Telefon komórkowy to idealne narzędzie dla zazdrosnych kochanków.
— Wystarczy podarować telefon komórkowy osobie, którą chce się śledzić. Można w nim wcześniej zainstalować pewien legalny program. Pozwala on na podsłuchiwanie każdej rozmowy, przeglądanie każdego SMS, można nawet zadzwonić pod ten numer i słuchać, co dzieje się wokół aparatu. Ale my w naszej pracy wciąż opieramy się na tradycyjnej obserwacji. Dowody uzyskane za pośrednictwem telefonu są nielegalne, nie mogą być użyte w żadnym sądzie — mówi Jarosław Rangotis, właściciel agencji detektywistycznej Asvalia.
Lokalizacja po lupą
Nie wszyscy szukają w cudzych
telefonach tak mocnych wrażeń. Ale coraz więcej osób korzysta ze smartfonów
Blackberry i tabletów iPad, które mogą być źródłem bardzo wielu precyzyjnych
informacji o użytkownikach. Pokusa jest dla koncernów zbyt wielka, by nie
skorzystać choćby z danych o naszej lokalizacji.
— Do końca miesiąca inspektorzy danych osobowych z całej Europy oficjalnie przedstawią rekomendację zakładającą, że zestaw danych geolokalizacyjnych to dane osobowe, dopóki nikt nie stwierdzi, że jest inaczej — mówi Wojciech Wiewiórowski, generalny inspektor ochrony danych osobowych.
Ostatnio głośno było w prasie o zbieraniu przez smartfony danych geolokalizacyjnych. Afera wybuchła, gdy się okazało, że iPady i iPhony zbierają dane o położeniu użytkowników, o czym większość z nich nie miała pojęcia.
Wcześniej Malte Spitz, polityk niemieckiej partii zielonych, opublikował na stronach internetowych Zeit Online interaktywną mapę, pokazującą, jak i gdzie przez pół roku się przemieszczał. Dane były gromadzone przez Deutsche Telekom, który uzyskuje je z BTS-ów czy hot-spotów, z którymi łączy się telefon komórkowy (link: TUTAJ).
Portal niebezpiecznik.pl pokazuje z kolei, jak zdjęcia robione telefonem komórkowym, mogą być znakowane pozycją GPS. Uważajmy więc, co umieszczamy na Facebooku, jeśli nie chcemy, by pod naszym domem pojawił się tłumek internautów (link: TUTAJ).
Świadomy użytkownik
Rekomendacja inspektorów danych
osobowych w sprawie danych geolokalizacyjnych będzie omawiana przez Komisję
Europejską, która może wdrożyć ją w życie.
— Praktyczne konsekwencje tej regulacji mogą oznaczać, że systemy teleinformatyczne przechowujące dane będą musiały spełniać narzucone kryteria, a przekazanie danych innemu podmiotowi musi następować na podstawie umowy lub jakiejś innej podstawy prawnej — mówi Wojciech Wiewiórowski.
Czy to w praktyce coś zmieni, trudno powiedzieć.
— Skoro większość funkcji, dla których kupujemy smartfon, działa dopiero po przyłączeniu go do sieci, użytkownicy przeważnie nie wyłączają ręcznie stałego połączenia z internetem. Dodając do tego fakt, że duża liczba aplikacji, z których korzystamy w smartfonie (np. prognoza pogody czy lokalizacja bankomatów i sklepów), ze swojej natury musi poznać naszą lokalizację, informacje takie przekazywane są dalej i nierzadko trafiają w ręce firm pragnących poznać zbiorowe zachowania klientów. Tutaj kryje się jedno z miejsc, gdzie ochrona naszych danych jest narażona na niebezpieczeństwo. Przeciętny posiadacz smartfona często nie zdaje sobie z tego sprawy — mówi Zoran Vuckovic, analityk PMR Publications.
— Wraz z rozwojem rynku będą się pojawiać rożne pomysły, jak prawnie i
technologicznie zabezpieczać nasze dane, również geolokalizacyjne. Jeśli jednak
ktoś bardzo chce jakiś dany obiekt inwigilować, nie potrzebuje do tego
smartfona. Da sobie radę innymi sposobami — mówi Magdalena Borowik, analityk IDC
Polska.
