Z makroekonomicznego punktu widzenia polska gospodarka jest w stanie idealnej równowagi, a wedle najnowszej projekcji Narodowego Banku Polskiego ma się na tej ścieżce utrzymać w najbliższych latach. Ten obraz wyłaniający się z ważnego dokumentu banku centralnego jest nawet bardziej optymistyczny niż cztery miesiące temu. Mamy spory bufor chroniący nas przed wstrząsem z Bliskiego Wschodu.
Optymizm i chłodna głowa
Informacją dnia w środę była obniżka stóp przez NBP o 0,25 pkt proc., dzięki której stopa referencyjna spadła do 3,75 proc. Widać, że Rada Polityki Pieniężnej, czyli organ banku decydujący o parametrach polityki pieniężnej, zachowała chłodną głowę w warunkach dużych wahań na rynkach. I dobrze, bo z ewentualnego braku sygnalizowanej wcześniej obniżki wyniknęłoby jeszcze więcej pytań i wątpliwości.
Jak zwykle po marcowym posiedzeniu NBP podzielił się też wynikami swojej projekcji makroekonomicznej. Jest ona bardziej optymistyczna niż ta z listopada. Wzrost PKB ma być w najbliższych trzech latach o 0,3 pkt proc. wyższy, a inflacja o 0,4 pkt proc. niższa niż w projekcji z listopada. Polska gospodarka ma rozwijać się w tym roku w tempie zbliżonym do 4 proc., a w kolejnych latach w pobliżu 3 proc. Natomiast inflacja ma być tuż poniżej celu NBP. To ta projekcja, wykonywana przy założeniu stałych stóp procentowych, pozwoliła RPP zredukować koszt pieniądza.
Można oczywiście postawić pytanie, na ile ta projekcja jest aktualna w nowych warunkach geopolitycznych. Gdy ceny energii potrafią się zmienić o kilkadziesiąt procent w ciągu dnia, z każdą prognozą wiąże się większa niepewność. Ja trzymam się mojego wczorajszego założenia, że długotrwałe utrzymanie obecnych cen ropy i gazu oznaczałoby w ciągu roku inflację wyższą o 0,5-1 pkt proc., a wzrost PKB niższy o ok. 0,3 pkt proc. To oznacza, że nie oddalilibyśmy się istotnie od idealnej ścieżki równowagi, na której wzrost gospodarczy jest solidny na tle Unii Europejskiej, a inflacja umiarkowana. Mamy więc pewien bufor bezpieczeństwa. Jeżeli natomiast ceny ropy zaczną zbliżać się trwale do 100 USD za baryłkę, a gazu do 100 EUR za megawatogodzinę, wówczas ten krajobraz makroekonomiczny może ulec zauważalnemu pogorszeniu (choć wciąż nie będzie to recesja).
Dla kontekstu warto dodać, że ekonomiści Societe Generale tak napisali w swojej analizie na temat Polski: "W naszym najbardziej prawdopodobnym scenariuszu inflacja w Polsce pozostanie praktycznie bez zmian. W scenariuszu bardziej niekorzystnym, ale nadal prawdopodobnym, szczytowy wpływ na inflację roczną osiągnie 0,4 pkt proc. w stosunku do naszego scenariusza bazowego. W naszym najgorszym scenariuszu szczytowy wzrost wyniesie 1,3 pkt proc.".
Cięcie do 3,25, czy 3,0, a może wcale?
Natomiast niepewne są losy dalszych obniżek stóp, których do niedawna powszechnie oczekiwano. Jeszcze kilka tygodni temu rynek wyceniał redukcję stopy referencyjnej do 3,25 proc. (czyli jeszcze o 0,5 pkt wobec obecnego poziomu), a niektórzy ekonomiści rynkowi mówili nawet o 3 proc. Teraz niepewny jest los jakiejkolwiek kolejnej obniżki.
Bank centralny nie powinien reagować na zmiany inflacji wywoływane samymi cenami energii, bo one w żaden sposób nie zależą od stóp procentowych. Ale może reagować na zagrożenie inflacyjne wynikające z przełożenia inflacji na wynagrodzenia i później tym kanałem na ceny krajowe. Szacunki NBP wskazują, że w minionej fali inflacji pierwotny wpływ cen energii na ogólny poziom cen konsumpcyjnych w Polsce wyniósł 10 proc. (z uwzględnieniem przełożenia na koszty firm), ale po uwzględnieniu efektów płacowych już 15 proc. Dlatego w praktyce banki centralne nawet wzrost inflacji wywołany drożą ropą czy gazem traktują jako czynnik wpływający na decyzje o stopach. I z tego powodu losy kolejnej obniżki stały się niepewne.
