberg Businessweek”. Chińska firma Sinovel, jeden z największych na świecie producentów turbin wiatrowych, kupowała od Amerykanów element konstrukcyjny takich turbin. Amerykanie byli przezorni. Zabezpieczyli się przed ewentualną kradzieżą technologii — najistotniejsze elementy produkowali w USA i potem transportowali do Chin. Oprogramowanie do obsługi turbin trzymali na serwerze w Austrii odłączonym od internetu. W marcu 2011 r. Chińczycy nagle przestali przyjmować towar wysyłany przez Amerykanów. Kiedy AMSC poinformowało, że największy kontrahent firmy przestał kupować jej produkty, jednego dnia notowania spółki na giełdzie spadły o ponad 40 proc. Prezes firmy Daniel McGahn jeszcze wtedy nie wiedział, dlaczego Sinovel zrezygnował z ich usług. Dopiero w czerwcu 2011 r. pracownicy odkryli, że Chińczycy skopiowali oprogramowanie Amerykanów, które tak pilnie chroniono. Pomógł im w tym serbski inżynier pracujący w austriackiej siedzibie firmy. Austriacki sąd skazał go na 12 miesięcy więzienia i dwa lata dozoru sądowego. AMSC dochodziło też swoich praw, wytaczając cztery procesy sądowe w Chinach. Bez większych rezultatów.

— Afery związane z działalnością chińskich szpiegów przemysłowych są najgłośniejsze i zadziwiają skalą oraz pomysłowością sprawców. Jednak trzeba pamiętać, że większość firm jest poza sferą zainteresowania służb Państwa Środka. Niewątpliwie w kontekście szpiegostwa przemysłowego największym zagrożeniem są osoby zatrudnione w firmach, a jego przykłady można znaleźć także w Polsce — podkreśla Piotr Niemczyk.

Konfucjusz i historia

Kradzież technologii, nad którą pracowano kilka czy kilkanaście lat, to nie lada oszczędność. Czyli jednak chodzi o pieniądze? Nie do końca. Jak przekonuje Radosław Pyffel, prezes Centrum Studiów Polska — Azja, który kilka lat przebywał w Chinach, takie postępowanie Chińczyków wynika z różnych powodów.

— Pierwszym jest konfucjanizm, który nigdy nie piętnował kopiowania innych. Powielanie mistrzów czy artystów nie było czymś złym. Nie ma tam żadnej tradycji dotyczącej praw patentowych. Drugą kwestią jest historia. Wiek XIX w Chinach jest uznawany za 100 lat upokorzeń. Zarówno ze strony Amerykanów, Brytyjczyków i Francuzów [np. obie wojny opiumowe — działania Wielkiej Brytanii i Francji z cesarskimi Chinami, które miały na celu wymuszenie ustępstw handlowych m.in. w handlu opium, datowane na lata 1839-42 i 1856- 1860 — red.]. Obecne kopiowaniei szpiegostwo przemysłowe Chińczycy traktują jak akty sprawiedliwości historycznej — tłumaczy Radosław Pyffel.

Podkreśla też, że aspekt finansowy jest nie mniej ważny — Chinom bardzo zależy na szybkim rozwoju, inwestują w innowacje dwa razy więcej niż cała Unia Europejska. Obecne tempo wzrostu Chin nie byłoby możliwe, gdyby firmy z tego kraju miały samodzielnie stworzyć niezbędną technologię od zera. Akurat Chińczycy nie są prekursorami rozwoju przez naśladownictwo. Podobną strategię przyjęli w XIX w. Japończycy, np. od Anglików skopiowali okręty wojenne, kopiowali też zachodnie prawo i sprowadzali cudzoziemców, którzy mieli ich uczyć według zachodnich standardów.

Sposób na szpiega

Zdaniem Piotra Niemczyka, w przypadku szpiegostwa przemysłowego można mówić tylko o zarządzaniu ryzykiem. Im lepsze zabezpieczenia, bardziej restrykcyjna polityka bezpieczeństwa, tym mniejsze ryzyko, że ktoś ukradnie firmowe tajemnice. Jednak bezpieczeństwo zawsze kosztuje. I nie chodzi tylko pieniądze, ale także o rosnące niedogodności oraz spadek zaufania wewnątrz organizacji.

— Należy zdawać sobie sprawę, że kluczowe dane firmy wyciekają często w dość banalny sposób. Tajemnice mógł ujawnić konkurencji nieuczciwy pracownik. Często firmy zajmujące się szpiegostwem przemysłowym sprawdzają zawartość śmietników w firmowych budynkach, poszukując niedokładnie zniszczonych dokumentów. Za wyciekiem może również stać firma sprzątająca. Dlatego trzeba sobie wyrobić nawyk, by wszystkie ważne informacje, plany, umowy zawsze pozostawiać w bezpiecznym miejscu. Nawet wychodzącna lunch — przypomina Piotr Niemczyk.

— Ze szpiegostwem przemysłowym radzą sobie Niemcy. Chińczycy najczęściej kopiują proste produkty czy technologie, bo to najłatwiejsze. Niemcy po prostu inwestowali w coraz bardziej skomplikowane innowacje, które trudno skopiować — mówi Radosław Pyffel.

Mimo takiego ryzyka firmy nadal podejmują współpracę z Chińczykami. Tajemnicą poliszynela jest, że spółki zdają sobie sprawę, że utrata patentów czy kopiowanie jest wpisane w działalność w Państwie Środka, ale obecność tam zwyczajnie się opłaca.

— Dopóki firmy więcej zyskują na działalności w Chinach, niż tracą z tytułu kopiowaniaich rozwiązań, dopóty nie będą specjalnie walczyć o swoją własność intelektualną i dąsać się na Chińczyków. Warto pamiętać, że niebawem sytuacja może się odwrócić. Najprawdopodobniej za 10 lat Chiny nie będą już potrzebowały zagranicznych rozwiązań, bo same będą je tworzyć, jak pokazuje przykład Japonii. Wówczas to oni mogą walczyć o ochronę swoich pomysłów, a mają w tym doświadczenie — chińska porcelana była sekretem strzeżonym przez wiele stuleci — opowiada Radosław Pyffel.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Fabisiak

Polecane